niedziela, września 06, 2015

Mój tatuaż!


Jeśli jesteście bardzo wrażliwi, możecie odpuścić ten post, w dalszej części trochę zdjęć :)

DLACZEGO I NA CO MI TO?

Jak pewnie wiele z Was wie, 30 maja miała miejsce bardzo ważna dla mnie chwila. Niecałe dwa tygodnie wcześniej przekroczyłam magiczną liczbę 30 na liczniku, tym samym żegnając dwójkę z przodu i kategorię 25-29 w ankietach ;) Postanowiłam więc, że uczczę ten moment wyjątkowo. Myśl ta kiełkowała we mnie od lat, był pomysł, żeby zaszaleć na ćwierćwiecze, ale nie wypalił. Tym razem postanowiłam: szukam dobrej tatuatorki i działam. Wiedziałam tylko, że szalenie podoba mi się technika watercolor i że motyw ma przedstawiać kota. Reszta była dla mnie jednym wielkim pytajnikiem. Gdzie? Co dokładnie? Jakiej wielkości? I najważniejsze - u kogo!? 


GDZIE, U KOGO? 

Z początku myślałam o poznańskiej Yadou ale niestety był problem z terminami i w ogóle z kontaktem. Tak to już jest, jeśli planujecie tatuaż u naprawdę rozchwytywanej osoby, warto klepać nawet rok do przodu... Ja potrzebowałam w miarę szybko, miałam trochę pytań, jednak nie doczekałam się odpowiedzi - bywa.

Ale od jakiegoś czasu wyznaję zasadę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Bo w tym czasie mój szwagier wynalazł we Wrocławiu artystkę, w której pracach momentalnie się zakochałam! I tak w zasadzie trafiłam do Joasi. Dżo Lama - bo o niej mowa - to przeurocza młoda kobieta! Jest naprawdę młodziutka - w kontekście TAKIEGO talentu wydaje się to aż niemożliwe i onieśmielające. A jednak! Od samego początku poczułam do Asi ogromną sympatię - nie wiem czego to kwestia, może tego, że obie jesteśmy kociarami, a może tego, że cierpliwie i wyczerpująco odpowiadała na wszystkie moje pytania i wątpliwości... Może być to także sprawka faktu, że Asia na swoje tatuaże pieszczotliwie mówi "dziarki" i po prostu nie da się nie wyczuć, że uwielbia to co robi! Tak czy inaczej, po wstępnej rozmowie zaklepałam termin, wpłaciłam zaliczkę i nie było już odwrotu :D

Na swój tatuaż pojechałam aż do Wrocławia. Nie jest to dla mnie problemem - uważam, że w końcu robimy taki wzór najprawdopodobniej na całe życie, więc i na drugi koniec Polski bym pojechała, gdyby była taka potrzeba.


POMYSŁ - CZYLI Z JAKIM WZOREM ZWIĄZAĆ SIĘ NA RESZTĘ ŻYCIA?

Mój pomysł na tatuaż ewoluował.  Jak wiecie, koty to dla mnie bardzo ważna część życia, nieodłączna już na zawsze. Z początku miały to być odciski kocich łapek. Potem myślałam, żeby zaserwować sobie jakieś kocie sylwetki. A potem trafiłam na watercolor, m.in. te autorstwa Javi Wolfa (KLIK) i zakochałam się w jego projekcie kota. Wysłałam go Asi w ramach inspiracji i tak powstał projekt mojego kitka. Jest oczywiście zupełnie inny, bardzo w stylu Asi ale równie mocno mi się podoba! Kolory dokładnie miałyśmy ustalić na miejscu.




projekt: DŻO LAMA (KLIK!)

 
Oczywiście, z początku miał być nadgarstek, wzór maksymalnie 3-4cm ;) Taaaaaak. W konsekwencji skończyłam z 12cm kotem na przedramieniu! A i tak żałuję trochę, że nie wybrałam tego największego! Jesteście ciekawi jak wygląda taki proces?


JAK TO PRZEBIEGA?

Oczywiście po ustaleniu projektu, szczegółów, ceny i terminu, zjawiamy się w studio. Przyznam się Wam szczerze, że kiedy zobaczyłam usytuowane gdzieś w blokach studio Santa Muerte z zewnątrz, lekko spanikowałam. Ale z racji tego, że byłam z mężem (przy nim zawsze gram twardzielkę ;) ) dziarsko ruszyłam przed siebie. Tak czy inaczej, w środku okazało się być bardzo sympatycznie, czysto i profesjonalnie. A z Asi sentymentem do świeżych kwiatów i dobrej muzyki w tle - wszystko stało się dużo bardziej klimatyczne :)

Zaczęłam od wypełnienia oświadczenia, w którym pytano m.in. o uczulenia, ciążę, choroby (układu krwionośnego, serca itp). W tym czasie Asia przygotowywała stanowisko pracy, dokładnie wszystko czyszcząc, odkażając, montując jednorazowe igły, szykując pigmenty. Obserwowałam ten proces z duszą na ramieniu. Potem zobaczyłam mój projekt w czterech różnych rozmiarach, musiałam zadecydować który wybrać (zdecydowałam się na trzeci pod względem wielkości) i jak go umieścić na przedramieniu. Następnie tatuatorka obrysowała długopisem kontury kota i w celach orientacyjnych odbiła go na zdezynfekowanej skórze. Usiadłam na krześle.

Głęboki wdech. "Jesteś gotowa?" - spytała. No pewnie, że byłam!


BÓL? EEEE TAM!

Wiele osób pyta - czy to boli. Moja odpowiedź pewnie Was nie usatysfakcjonuje. Moim zdaniem to zależy od tego, ile jesteście w stanie znieść. Ja chyba jestem dość odporna na ból, bo po pierwszych kilku pociągnięciach czernią zdziwiona spytałam:
- To już??
- ale co "już"?
- noooo to ten rodzaj bólu?
- tak, raczej tak.
- aha. (tu nastąpił mój uśmiech pełen ulgi).

