niedziela, grudnia 20, 2015

The Body Shop Japanese Camelia Cream

Są takie momenty w blogowaniu, kiedy jestem zła. Zła, bo nie mam weny; zła, bo zdjęcia nie wyszły; zła bo mam za dużo do pokazania i nie wiem o czym Wam pisać najpierw. Bywam też zła i bezsilna tak jak dzisiaj. Dlaczego? Odpowiedź jest banalna. Jestem dzisiaj wkurzoną blogerką, bo nie mogę Wam przekazać jak bohater dzisiejszego posta pachnie! Można to opisywać, można mierzyć się z nutami, ale prawda jest taka, że zapachu nie prześlę Wam kablem ani przez Wi-Fi. A szkoda. 

Krem, a w zasadzie mus do ciała Japanese Camelia Cream od The Body Shop kupiłam zaraz jak pojawił się w sklepach. Od razu powiem - nie jest to przyjemność tania: 350ml kosztowało 109zł. Zapłaciłam za duet: krem plus peeling trochę mniej z racji promocji jaka wtedy miała miejsce na te nowości. Przy czym warto zwrócić uwagę na pojemność - standardowa balsamu czy masła to 250, mamy więc tu prawie dwa razy tyle. Czy warto było?  

Rzadko kupuję pielęgnację ciała, która kosztuje aż tyle. Zdaję sobie sprawę, że omija mnie wiele dobrych produktów, jednak uważam ogólnie, że do 100zł to taka moja osobista niepisana granica. Jednak granice są po to, aby na nich balansować i je przekraczać, dlatego czasem sięgam po coś ekstra. Mam wtedy bardzo wysokie wymagania. Krem The Body Shop to strzał w dziesiątkę. Z pewnością do jego zalet należy pojemność - jest spory. Kiedy pisząc post poprosiłam męża, aby przyniósł mi go z łazienki, po długich wyjaśnieniach przyniósł wreszcie ten odpowiedni słoiczek i z wyrzutem rzekł: "Mogłaś mi powiedzieć, że to po prostu o ten największy chodzi!". ;) Produkt jest ładnie elegancko opakowany - będzie idealnym pomysłem na prezent. Wiecie, to ten rodzaj rozpieszczania, na który nie zawsze sami możemy czy też chcemy sobie pozwolić, ale w prezencie chętnie przyjmiemy.


Jak już wyżej pisałam, jest to bardziej mus niż krem, jego konsystencja jest lekko zbita, ale pod palcami idealnie się roztapia. Nie ma najmniejszego problemu z jego rozprowadzeniem na skórze, lekko wmasowany świetnie się wchłania, skóra go wręcz spija. Po użyciu zostaje mięciutka i nawilżona. No i cudownie pachnąca! Nie wiem jak opisać ten zapach. Jest lekko kwiatowy, z bardzo subtelną nutą jakby drzewną, coś nieziemsko relaksującego i uroczego. Naprawdę warto go powąchać! Zapach nie jest dla mnie ani typowo letni, ani zimowy więc w zasadzie mogę stosować go cały rok.


Jestem absolutnie zakochana w tym kremie i przekonana, że kiedy się skończy (a trochę nam to zajmie) szybko popędzę po kolejne wielkie opakowanie. Wiem, że to produkt, do którego będę wracać. Koniecznie będąc w TBS powąchajcie, wysmarujcie dłonie i dajcie znać co sądzicie o tym zapachu i z czym Wam się on kojarzy bo ja jestem totalnie zauroczona.

18 komentarzy:

  1. Z chęcią bym wypróbowała, ale jak moją kieszeń 100 zl za taki produkt to bardzo dużo :'(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no jest niestety drogi. Ale czasem zdarzają się przypadki, że za dobrą jakość warto zapłacić i to jest taki przypadek. Niemniej rozumiem :) DLa mnie to też sporo, a za czasów studenckich to wręcz nie do pomyślenia ;)

      Usuń
  2. Wąchałam tą serię w zeszłym tygodniu jak byłam w Warszawie. Rewelacja! Z chęcią przygarnęłabym wszystkie te ciemne słoiczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ta do twarzy mnie specjalnie nie kusi, ale do ciała <3

      Usuń
  3. Super wstęp ,)
    ciekawi mnie ten produkt, ale cena zniechęca. ..
    pozdrawiam serdecznie
    Marcelka Fashion :) ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze cena idzie w parze z dobrą jakością, ale tu akurat warto :) albo zażyczyć na prezent ;)
      Haha dzięki :) tak mnie naszło. Bo mnie to naprawdę wszystko denerwuje w blogowaniu! Mam nadzieję, że kiedyś wynajdą sposób, żeby przez światłowód przesłać zapach...

      Usuń
  4. Heh, w blogowaniu denerwują mnie te same rzeczy, co Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj w klubie :D
      a najbardziej z nich wszystkich co Cię wkurza? Bo mnie chyba brak weny...

      Usuń
  5. Szkoda, że cena taka wysoka, bo pewnie bym się skusiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wysoka niestety. Ale to nie przeszkodziło chyba klientom bo jak byłam kilka dni temu w TBS to akurat ta wersja była już wyprzedana. Na szczęście to nie limitka. Peeling do kompletu też jest świetny!

      Usuń
  6. Cena spora ale chętnie widziała bym go u siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam odlewkę tego z Hawajów :P o mamuniu ale on pachniał! Ta seria im się udała!

    OdpowiedzUsuń
  8. Hym ja też tak czasem mam, brak weny i koniec blog stoi w miejscu. Produkt godny uwagi, może kiedyś się niego zdecyduje. Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  9. Polazłam zachęcona Twoją recenzją do sklepu poniuchać i rzeczywiście - pieknie pachna. Na któryś sie skusze na bank, tylko nie wiem, bo i hawai i japanese mi sie podobaja :] Wziełam próbki, zeby potestować na skórze,który ładniej będzie sie stapiał :)
    Zauroczył mnie tez scrub afrykański i w niego celuje na bank. Szkoda, ze nie ma promo jakiejś na te produkty :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. EDIT: Potestowałam próbki obu kremów i wróciłam z galerii z Japanese :D Z tym, ze wole jak jego zapach już nieco okrzepnie na skórze, niż od razu, bo na pocżatku troszke mdły na mnie. Potem juz super. Przed swiętami lub po dokupię jeszcze ten Scrub Afrykański, bo na razie jeszcze testuję.

      Usuń
  10. Ja uwielbiam The Body Shop i tez jestem w stanie wydac na nie wiecej :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, każdy z radością czytam i zapewniam, że na każdy postaram się odpowiedzieć najszybciej jak się da.

Bardzo Was proszę o niezostawianie w komentarzach bezpośrednich linków do blogów. Uwierzcie mi, ja też szukam fajnych blogów i jeśli zainteresuje mnie Wasz komentarz - poradzę sobie ze znalezieniem Waszego bloga.
Komentarze obraźliwe lub mające na celu wyłącznie autopromocję, a także wszelkiej maści spam będą od razu usuwane.

Copyright © 2014 Sweet & Punchy , Blogger