poniedziałek, października 27, 2014

M·A·C Hity bez limitu: Studio Sculpt Lash tusz do rzęs

  
Jest poniedziałek, jest i post o M·A·Cowym hicie bez limitu dostępności czyli takim z regularnej kolekcji. Choć kusi mnie pokazanie jeszcze kilku szminek, pigmentów czy cieni, to stwierdziłam, że tym razem dla odmiany będzie o tuszu. M·A·C ma w swojej ofercie kilka maskar. Zawsze było z nimi tak, że były produktami dość mało popularnymi. Od początku mojej M·A·Cowej przygody tusze traktowałam po macoszemu i w zasadzie pierwszą styczność z nimi miałam dopiero kiedy dostałam w ramach współpracy Opulash. Wtedy też przekonałam się na własnych rzęsach, że nie taki diabeł straszny... I nie ma co się obawiać maskar tej firmy.

Kiedy otrzymałam tusz Studio Sculpt, jako nowość w kwietniu, mimo posiadania już jakichś otwartych tuszy chwyciłam za ten produkt. Przyznam Wam szczerze, kiedy zobaczyłam szczotę myślałam, że zejdę na zawał. Pamiętam parsknięcie i myśl "jak ja mam tym dziwadłem pomalować rzęsy, żeby efekt był ładny i jednocześnie żeby zachować nienaruszone gałki oczne?!" :D Bo szczotka jest dziwna. Nawet bardzo.


W zasadzie to nie szczotka a dwa rzędy grzebyków. Każdy ząbek jest na końcu rozwidlony na kształt litery Y. Dzięki temu maskara chwyta każdą rzęsę i idealnie je rozczesuje. Już pierwsza próba nie wyszła źle co mnie zaskoczyło. Przy kolejnych było już tylko lepiej. Zawsze byłam posiadaczką dość lichych rzęs, które ostatnio magicznie urosły... Nie wiem co jest tego przyczyną. Przez około 3 tygodnie używałam dość regularnie odżywki 4 Long Lashes ale później regularność się zmniejszyła by w końcu odstawić odżywkę. To wtedy zauważyłam, że moje rzęsy znacząco się wydłużyły! Kiedy dodaję do tego maskarę Studio Sculpt mogę powiedzieć z całą pewnością - w końcu mam mały wachlarzyk o jakim zawsze marzyłam! 

Niesamowicie podoba mi się efekt jaki ta maskara daje - rzęsy są pięknie rozdzielone i mocno wydłużone. Do tego nie obciąża ich ani nie usztywnia. Malowanie jest bardzo proste, bardzo ciężko wsadzić sobie grzebyk do oka lub ubrudzić górną powiekę. Trzeba się naprawdę postarać. Mam kilka metod malowania i tak naprawdę tusz ten oferuje niezłe pole do manewru. Najczęściej układam szczotkę tak, aby obydwa rzędy grzebyków objęły rzęsy, w ten sposób za jednym pociągnięciem mamy tak naprawdę nałożone dwie warstwy tuszu! Można również ustawić szczotkę tak aby tylko jeden grzebyk przeczesał rzęsy - wtedy otrzymamy delikatny efekt. Maskara świetnie maluje dolne rzęsy. Tusz nie osypuje się pod oczy w trakcie dnia, nie kruszy się. Nie ma również problemu z jego zmywaniem - micel z Biodermy radzi sobie świetnie, domywa się wszystko i na drugi dzień rano nie mam efektu pandy, którego tak nie lubię. Samego tuszu używałam od kwietnia do w zasadzie września. Wiem wiem, to AŻ 5 miesięcy ale jest go naprawdę sporo. I przez ten czas nie stracił swoich właściwości.


Aktualnie przełożyłam szczoteczko-grzebyczek do innej maskary M·A·C - Zoom Fast Black Lash. Jej szczotka była kiepska - nabierało się na nią za dużo tuszu, nie umiałam umalować nią rzęs. Wyczyściłam więc szczotkę Studio Sculpt Lash i przełożyłam. Z powodzeniem służy mi do nakładania innej formuły, której jednak już tak nie lubię. 


W końcu nie wstydzę się pokazać swoich rzęs :)


A tak wyglądają z boku. Prawda, że urosły?