Bo naprawdę - uważam, że nie był to jakiś szalony ból. W mojej skali początek robienia tatuażu to jakieś 5/10. Coś, co totalnie można wytrzymać. Przy czym zastrzyk w pośladki z penicyliny ma u mnie w skali 8/10 a przecięcie palca kartką - 9/10. Do czego to porównać? Czuć jakby maleńkie ostrze precyzyjnie cięło wierzchnią warstwę skóry. Nie głęboko. Tak na powierzchni. Oczywiście jest to rana w związku z czym natychmiast miejsce zaczyna lekko krwawić. I rozpoczyna się żmudny proces: ciachnięcie - starcie nadmiaru tuszu i krwi - ciachnięcie - starcie tuszu i krwi. I tak przez cały czas trwania, co w moim przypadku oznaczało około 1,5h. Jak na mój gust to bardzo szybko. Czas na przemiłej rozmowie zleciał ekspresowo. Fascynujące było oglądanie procesu powstawania mojej dziarki. Warto tu dodać, że nie należę np do osób, które mdleją przy pobieraniu krwi, czy widząc rany. Zawsze mnie to trochę fascynowało, chciałam nawet kiedyś być lekarzem medycyny sądowej, więc na obrazy też jestem dość odporna. Jeśli Wy nie jesteście, warto przemyśleć sens wykonywania tatuażu. No chyba, że macie ochotę pokonać swoje słabości :) Pod koniec, kiedy strona, od której Asia zaczęła tatuowanie nieco spuchła, powroty w tamto miejsce określiłabym w skali bólu jako 8/10. RAZ zdarzyło mi się syknąć z bólu. Co uważam za naprawdę dobry wynik. I faktycznie tak jak wiele osób mówi - pod koniec to już bardziej kwestia obolałej skóry i podrażnień niż samych igieł, tego się potem nie czuje.
Dodam, że nie znieczulałyśmy pastą Emla. Robiłyśmy tatuaż totalnie "na żywca". 


I CO DALEJ - PIELĘGNACJA PO?

Po około 90 minutach mój osobisty, zajebisty kot był gotowy! Od pierwszego wejrzenia się w nim zakochałam. We wzorze, kolorach, detalach. Ale musiałam się z nim na chwilę pożegnać. Szybko go obfociłyśmy na pamiątkę i Asia nasmarowała mi rękę maścią, po czym zawinęłyśmy delikatnie w folię. Załatwiłam jeszcze tradycyjne zakupy i pojechaliśmy do domu.
Z tego co czytałam w internecie, a materiałów jest cała masa, szkół pielęgnacji wytatuowanej skóry jest bardzo dużo. Jedni radzą foliować, inni tylko zaraz po wykonaniu, itp. Ja opiszę Wam moją pielęgnację. 

Zaraz po przyjeździe do domu ściągnęłam folie i przemyłam tatuaż. Robiłam to już potem zawsze zwykłym szarym mydłem (Biały Jeleń!). Następnie brałam jednorazowe ręczniki z celulozy (takie nie zostawiające farfocli)i delikatnie osuszałam tatuaż. Na osuszoną skórę nakładałam bepanthen maść. Hojnie. Ponieważ tatuaż miałam robiony w sobotę, po przyjeździe i cały następny dzień wietrzyłam go. Na noc, przez pierwsze trzy noce jeszcze go delikatnie foliowałam. Wybrałam ten sposób ze względu na śpiące obok koty i moje nocne wiercenie - nie chciałam go otrzeć o pościel ani zabrudzić. WAŻNE: trzeba pamiętać, że pod folią skóra się poci, i całkiem prawdopodobne, że tusz będzie nam się "rozpuszczał". Ja panikowałam, jak zawsze, ale Asia mnie uspokoiła - kot nie zniknie. Puszcza po prostu wierzchnia warstwa tuszu. Ta pod skórą jest nie do ruszenia. Dodatkowo uważałam w trakcie mycia, żeby nie zamoczyć go zbyt mocno i nie podrażnić żelem lub pilingiem. Po dwóch - trzech dniach osocze przestało się sączyć z ranek i tatuaż zaczął się goić. W tym czasie co około 3-4 godziny myłam tatuaż ciepłą wodą z szarym mydłem i smarowałam solidną porcją bepanthenu. Myślę, że ta sumienna pielęgnacja również miała spory wpływ na piękne gojenie. 

Pamiętajcie, że proces gojenia może przebiegać bardzo różnie, to są niezwykle indywidualne sprawy. Może nawet wystąpić wysoka gorączka (38 stopni). W końcu to rana i organizm mobilizuje się do jej jak najszybszej naprawy! W moim przypadku zaraz po zrobieniu tatuażu wystąpiła silna opuchlizna, zwłaszcza od wewnętrznej strony przedramienia, gdzie skóra jest niezwykle delikatna. Rumień wędrował mi dobre trzy dni, skóra była rozpalona. Dzień po wykonaniu tatuażu miałam mały problem, żeby umyć nad wanną głowę, ciężko manewrowało mi się tą ręką, skóra sprawiała wrażenie mocno ściągniętej, jednak zrzucam to na karb opuchlizny. W panice narysowałam nawet kreskę do której doszedł trzeciego dnia rumień i stwierdziłam, że jak pójdzie jeszcze dalej  - czas na lekarza. Na szczęście wszystko się pomału uspokoiło. Niemniej panika była :D Po około 4-5 dniach zaczęło się schodzenie naskórka. Bałam się, że będzie to jakieś mocno drastyczne, ale przypominało nieco schodzącą skórę po opalaniu na słońcu. Przyznam, że to była chyba najtrudniejsza część: nie zdzierać tej schodzącej skóry. Zdrapywanie strupków i zdzieranie skóry po opalaniu to moje drugie i trzecie imiona. Musiałam mieć niezwykle silną wolę, aby tego nie robić. Brrr. Jestem też szczęściarą bo gdzieś wyczytałam, że na DOBRZE wykonanym tatuażu nie powinny się tworzyć strupki, że powstawanie ich może świadczyć o "przeoraniu" igłami naskórka. Na szczęście moja dziarka wygoiła się praktycznie bez ani jednego strupka. Niestety, regeneracji skóry towarzyszyło okrutne swędzenie przy czym jest absolutny zakaz drapania. Wyobraźcie to sobie - swędzi, ale nie możecie się podrapać... Tortury. Swędzenie ustąpiło po kilku dniach.
Myślę też, że nie bez znaczenia była tutaj pora roku. Wykonałam tatuaż ostatniego dnia maja, więc praktycznie przez cały czas gojenia mógł się spokojnie wietrzyć. Wydaje mi się, że to dobry okres właśnie z tego powodu. Zimą jednak skóra jest ciągle przykryta i myślę, że mogłoby to trwać nieco dłużej.

