niedziela, stycznia 17, 2016

Lush: Yuzu and Cocoa Shower Cream


Jakiś czas temu dane mi było odwiedzić w Berlinie sklep LUSH. Wiecie, że uwielbiam ich produkty, ubolewam też bardzo nad tym, że Lusha w Polsce nie ma... Dlatego kiedy mam możliwość to korzystam z okazji i nabywam te dobra. Tym razem do mojego koszyka wpadła stosunkowa nowość: krem pod prysznic Yuzu and Cocoa

Co mówi o nim producent w swój charakterystyczny humorystyczny sposób?

"Tak ten żel pachnie jak pomarańczowa czekolada... Nie, nie można go zjeść. Kakao połączone z  aromatem nasion tonka zmieszane z olejami grapefruita i bergamotki cudownie poprawią Twój nastrój". 

Jest oczywiście również wzmianka o sposobie użycia, a konkretnie informacja, że jeśli naprawdę nie wiemy jak użyć tego produktu to Lush zachęca nas do zaproszenia pod prysznic kogoś, kogo naprawdę lubimy, żeby pokazał nam jak to się robi :D  Lubię czytać ich opakowania bo zawsze wywołują uśmiech na twarzy. 

Prawda jest taka, że ten krem pod prysznic jest niesamowicie apetyczny, stąd nie dziwią mnie tym razem uwagi o niejedzeniu go! Żółty, kremowy żel zamknięty jest w poręcznej butelce o trochę mało wygodnym otwieraniu. Nauczona już obsługi Lush'owych żeli trochę zbyt żywiołowo zabrałam się do wylewania go na dłoń pod prysznicem i zdziwiłam się jego płynną konsystencją.  Jeśli tak jak ja jesteście przyzwyczajeni do konsystencji Flying Fox, Glogga czy Snow Fairy to uważajcie z Yuzu and Cocoa. Jest dużo rzadszy. Jednak z ciała nie spływa i spokojnie można się nim namydlić. 

Powiedzcie jednak, czy ten kolor nie napawa optymizmem? 



Zapach! O rany! Gratka dla tych z Was, które lubią słodkie niemal ulepki. Ja pod prysznicem wręcz uwielbiam. Jeśli lubujecie się w świeżych, trawiastych, rześkich nutach to nie polecę Wam tego żelu. Jeśli jednak macie jak ja - warto go kupić! Według mnie na pierwszy plan wybija się tu... kokos :D Pojęcia nie mam co jest temu winne, bo jego w składzie nie ma ale to pierwsze moje skojarzenie. Czekoladowy kokos... Do tego przy porządniejszym zaciągnięciu się pięknie czuć cytrusy! Ślinka cieknie na samo wspomnienie...  Zapach roztacza się w trakcie kąpieli, ale niestety nie siedzi na skórze zbyt długo. Aj, jak już Lush tworzy tak magiczne aromaty, mogliby pomyśleć o pasującym balsamie do ciała... Co trochę ratuje sytuację to fakt, że użycie balsamu, jak w przypadku pozostałych Lush'owych specyfików do mycia ciała jest tu praktycznie zbędny, może za wyłączeniem ciężkiej mroźnej zimy, która rządzi się zawsze swoimi prawami. Dlatego możemy się nim cieszyć jeszcze chwilę po wyjściu z wanny czy też spod prysznica. 

Przyjemność z Lusha do tanich nie należy. Za 250g trzeba zapłacić około 10 funtów. Kursu funta nie skomentuję. Lush do tanich marek nie należy ale ochhh jak ja ich uwielbiam tak czy inaczej! 

16 komentarzy:

  1. Oj tam, czasami warto skusić się na coś droższego. Jak za granicą widzę jakiś sklep osławionej marki, to nie patrzę na ceny, tylko kupuję, co zaplanowałam ;).