Czy maskara ta ma jakieś wady? Jak dla mnie ma jedną. Nie jest wodoodporna. Więc jeśli zdarzy się Wam popłakać (mi się raz zdarzyło, makijaż był do zmycia) ten tusz nie usiedzi na rzęsach. Jednak jeśli umiecie płacz powstrzymać (w odróżnieniu ode mnie, ot taka ciekawostka) to ta maskara ma szanse być naprawdę dobrym przyjacielem. Cena jest kwestią indywidualną - 80zł to trochę więcej niż L'Oreal. Moim zdaniem warto.

Tak naprawdę sama dopiero uczę się M·A·Cowych maskar. Niemniej z ciekawością sięgam po kolejne bo zarówno "literkowy" In Extreme Dimension jak i bohater dzisiejszej notki Studio Sculpt Lash okazały się być świetnymi wydajnymi maskarami. Aktualnie wykańczam mój Zoom Fast i będę sięgała po biały Literkowy In Extreme Dimension Lash z którym wiążę wielkie nadzieje. Jak będzie - zobaczymy. Jednak już wiem, że Sculpt Lash pozostanie ze mną na bardzo długi czas. To jedna z lepszych szczotek jakich używałam. 

Z tego co mi wiadomo, na razie ten tusz jest w regularnej sprzedaży, dlatego trafił do tej serii. Mam nadzieję, że w tej regularnej ofercie zostanie. Oby jak najdłużej.

13 komentarzy:

  1. Śliczne to ostatnie zdjęcie, wspaniałe kolory. Tusz ma raczej mierne rezultaty, ale poza tym robisz piękne makijaże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :)
      niestety, to nie tusz mierny tylko moje rzęsy. Ten tusz robi im bardzo dobrze, mało jest maskar (a używałam i znam naprawdę sporo) które dają taki zadowalający mnie efekt... Nie sprawdzają się u mnie Lancome czy choćby YSL. Ale w sumie co komu :) wiem, że na moich rzęsach lepszego efektu nie uzyskam raczej.
      Aktualnie kupiłam parę Tuszy GR na promocji, jestem ich ciekawa :D

      Usuń
    2. Pierwsze widzę, że masz rzadkie rzęsy;).

      Usuń
  2. ten kolorowy makijaż piękny, ale efekt tej maskary mi się nie podoba. Ja potrzebuję bardziej spektakularnego wyglądu rzęs

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, to zależy kto jakie ma same rzęsy, u mnie już bardziej spektakularnie się po prostu nie da. Nawet Magic Lash czy jak to tam było, to z włókienkami, nie daje ładniejszego efektu.
      No ale natury nie oszukam :(

      Usuń
  3. Ja kocham Macowe maskary. In Extreme Dimention, Plush lash, Opulash czy Studio Fix. Nigdy mnie nie zawiodły, a ich wydajność jest wręcz niesamowita. Mój ostatnio Plush Lash wytrzymał prawie 7 m-cy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie, szczoteczka jest bardzo ciekawa:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam MACowe tusze z jednym wyjątkiem - zoom fasta- yezzooo, jak my nie potrafimy się porozumieć :) cala reszta jest fenomenem- zwłaszcza za taką cenę

    OdpowiedzUsuń
  6. szczoteczka nie budzi zachwytu, ale efekt wow jest, więc wniosek mam jeden - że nie warto się uprzedzać do produktu po jego wyglądzie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Faktycznie dziwna szczotka, ale jak efekt cudny to warto się oswoić z tym dziwadłem. Wydajność budzi podziw, bo rzadko który tusz jest do użytku przez tyle miesięcy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie podoba mi się szczoteczka, nie było by mi wygodnie z nim pracować ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie inne mascary niż wodoodporne w ogóle się nie sprawdzają. Moje oczy reagują na najmniejszy podmuch wiatru i zmianę temperatury. Efekt bardzo ładny. Tuszu nie używam codziennie, więc byłabym skłonna dać za niego tyle pieniędzy, bo wiem, że starczyłby na długo (oczywiście pod warunkiem, że by nie wysechł).

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, każdy z radością czytam i zapewniam, że na każdy postaram się odpowiedzieć najszybciej jak się da.

Bardzo Was proszę o niezostawianie w komentarzach bezpośrednich linków do blogów. Uwierzcie mi, ja też szukam fajnych blogów i jeśli zainteresuje mnie Wasz komentarz - poradzę sobie ze znalezieniem Waszego bloga.
Komentarze obraźliwe lub mające na celu wyłącznie autopromocję, a także wszelkiej maści spam będą od razu usuwane.

Copyright © 2014 Sweet & Punchy , Blogger