Aktualnie mój tatuaż jest już w pełni wygojony. Mam jednak pecha małego w tym wszystkim, bo prawdopodobnie mam uczulenie na czerwony barwnik. Po około miesiącu od zrobienia tatuażu, w miejscu gdzie użyty został czerwony barwnik skóra zaczęła grubieć i wysypały mnie maleńkie czerwone krostki. Z tatuażem nic się nie stało, ale te nierówności czasem są irytujące. Czasem całkowicie znikają i wszystko jest super gładkie. Ogólnie zauważyłam nasilenie się tego zjawiska w upalne dni, a teraz wszystko się już uspokoiło. Zero takiej reakcji na niebieski tusz, więc coś musi być nie tak z czerwonym. Przy czym dziwię się bo nie jestem wielką alergiczką, kosmetyków używam jak leci, nigdy mnie żadne nie uczulały. Ale czytałam, że to się zdarza. Dlatego wiem, że w kolejnych tatuażach będę wystrzegać się czerwonego pigmentu. 

Czy to wszystko zniechęciło mnie do dalszych przygód z tatuażem? ABSOLUTNIE NIE! Może to zabrzmi dziwnie i masochistycznie ale... tęsknię za tym bólem i niewygodami. Samo tatuowanie jest jakby mistyczne! Już rozmyślam nad kolejnymi projektami, miejscami, terminami... To naprawdę wciąga!


ZDJĘCIA. 

Making of. 

1. Jeszcze przed pierwszym dźgnięciem :D Obraz nieco rozmazany, to pewnie ze stresu, wszystkie zdjęcia z samego robienia są wykonane telefonem. Miałam aparat ale wrażenia i emocje były zbyt duże! 

2. I już jedziemy kontury! Żyję, focę, mam się dobrze!

 3. Zaczynamy wypełnianie. Jest coraz piękniej! Choć nieco krwawo ;)

4. Artystka przy pracy! Pełne skupienie, pełna profeska! UWIELBIAM! P.S. Jak mi się podobają Aśki tatuaże!!!

5. W studio po zrobieniu (już możecie zobaczyć opuchliznę): 

6. Skóra węża... czyli tak wygląda złuszczanie.

7. A tak wysypka...

8. I zagojony tatuaż po około 3 miesiącach (najświeższe foto).

REAKCJE :D

O tym, że robię sobie tatuaż powiedziałam tylko najbliższym, a i tu nie wszystkim bo z pewnych stron spodziewałam się oporu (np. Taty ;) ). Oczywiście, były głosy buntu ("Na co Ci to kobieto, zmywalny sobie zrób" - Mama; "Na ***** sobie zrób" - Babcia jak zwykle podsumowała w swoim stylu z sugestią wytatuowania narządów rozrodczych) ale ogólnie było wiadomo, że sprawa jest klepnięta, więc nie mieli ostatecznie za dużo do gadania. Już po samym fakcie, kiedy pojechałam im wszystkim pokazać, nawet moja mama stwierdziła, że chociaż nadal tego nie rozumie, to obiektywnie ten rysunek jest po prostu ładny! Przy czym nie sądziła, że będzie taki duży, bo przyśniło się jej (!) że zrobiłam sobie tego kota na palcu, w miejscu, gdzie nosi się pierścionki! A mój Tato ostatnio, między kęsem ciasta i łykiem kawy sarkastycznie zapytał "To kiedy rękawek?" :D Także chyba już zdążyli się z tą wizją oswoić.

Ani sekundy jak dotąd nie żałowałam mojej decyzji. Wręcz przeciwnie - obcy ludzie zaczepiają mnie w sklepie, na ulicy i pytają, gdzie zrobiłam taki piękny tatuaż! Zdarzyło mi się już zebrać pochwały w sklepie przy kasie (pozdrawiam serdecznie panią z Sinsay z wrocławskiej Korony) albo wymieniać doświadczeniami z przesympatyczną panią z mojego lokalnego Golden Rose :) Moi uczniowie pytają, czy to naklejka :D Albo czy to na stałe. Natomiast nie usłyszałam jeszcze nieprzychylnego komentarza. A kiedy czytam czy słyszę tekst "jak Ty będziesz z tym wyglądała na starość?" odpowiadam obrazkiem:




Oto i cała moja historia, na pewno nie jest to moje ostatnie słowo w kwestii ozdabiania ciała. Uważam, że to ciało jest moją i tylko moją własnością i jeśli zechcę, mogę sobie wytatuować nawet czoło :D Oczywiście przesadzam, ale tak właściwie jest. Rozumiem, że tego rodzaju ozdoby mogą się ludziom nie podobać i ja ich absolutnie do tatuowania nie zmuszam, nie namawiam. Ale dawno już minęły czasy, kiedy osoba wytatuowana kojarzyła się z kryminałem i rzezimieszkami. A techniki tatuowania tak się rozwinęły, że ogranicza nas tylko powierzchnia ciała i wyobraźnia. Jak to mówią za wielką wodą, sky is the limit. 

Jeśli macie jakiekolwiek pytania, spostrzeżenia, chcecie wyrazić swoje zdanie o moim kocie lub ogólnie o tatuażach - piszcie w komentarzach. Jedyne o co proszę, to kultura wypowiedzi. Szanuję, że ludzie mają na temat tego typu ozdób różne zdanie, jednak uszanujcie proszę moje ;) 

86 komentarzy:

  1. Świetny tatuaż, ja mam na żebrach, robiony był 3 godziny, ból nie do wytrzymania, ale i tak z czasem zrobię kolejny :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musisz być wrażliwsza, chociaż tam gdzie skóra jest cieńsza chyba bardziej boli... co masz wytatuowane?

      Usuń
    2. Dwa ptaki, rudziki :)
      Nie wiem czy wrażliwsza, bo słyszałam, że wszystkich na żebrach bardziej boli, ja osobiście niestety nie mam porównania z innymi miejscami, bo mam tylko jeden. Ma go od prawie 3 lat i w ogóle mi się nie znudził. Wybrałam żebra, ponieważ prawdopodobnie w moim przyszłym zawodzie nie będę mogła mieć tatuaży w odkrytych miejscach.

      Usuń
    3. Tatuaż na żebrach boli mocniej ;) sama rozmawiałam z yadou i przy etapie 'i niech idzie na zebra' zapytała: 'wytrzymasz?!'