    A ten konkretny żel pod prysznic na pewno pachnie obłędnie. Już sobie to wyobrażam. Jest tam wszystko, co lubi mój nosek ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Dużo dobrego słyszałam o tej firmie, ale jeszcze nie miałam okazji przetestować ich produktów

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomarańcza, kokos i czekolada, wszystko jak dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi smakowicie ;) Moim ulubionym żelem z Lusha jest zdecydowanie Rose Jam (niestety, pojawia się tylko w okresie świątecznym), a z kremowych żeli miałam tylko the Comforter i konsystencja była podobna, niby kremowa, ale przy tym dość rzadka i lejąca.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten żel ma bardzo fajny kolorek :-). Z chęcią bym wypróbowała :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Skoro tak lubisz ich produkty, to czy mogłabyś mi polecić jakąś ich maskę/czyścik do twarzy, bo być może wkrótce "nawiedzę" ich sklep? ;) Mam skórę normalną, więc chyba wszystko "przyjmie" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyścików trochę używałam więc może podpowiem. Jeśli chcesz coś łagodnego - ukochanym moim mydełkiem do twarzy jest Fresh Farmacy - ma w składzie łagodzący moją skórę puder kalaminowy. Fajnie oczyszcza, nie pieni się jak typowe mydło, ale odświeża cerę, ma fajny ziołowy zapach.
      http://sweet-and-punchy.blogspot.com/2013/10/lush-fresh-farmacy.html

      Równie łagodna jest Aqua Marina - pasta, też z kalaminą, którą rozrabiamy w dłoni i myjemy buzię. Pachnie trochę jak proszek do prania :))

      Mocniejsza w czyszczeniu jest Coalface, ma trochę bardziej jak dla mnie wyczuwalne drobinki choć nadal w skali mikro. Natomiast Dark Angel to konkretna pasta do pilingu, mocniejszy zdzierak ale skóra po nim jest jak pupa niemowlaka :)

      No i sezonowy Buche De Noel - pasta znowu, lubię nią sobie robić masaż twarzy, fajnie pobudza mikrokrążenie i usuwa martwy naskórek, no i jak pachnie!

      Dawno temu mialam chyba też Herbalism ale jakoś nie do końca się polubiliśmy bo nie ponowiłam zakupu.

      Usuń
    2. Super, dzięki za podpowiedzi! :))

      Usuń
  7. ...A ja najbardziej lubię żel Hot Toddy i Snow Fairy (na jedynej wyprzedazy w roku kupuje je litrami) ;D ogolnie produkty Lush sa moimi ulubiencami i w swojej lazience goscilam wiele ich produktow ale tego zelu niestety nie mialam, ale wszystko przede mna!;D...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjj Snow Fairy <3 uwielbiam! Z regularnej oferty za to jaśminowy Flying Fox..
      Chociaż ja najbardziej tęsknię za Glogg :( wciąż nie wierzę, że nie puścili go na ten sezon...

      Usuń
  8. Kupowałaś w Berlinie i płaciłaś w funtach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, kupowałam w Berlinie i płaciłam w euro, ale pisząc post sprawdzałam cenę na angielskim Lushu, ponieważ jestem kiepska z niemieckiego i tak jest mi wygodniej ;)

      Usuń
  9. Ależ cudowny kolor tego kosmetyku... taki do zjedzenia :D Kosmetyków Lush niestety nie było dane mi używać, ale czuję, że jakby mnie wpuścili do sklepu to sama bym nie wyszła :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O matko. O tym kosmetyku nie słyszałam a i w Lushu nigdy nie wpadł mi w oko ale przy najbliższej wizycie na pewno zwrócę na niego uwagę:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapach totalnie mnie zachęca, ale kolor... zupełnie nie :D wygląda jak nifuroksazyd w syropie :P

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, każdy z radością czytam i zapewniam, że na każdy postaram się odpowiedzieć najszybciej jak się da.

Bardzo Was proszę o niezostawianie w komentarzach bezpośrednich linków do blogów. Uwierzcie mi, ja też szukam fajnych blogów i jeśli zainteresuje mnie Wasz komentarz - poradzę sobie ze znalezieniem Waszego bloga.
Komentarze obraźliwe lub mające na celu wyłącznie autopromocję, a także wszelkiej maści spam będą od razu usuwane.

Copyright © 2014 Sweet & Punchy , Blogger