      Usuń
    4. Zgadzam się z cocaron - znam kilka osób, które mają tatuaże i wszyscy zgodnie stwierdzili, że najbardziej bolało ich na żebrach;) jednak co innego ręka, ramie, łydka, a co innego żebra, dlatego ja jeszcze nie robię, bo chcę na żebrach, ale boję się bólu;)

      Usuń
    5. Ależ oczywiście dziewczyny, ale ten post nie ma tytułu "Tatuaż wiedza zebrana" ;)
      To post o moim tatuażu na przedramieniu i opisałam w nim ból jakiego ja doświadczyłam. bo słyszałam o osobach, które nawet przedramię bolało mocno. Jak zrobię na żebrach to z chęcią wtedy podzielę się moim doświadczeniem :)

      Usuń
    6. Faktycznie źle napisałam wyżej, Kolorowa Radość nie chciałam Cię urazić ani nic.
      Tak jak napiasałam, w miejscach gdzie skóra jest cieńsza boli pewnie bardziej. Na kostce, nadgarstku czy żebrach. No choć to zapewne też indywidualna kwestia - mnie ze względu na izolacyjną warstwę tłuszczu może boleć mniej ;)

      Usuń
    7. Nie poczułam się urażona, bez przesady. :) Pozdrawiam

      Usuń
    8. nie no bo nie miałam na myśli tego uwrażliwienia w złym sensie i faktycznie nie pomyślałam, że żebra to żebra :D
      Tak jak wyżej napisałam, mnie pewnie mniej boli też z innego powodu ;)

      Usuń
  2. Bardzo podoba mi się ten tatuaż, chociaż sama nigdy bym go nie zrobiła, bo szkoda mi i skóry i trochę tego, że co jak mi się kiedyś znudzi? :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Skóry mi nie szkoda, jest ładna, kolorowa, nadal moja ;)
    Myśląc w ten sposób, nic by w życiu nie trzeba robić bo co jak "się znudzi"? :) za mąż trudno wyjść bo co jak się nie uda? ;) mało myślę o dalekiej przyszłości mając terazniejszość do przeżycia :) a wzór wybrałam specjalnie taki, żeby się nigdy nie znudził. Prawda jest taka, że minęły trzy miesiące, a ja już przywykłam do tego, że jest po prostu moją integralną częścią - jak integralna część może się znudzić :)) absolutnie nie mam takich obaw :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaki piekny kotek! :) Babcie są najlepszejsze :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha tak, kiedyś, daaawno temu znalazłam to w czeluściach neta i tak mnie to rozbawiło :D Wiedziałam,że kiedyś się przyda!

      Usuń
  5. Ja też zdecydowałam się w tym roku: w nagrodę za obronę pracy magisterskiej (po wielu wybojach i opóźnieniach) - za cierpliwość i wytrwałość.
    Zdecydowałam się na spory motyw na plecach. Pojechałam po niego z Wrocławia do Warszawy, do artystki, którą obserwuję od dawna i jak tylko dowiedziałam się, że tatuuje, wiedziałam, że nie chcę niczego innego (: Tatuowanie bolało, szczególnie detale cienką igłą na koniec, ale wrażenie przy robieniu konturów mogę porównać do rysowania po ciele mocno dociskanym długopisem - luzik (:
    Przez pewien czas miałam problem z przyzwyczajeniem się do rysunku na moich plecach: nie widziałam go "na zawołanie" i gdy tylko widziałam go w lustrze, przeżywałam mini-szok :D Ale po miesiącu oswoiłam się z nim i zostało tylko uwielbienie (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. piąteczka z tymi wybojami i opóźnieniami ;) byłam, przeżyłam ;) Nie żałuję co prawda, bo poznałam dwa razy tyle cudownych ludzi :)
      No właśnie - kontury spoko nawet. no i trzeba wziąć pod uwagę, że duży wzór dłużej zajmuje i ta skóra jest po prostu obolała i zmęczona.

      Haha :D no to ja mój widzę cały czas i właśnie teraz mi przykro bo zaczyna się chować pod bluzkami z rękawem dłuższym. :( będę za nim tęsknić zimą :((

      Usuń
  6. Ładniutki :) JA już niebawem będę miał "dziergany" rękawek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 rekawki mi się bardzo podobają! szkoda, że mam tylko dwie ręce :(((

      Usuń
  7. Piszę teraz całkowicie szczerze: gdybym Cię zobaczyła w sklepie to zdecydowanie bym podeszła zagadać gdzie robiłaś itd. Jest PIĘKNY !! mi się mega takie tatuaże podobają, ale nie wiedziałam, że ta technika ma swoją nazwę :) może dzięki Tobie łatwiej uda mi się wreszcie wybrać wzór. Naprawdę świetny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3
      bardzo się cieszę!
      Mi do całkiem niedawna tatuaże też kojarzyły się bardziej z czernią wypełnioną kolorem, w zasadzie całe zainteresowanie tematem zawdzięczam szwagrowi, który rozpoznał temat bo także robił sobie watercolor - na żebrach. I wtedy się zaczęłam tą techniką interesować bardziej :) Mam nadzieję, że znajdziesz coś dla siebie!
      Dzięki :***

      Usuń
  8. Świetnie Kasieńko opisałaś cały proces. Ja kiedyś miałam ochotę na tatuaż, ale odpuściłam bo nie mogłam się na nic zdecydować, a że to ozdoba na całe życie to wybór musi być trafny. Kicia piękna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o zdecydowanie. Musi być przemyślana, dlatego cieszę się, że nie zdecydowałam się na niewiadomoco jak byłam młoda ;) Skończyłabym z jakimś imieniem byłego itp. A tak mam kota. Miłość do kotów jest wieczna <3 ;)

      Usuń
  9. U mnie na razie w planach, ale też się zakochałam w tego typu tatuażach. Co prawda na razie muszę się powstrzymać (biorę leki rozszerzające krew). I też marzy mi się mój kocurek. ;D Ale wyszło bardzo ładnie.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadza się, leki na krzepliwość krwi są jednym z przeciwwskazań.
      Polecam watercolory są naprawdę fascynujące!

      Usuń
  10. Ja gdy miałam 30ste urodziny to płakałam jak bóbr...na 40 nie wiem co zrobię a mam je za pół roku ;-) Tatuaże podobają mi sie bardzo, nie mam jednak żadnego gdyż wszystko szybko mi się nudzi i z takim malunkiem byłoby podobnie.Ciekawy ten kociak :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha. Przyznam, że ja moje miałam dość melancholijne... może nie płakałam, ale jakieś takie dziwne uczucie...
      Dla Ciebie takie jak moja Mama mówi - naklejki :D
      A teraz były modne te wszystkie złote i srebrne, mam nawet jakieś.

      Powiem Ci, że bałam się właśnie tego, że co jak mi się po miesiącu znudzi... ale nie ma opcji - uwielbiam go i to raczej już się nie zmieni :)

      Usuń
  11. Kasiulka to jest chyba najładniejsze tatoo jakie widziałam, chociaż podoba mi się jeszcze tatuaż Marty z Make Up Today to jednak kot wymiata. Jesteś odważna bo ja nigdy się nie zdecydowałam na tatuaż

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 dzięki :*
      Marty dziarki są piękne, bardzo podoba mi się motyw róży, sama dumam nad takim. <3

      ja wiesz, kolorowa baba jestem, musiało być w "moim" stylu :)

      Usuń
  12. Bardzo wdzięczy ten akwarelowy kot! Może osobiście wybrałabym inne kolory, takie bardziej naturalne z punktu widzenia biologii :) ale motyw szalenie mi się spodobał!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie takie mam wrażenie, że urok techniki akwareli tkwi w tym, że te kolory są takie inne, bajkowe. Gdyby były to bardziej naturalistyczne odcienie, to wydaje mi się, że wyglądałyby podobnie do "tradycyjnych" tatuaży :)
      Asia i tak ma dość charakterystyczny styl jeśli o kolory chodzi,raczej chyba unika mega kolorowych, ale zerknij sobie na prace - Javiego! Tam to w ogóle jest nierealistycznie :)))

      dzięki :))

      Usuń
  13. Ja jestem posiadaczką dwóch sztuk : jeden wzdłuż kręgosłupa a drugi w okolicy miednicy . Ból - ja nie mogę tego nazwać bólem,bardziej mnie szczypało niż bolało ;) Korci mnie zrobić sobie na przedramieniu ale jest już to widoczny tatuaż i cały czas tylko ten fakt mnie powstrzymuje. Zakochałam się w Twoim <3 niespotykany i jedyny w swoim rodzaju. Myślę,że dobrze że zrezygnowałaś z łapek kotka bo ten typ widzę co rusz na ulicy !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie koniecznie chciałam w widocznym miejscu ;) nie piastuję i raczej nigdy nie będę piastowała ważnych funkcji, moje zawody / hobby (wszystkie trzy) nie wymagają dress code'u i nikogo nie szokuję tak więc nie mam tego typu hamulców na szczęście ale rozumiem jak to jest.
      Jestem strasznie ciekawa wzorów jakie wybrałaś!
      Też się cieszę, że ostatecznie padło na coś nieco bardziej oryginalnego :)

      Usuń
  14. I nie wiem czy moj komentarz sie dodal... w kazdym razie - ja mam termin na listopad, robie udo. 6-7h w bolu, a juz taka jestem ze musze miec wszystko na teraz, wiec rozlozenie to na sesje nie wchodzilo w gre. Z tym, ze ja to zawsze panikuje i uciekam przed iglami. Trudne zadanie przede mna, ale pociesza mnie fakt, ze przezylam depilacje okolic bikini pasta cukrowa, wiec jestem w stanie przezyc wszystko haha. No i juz mam pomysl na drugie udo i nadgarstek ;p
    Moi rodzice reaguja podobnie, ale nikt mnie nie przekona ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie nie dodał niestety ;( dobrze, że napisałaś jeszcze raz!
      o mamo, nie zazdroszczę 6-7h w takim bólu... Podziwiam!
      Ja na szczęście na igły nie reaguję paniką, wręcz mnie fascynują, zawsze podglądam pobieranie krwi i tatuaż też oglądałam :) Trzymam kciuki zatem!

      Usuń
  15. Swietny tatuaz, choc czerwien jak dla mnie troszke zbyt "krwawa" i chyba wybralabym w tym miejscu po prostu inny kolor, ale calosc generalnie super! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, że bałam się trochę takich skojarzeń? w sensie, domyślałam, że może takie wywoływać. Ale już się do niego przyzwyczaiłam, opatrzyłam z motywem. Poza tym, na kilkaset osób, które go widziało, jesteś bodaj 3-4 która o tym skojarzeniu wspomniała, także liczę, że nie jest aż tak krwawo :)
      może też dlatego, że na żywo to bardziej magenta niż czerwień :)

      Usuń
  16. Bardzo ładny koteł!:)
    Ja posiadam obecnie 2 tatuaże i wiem, że to nie koniec.:)
    Nad swoim pierwszym tatuażem zastanawiałam się z 4 lata, robiłam go u Yadou, tylko wtedy z terminami było u niej łatwiej, ja na swój czekałam tylko 2 miesiące.:P Wybrałam wtedy obojczyk.
    Przy drugim poleciałam bardziej, bo udo, 8h przyjemności.:D jedna sesja i nawet nie pisnęłam. Gorszy jest dla mnie czas po tatuowaniu, za każdym razem gorączkuję.:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3
      Ja na swój termin też czekałam około 2 miesięcy. Wychodzi na to, że podobnie długo dumałyśmy nad swoimi tatuażami :) to chyba człowiek dojrzeć musi do takiej decyzji.

      Oj to silną reakcję masz po, faktycznie. U mnie tylko ta opuchlizna, głównie od tej delikatniejszej strony. Na szczęście obyło się bez lekarza.

      Usuń
  17. Super, że w końcu post o tatuażu :)

    1. Po pierwsze jest przepiękny! <3

    2. Ból - tu po części może być Twoja tolerancja na ból, ale popatrz sobie na schematy w stylu "where tattoo hurts less". Wybrałaś nieświadomie jedno z najlepszych miejsc na pierwszą dziarkę :) myślę, że warto coś na ten temat dopisać w tak dobrze zrobionym i wyczerpującym poście żeby ludzie czytający mieli świadomość, że kluczowe znaczenie przy bólu nie ma Twoja tolerancja tylko MIEJSCE. I Ty też żebyś wiedziała na przyszłość, że jeśli wybierzesz np żebra i będzie bolało to nie jest to wina tego, że to powiedzmy inny artysta. Tylko tak już jest ;)
    Inna sprawa, że nawet jak boli (mnie najb bolał z moich tzw shoulder pad - nie ma tam prawie wcale tłuszczu, skóra mega cienka) to jest to taki przyjemny ból.. Mi w tym miejscu robiła prawie 5 godzin (zaskoczenie dla nas obu, bo większy tattoo z kotem kilka miesięcy wcześniej trwał około 2 h, ale tu była koronka. Mega szczegółowa) a i tak jak widzę filmik i słyszę głos maszynki to chceeee znów <3

    3. Cena - myśle ze warto poruszyć ten temat i napisać po 1 ile kosztował Twój - żeby czytelnicy których urzekł styl DzoLamy wiedzieli na co liczyć gdyby chcieli zrobić to u niej (wiem ze to indywidualna wycena ale info na jakim poziomie to cena, czy wycenia projekt czy np za roboczogodzinę dziarania [to zwykle wychodzi drożej, zwłaszcza jeśli jak np u mnie - miały być teoretycznie 2 h a były 5 ;) ] itp )
    Warto o tym mowić bo studia tatuażu rosną jak po deszczu i większość jest KOSZMARNA. Widać to bardzo np w grupach na Fb w stylu "zrobię sobie tatuaż w 2015 r" - większości ludzi mi mega żal! Dużo osób Cię czyta, powiedz im, że na tatuaż warto $ odłożyć i iść do dobrego miejsca gdzie nie zrobią nam krzywdy zdrowotnej ani wizualnej.

    4. Współczuję alergii, słyszałam ze mogą być, ale nie znałam nikogo kto miał :( zdziwiło mnie tez spuchniecie może tez miało to związek z uczuleniem bo mi żaden z moich 3 nie spuchł.

    5. Pora roku - każda ma swoje plusy i minusy ;) i każda jest dobra :D
    Latem możemy go "wietrzyć" ale z 2 strony upały nie sprzyjają ranie, a najgorzej jeśli musimy iść do pracy i go zakryć folią. Moje ostatnie 2 miałam w zeszłym roku (pierwszy tez na 30stke :) ) - w czerwcu i grudniu. I przynajmniej u mnie grudniowy chyba lepiej sie goił.

    6. Napisz też o pielęgnacji wygojonego już :) my sie z moja kumpela śmiejemy ze jak już będziemy na etapie "słodki Jezu ale pasztet" :D to wszędzie bedą zmarchy tylko nie tam gdzie tatuaż ;) jak jestem nieżywa, nie mam na nic siły wieczoram i nie chce mi sie "balsamowac" ciała - tatuaż to miejsce które smaruje zawsze. Podobnie przy ekspozycji na słońce - twarz i tatuaże zawsze z filtrem 50 :D

    7. Wielkość. Kurcze miałam podobnie :D mój na plecach wielkości ok A4, pierwszy wzór był większy, zmniejszalysmy o 20% a po kilku miesiącach myślałam ze jednak mogłam nie zmniejszać ;) przy grudniowym już poszłyśmy w maksymalny rozmiar na ta cześć ciała :)

    8. Yadou - może zainteresuje Cię na przyszłość ze teraz jest w wawie i w studio gdzie kontaktem zajmuje sie manager. W tym poznańskim już nie byla w stanie ogarnąć wszystkich maili i odpowiadała wybiórczo.
    Oczywiście terminów do końca roku nie ma już od tygodnia po otwarciu zapisów.
    Aga tez kociara. Tez sympatyczna i otwarta, mega talent.
    Będę polować na kolejne zapisy bo mam wizję na następny powoli, muszę tylko wymyślić na100% miejsce :)
    Jest niesamowita i mimo ze watercolour jest bardzo popularny to ktoś kto sie interesuje tatuażami rozpozna jej rękę.
    Ostatnio miałam taka sytuacje - poszłam do salonu tattoo-piercingowego na kolczyk. Miły pan oczywiście mnie zagadywał, zwłaszcza ze to mój pierwszy kolczyk poza płatkiem ucha, na chrząstce. I mówi
    - jak będziesz chciała dalsze tatuaże to wpadaj do nas!
    Ja - ???
    - no jak teraz Yadou wyjechała do Warszawy...
    ;)

    9. Rozpisałam sie bardziej niż myślałam :D w każdym razie jeszcze raz - piękne dzieło sztuki masz na sobie na zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monia, kocham Twoją wypowiedź, w zasadzie nie wiem czy jest sens uzupełniać post, każdy do tego komentarza dojdzie!
      po kolei:
      1. dziękuje <3
      2. Masz całkowitą rację odnośnie bólu, choć ja myślę, że naprawdę mam sporą tolerancję, choćby po innych sytuacjach. Poza tym tak jak już wspomniałam, podejrzewam, że pulchniejsze ciało mniej boli nawet jeśli się robi na żebrach czy kostkach. Warstwa izolacyjna itp. Jak jesteś szczupła to masz pod skórą kość, np te żebra. U mnie tak nie jest, więc sądzę, że byłyby do przeżycia. Natomiast mam kilka takich miejsc na ciele, gdzie wiem, że nie zrobię bo boję się, że przy tyciu / chudnięciu mogłoby się z tatuażem coś stać.
      3. co do ceny. Nie wiem czemu, ale uważam, że w obliczu talentu, za tak dobrą robotę, mówienie głośno o cenach nie jest na miejscu :) Poza tym podejrzewam, że każdy projekt, wielkość itp się liczy inaczej. No i zamieściłam linki do dziewczyn, więc zainteresowane osoby będą mogły podpytać,a nie chcę wiesz, żeby potem pisali, że trąbię ile to kasy na tatuaż wydałam. Uważam, że tatuaż robimy na całe życie i warto dać za niego sporo, jeśli koncept artysty nam się podoba a nie skąpić a potem być rozczarowanym. Dla przykładu, ostatnio widziałam bardzo ładny watercolor, mniej więcej wielkości mojego, robiony w Kaliszu za 1/3 ceny mojego kota. Ale motyw był dość popularny, podczas gdy mój kot został zrobiony "pode mnie". Poza tym to tak jak z rękodziełem - płacąc doceniamy artystę. Ja się cieszę, że mogę mieć swój drobny wkład w rozwój takiego talentu. Gdybym miała za niego dać więcej - dałabym bez wahania. Co oczywiście nie znaczy, żeby artyści teraz windowali ceny :D Po prostu uważam, że aby żyć w ciągłym zachwycie nad swoim tatuażem ;) warto nieco odłożyć i wybrać świadomie.

      4. To już znasz ;/ wiem po prostu, że w kolejnych projektach będę unikać czerwieni i różu :(( szkoda, ale co zrobić.

      5. Ja na szczęście nie musiałam do pracy zakrywać ;) mało wymagającą pracę mam pod względem dress code'u więc wietrzył się praktycznie cały czas i bardzo szybko zagoił :)

      6. Ja akurat balsamuję go przeważnie tym, co akurat nakładam na całe ciało, masła, kremy, balsamy, staram się po prostu go hojnie nawilżać, chociaż nie zawsze o nim pamiętam, zwłaszcza po nocy. Ale mam specjalne pridukty do pielęgnacji i muszę w końcu regularnie zacząć ich używać :) na słońce również chronię go wysokim filtrem.

      7. ja chcę je zobaczyć <3 naprawdę, czasem żałuję, że ludzkie ciało ma tak malo miejsca :D

      8. Ja mimo, że początkująca w temacie, to i tak odróżniam style Asi, Agi i innych. Są dość charakterystyczne. Tylko widzisz, ja mam jakoś tak, że nie lubię się wpraszać i prosić. Czekać, walczyć, przebijać niemal pięściami. Może dlatego odpuszczam :(

      9 - kocham Cię za to, że się tak rozpisałaś! <3 pisz więcej! :)

      Usuń
    2. Tatuaż fakt piękny :). Ale w tym komentarzu dostrzegam wątek alergii. Ja przymierzam się do zrobienia mojego pierwszego tatuażu który już mam w planach od dłuższego czasu, tylko chciałabym czarny. Ale mam obawy alergiczne, czy można stwierdzić przed zrobieniem tatuażu jakieś szczegóły które mogą przejawiać jakiś procent o tym ze dostanę uczulenie?
      Słyszałam o tym ze można w studio zrobić próbę, ale czy prócz tego są inne sposoby ?

      Usuń
    3. Izka sądzę, że najbardziej alergizują czerwone barwniki, podobnie bywa w makijażu. Chociaż to dziwne bo teraz przy robieniu drugiego mam sporo czerwonego barwnika (w pomarańczu, różu, czerwieni itp) i tym razem nie uczuliło mnie nic.
      Jedyną metodą dla mnie jest chyba próba, w jakimś niewidocznym miejscu jeśli bardzo się obawiasz. Jak masz wybranego tatuatora to pogadaj z nim / z nią na ten temat :)

      Usuń
  18. Mnie bolalo bo to bylo przedramie i okolica pachy ale Asia mowila ze bedzie bolalo. Ale do zniesienia:) a teraz jde do Yadou do Wawy na kota drugiego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaaa <3 kiedy? Yad jest genialna, ja teraz chce coś z wilkiem. Gdzie? Jaki duży?
      Zazdroooo :D
      (Strasznie mi smutno ze wyjechała do stolicy ale rozumem i można sie było spodziewać ;) całe szczęście ze złapałam ja jeszcze 2 x jak była tu na miejscu :D )

      Usuń
    2. ranko Twój kociak jest przepiękny!
      Ale faktycznie, na pewno inne miejsca bolą bardziej!

      Usuń
  19. Odpowiedzi
    1. <3 uznanie należy się Asi - ja jestem zachwycona i już mam pomysły na kolejne!

      Usuń
  20. Piękny, piękny, piękny, piękny, piękny, piękny, piękny, piękny... <3 <3 <3
    Zakochałam się, chyba sobie strzelę następny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3

      haha bardzo mi miło, że się podoba!
      ja już wiem, że na jednym się nie skończy!

      Usuń
  21. Piękny! fanką kolorowych tatuaży nie jestem, ale ten mi się bardzo podoba, do tego jest oryginalnie zrobiony i wygląda właśnie tak wow:)
    ja mam 4 miejsca, w których bym chciała tatuaż, ale nie wiem czy kiedyś się zdecyduje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie namawiam, bo uważam, że to musi być decyzja przemyślana i taka w 100% pewna.

      tym bardziej się cieszę, że Ci się podoba Dymek! Taki miał być! :)

      Usuń
  22. Wykonanie jest rewelacyjne.Tatuaż super;)

    OdpowiedzUsuń
  23. No zgadzam się, że Dżo jest przesympatyczna. I powiem ci szczerze, bardziej się interesowała moją dziarą i jak mi tam w trakcie niż Panakota :/ Niby jedno studio a ja za tę niechęć do poprawek Panakoty nie polecę nikomu (no i za zmianę koloru w trakcie!).

    Trochę żałuję, że nie poszłam do Dżo albo mojej Marty, ale juz trudno, najwyżej będę poprawiać u Marty to co mi się nie podoba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no jest jest, mówiłam Ci.
      Szkoda, że tak wyszło, jak widać jednak sporo zależy od człowieka!

      na pocieszenie powiem, że Twój kot jest mega oryginalny i mnie się podoba! A lekkie poprawki zawsze można nanieść :)

      Usuń
  24. Podziwiam. Naprawdę podziwiam, bo tatuaż piękny ale i jakże odważny. Ja chciałam sobie zrobić tatuaż henną na razie, ale jakoś tak zleciało, że nie zrobiłam. Może na 20 urodziny się zdecyduję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kochana, życie przed Tobą młodziutka jesteś :) przemyśl sobie co chcesz, znajdż dobrego artystę i działaj jeśli Ci się marzy! życie mamy jedno :)

      ja taka odważna to nie byłam, mówię - podchodziłam ostrożnie, małe łapki na nadgarstku itp. Ale jak zobaczyłam prace DzoLamy to nie mogło być inaczej :)

      Usuń
  25. mi się mega podoba! rewelacja! :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Na żywo wygląda jeszcze lepiej <3
    Piękny i bardzo oryginalny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, mam wrażenie, że tatuaże dużo tracą na zdjęciach :)
      już dziękowałam, ale napiszę jeszcze raz :))) dziękuję!

      Usuń
  27. Moim zdaniem wspaniały tatuaż! I motyw bardzo ładny, (uwielbiam koty <3 ), i technika super, bardzo mi się podobają akwarelowe tatuaże. Od dawna noszę się z zamiarem zrobienia sobie kociego tatuażu, też w akwarelowej technice, jednak trochę się obawiam tego, że nie jestem zbyt wytrzymała na ból i mogę nie dać rady :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dasz radę. Ja to sobie tak myślałam: TYLU ludzi ma tatuaże. To nie może jakoś boleć nie do wytrzymania. Bo by nie wracali. Zawsze też można podzielić na dwie sesje choćby.

      Usuń
  28. Jak dla mnie bomba!!!!! Wspaniale wygląda, po pierwsze świetny projekt, bo bez tego ani rusz. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3
      Tak, projekt to pół sukcesu, dlatego uważam, że warto znaleźć odpowiedniego artystę i mu zaufać :)
      Ja już obgaduję drugi :D

      Usuń
  29. Tatuaż - jeden z lepszych jakie widziałam ! Jest genialny i szczerze Ci go zazdroszczę ! :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Już to mówiłam, ale powtórzę.. Przepiękny.. :D

    OdpowiedzUsuń
  31. Zazdroszczę bo ja do mojego się jeszcze przymierzam, ale na pewno będzie zrobiony przed ślubem, bo suknia ma koronkę na plecach i pusty romb między łopatkami więc w tym miejscu będzie mój łapacz snów :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Piękny tatuaż i świetne wykonanie ♥ Też planuję nowy tatuaż

    OdpowiedzUsuń
  33. Ojej, genialny! ♥
    Dobrze wiedzieć, że mam takie cudo pod nosem. Ja mam upatrzonego feniksa, tylko kasy brak. Dlatego, czy mogę z ciekawości wiedzieć ile cię to kosztowało? (tak plus minus).

    OdpowiedzUsuń
  34. Bardzo oryginalny, bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Piękny tatuaż i wszystko fajnie opisane dla laika :) Podziwiam za decyzję. Ja marzyłam o tatuażu w wieku 18 lat, ale minęło kolejne 10 lat i jakoś tak mi się odwidziało... Dobrze, że zrobiłaś go teraz, jako dojrzała babka. Widać, że to w pełni przemyślane, chciane i na pewno żałować nigdy nie będziesz :) Cieszę się, że dobrze trafiłaś i profesjonalnie podeszłaś do tematu. No i sam wzór - inny, ciekaw, oryginalny. Bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  36. och Javi <3 zainpirowana Jego dziełami od 2 tyg. mam osmiorniczkę też w watercolorze :D
    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=890126367707222&set=a.237963876256811.74751.100001296025367&type=1&theater

    nie ukrywam, że jakaś kota tez się pojawi na cześć moich dwóch sierściuchów :D Twój przepiękny - taki "mój"
    pozdrawiam1

    OdpowiedzUsuń
  37. Rany, ale Ci zazdroszczę. Przepiękny jest ten tatuaż. Pooglądałam sobie zdjęcia tej techniki i bardzo mi się podoba. Można powiedzieć, że sama jestem na tatuaż zdecydowana, nie wiem jednak jeszcze co to miałoby być i gdzie, a nie chcę nic na siłę wymyślać. Najlepiej chyba, gdybym go zrobiła na łydce, bo tam bólu pewnie w ogóle już bym nie czuła (tak to jest, jak się kilka lat używa depilatora).
    Twój kociak jest cudowny i bardzo do Ciebie pasuje.

    OdpowiedzUsuń
  38. Pierwszy raz spotykam sie z tego typu tatuażem. Wyglada bardzo ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie mówię 'nie' tatuażom, ale ten mi bardzo nie przypadł do gustu. Pewnie dlatego nie nie identyfikuję się tak mocno ani z kolorami, ani ze zwierzętami. Niemniej muszę przyznać - dość szalony i oryginalny :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Uwielbiam Twój tatuaż, myślę o swoim, małym kocie na karku :D też watercolor ;)

    OdpowiedzUsuń
  41. Jest przepiękny nic dodać nic ująć.

    OdpowiedzUsuń
  42. Dobrze, że trafiłam na ten wpis, bo już się zaczęłam martwić czy mój się nie kiepści. A tu się okazuje, że wygląda dokładnie tak samo :) Obecnie jestem na etapie złażenia "strupków", a raczej takich kolorowych strzępków skóry. Zobaczymy co będzie dalej.
    Decyzję o tatuażu podjęłam dawno, dawno temu. Wtedy, gdy byłam jeszcze stanowczo za młoda na takie zabawy. I dobrze, że wtedy się nie uparłam, bo pewnie skończyłabym z jakimś wiejskim tribalem ;)
    I też chciałam najpierw uczcić w ten sposób 25, a potem 30 urodziny. Jak wskoczyło mi 32, to stwierdziłam - teraz albo nigdy. I tak wybrałam artystę, zapisałam się na termin, odczekałam kilka miesięcy i w końcu się doczekałam.
    Najpierw chciałam coś w stylu Twojego pastelowego kota, ale wyszedł bardziej kolorowy i mocny. I najpierw był w planie co najwyżej 10 cm, a wyszedł prawie 2 razy większy. Ale nie żałuję ani jednej kreski.
    Dziś już przeglądam internety w poszukiwaniu nowej inspiracji, bo mam fajny pomysł na tatuaż, który coś dla mnie znaczy, choć dla innych zupełnie nic :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Ha! Ja mam podobny! :D Robiony u Olgi z Last Drakkar http://lastdrakkar.com/galeria/olga/ Uwielbiam watercolory, są inne niż większość tatuaży, dla mnie to powiew świeżości.Najlepsze jest to, że kiedyś nie znosiłem kolorowych tatuaży:D

    OdpowiedzUsuń
  44. Ha! Ja mam podobny! :D Robiony u Olgi z Last Drakkar http://lastdrakkar.com/galeria/olga/ Uwielbiam watercolory, są inne niż większość tatuaży, dla mnie to powiew świeżości.Najlepsze jest to, że kiedyś nie znosiłem kolorowych tatuaży:D

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, każdy z radością czytam i zapewniam, że na każdy postaram się odpowiedzieć najszybciej jak się da.

Bardzo Was proszę o niezostawianie w komentarzach bezpośrednich linków do blogów. Uwierzcie mi, ja też szukam fajnych blogów i jeśli zainteresuje mnie Wasz komentarz - poradzę sobie ze znalezieniem Waszego bloga.
Komentarze obraźliwe lub mające na celu wyłącznie autopromocję, a także wszelkiej maści spam będą od razu usuwane.

Copyright © 2014 Sweet & Punchy , Blogger