czwartek, września 25, 2014

Benefit róż Majorette


Benefit na jesień przygotował dla nas kilka nowości, w tym takie oto słodkie cudo - kremowy róż Majorette! Do kremowych produktów podchodzę jak pies do jeża - chociaż po kursie (z którego ostatnią już relację - chlip - zdam Wam za chwileczkę) odrobinę się z tymi kosmetykami oswoiłam, wedle zasady jak mus to mus (a raczej, jak krem to krem, hehe). Dotychczas kremowe róże czy rozświetlacze niezbyt często gościły w mojej kosmetyczce. Główne powody takiego stanu rzeczy były dwa - brak umiejętności równomiernego rozprowadzenia oraz połyskujący "naturalny" efekt, za którym nie przepadam. Jak więc sprawuje się u mnie ten róż? Powiem Wam, że zaskakująco dobrze :) Aż sama jestem zaintrygowana!


Po pierwsze jednak - opakowanie i ta charakterystyczna otoczka. Czyli cały bajer Benefitu w najczystszej postaci. Śliczne okrągłe pudełeczko skrywa w sobie słoneczny środek, który pachnie obłędnie! Powiedziałabym, że kojarzy mi się z owocowym koktajlem, w którym główne skrzypce gra brzoskwinia, ale jest w nim też trochę słodkich mandarynek i minimalna ilość ananasa?? Przynajmniej ja to czuję, kiedy zanurzam nos w tym pudełku :) Według strony Benefit jest tam również aromat granatu. Tak czy inaczej to świeżo-słodki koktajl, który w dodatku czujemy jeszcze chwilę po aplikacji.


Konsystencja jest dla mnie ogromną niespodzianką. Sam produkt jest przyjemnie kremowy, wręcz lekko tłusty kiedy dotykamy jego powierzchnię by nabrać na palec odpowiednią ilość. Jednak w kontakcie ze skórą staje się typowym produktem "cream to powder". Jest matowy, nie ma tego charakterystycznego dla róży w kremie mokrego połysku, nie posiada drobinek. Wiem, że wiele osób lubi glow nadawany przez kremowe produkty. Ja jak już wyżej pisałam nie jestem fanką takiego wykończenia, więc już samo to sprawiło, że po Majorette sięgnęłam z większą ochotą.


Sam kolor jest moim zdaniem bardzo uniwersalny i nie wiem czy komuś mógłby nie pasować. W pierwszym odruchu kiedy nabrałam go na palec przeraziłam się bo wydaje się, że mamy do czynienia z mocno średnią cegłą ;) Po roztarciu natomiast otrzymujemy piękny delikatny koral. To jest chyba pierwszy róż w kremie, który z przyjemnością nałożyłam na skórę i którym na dzień dobry nie zrobiłam sobie ciapek. Bojąc się wklepywać go palcami użyłam pędzla M·A·C 188 o bardzo delikatnym włosiu, które nabiera dosłownie odrobinę produktu więc ciężko jest z nim przesadzić. Wręcz pierwszy raz zdarzyło mi się, że zamiast nałożyć za dużo i mieć problem z roztarciem musiałam produktu dokładać bo nabierany tym pędzlem bardzo delikatnie się aplikował. Nie traktuję tego jako wady. Róż w kremie, który nawet takiemu laikowi jak ja nie robi krzywdy - to duży sukces. 


Zresztą zobaczcie go na twarzy - ledwie go widać :) I mnie to cieszy, że nie zrobił mi wielkich matrioszkowych plam. Oczywiście w rzeczywistości był minimalnie bardziej widoczny, zdjęcia trochę go zjadły ale również jestem pewna, że można by go spokojnie dołożyć i też nic by się nie stało. Co mnie również zadowala to jego trwałość. Nie mam tendencji do dotykania twarzy w trakcie dnia więc większość produktów ładnie na mnie siedzi. Bałam się, że kremowy róż zniknie z policzków ale do wieczora widać było jeszcze delikatny rumieniec.




Róż, według producenta można dawać również pod inne róże ale tego sposobu nie próbowałam. Próbowałam natomiast aplikacji palcami i mimo, że nie mam fotek to nie wyglądało to źle. Jednak lepszą kontrolę nad kolorem i nasyceniem mam aplikując tego typu produkty pędzlem. Muszę również wypróbować wklepywanie go gąbką :) To całkiem niezły patent przy używaniu kremowych róży choć nie wiem czy w przypadku produktów typu cream-to-powder się sprawdzi.

Ten produkt to taki gadżet, słodki, uroczy, fajny do torebki bo ma lusterko. Czy jest to jakiś straszny niezbędnik? To zależy. Jeśli ktoś ma mało róży, chce wypróbować inne formuły niż tradycyjna pudrowa lub lubi bardzo naturalne wykończenie i nie nosi zbyt ciężkiego makijażu - warto w niego zainwestować. Na równej cerze przy dziewczęcym delikatnym makijażu będzie wyglądał obłędnie. Ja się z nim polubiłam choć z początku byłam sceptyczna. Ale tak to już jest, Benefit tworzy kosmetyki "do zakochania" :)

47 komentarzy:

  1. ja jestem w tym różu zakochana! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wąchałaś?
      Ja uwielbiam ten zapach! na jesienną słotę jest taki... wakacyjny :)

      Usuń
  2. pięknie wygląda!
    produkty w kremie zazwyczaj trzymają się dłużej, aczkolwiek ja nie przepadam tak czy siak ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. e a mi się zawsze wydawało, że kremowe siedzą krócej... również nie są to produkty stanowiące większość u mnie, mam raptem dwa czy trzy kremowe róże - ale w sumie może za bardzo po macoszemu je traktowałam.

      Usuń
  3. Muszę go na żywo obadać bo tyle dobrego już sie o nim naczytałam, że aż się rozochociłam :-)
    Miałam w życiu jeden jedyny róż w żelu z Maca i niestety to była ogromna porażka, bo nie mogliśmy się ze sobą dogadać. Skończył żywot pod błyszczykiem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jestem właśnie ciekawa jak ten by się sprawdził na ustach choć boję się, że przez tą formułę cream-to-powder mógłby być nieco wysuszający. :/

      Usuń
  4. sama a mam ochote go spróbować, ten kolor tak zachwyca ;) dzieki twojej recenzji jestem do niego jeszcze bardziej przekonana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uważam, że jest naprawdę godny polecenia a ja jestem naprawdę wymagająca jak chodzi o kremowe róże bo jestem - co tu dużo mówić - ciapa w ich używaniu :) ale dla takich produktów aż się człowiekowi chce eksperymentować :)

      Usuń
  5. Uwielbiam kremowe róże a to opakowanie to jest po prostu cudeńko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się, opakowania Benefitu rządzą :))

      Usuń
  6. On po prostu wygląda przecudnie! A opakowanie tak kusi...

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię kremowe róże, miałam już podobny z YSL i byłam bardzo, ale to bardzo zadowolona. Ten sobie też zamierzam sprawić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem zatem ciekawa jak Ci się spodoba :)

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Maniuuuu :*
      no wiesz, gwiazdą posta miał być róż, nie ja :D

      Usuń
  9. Kolor bardzo ładny ale mam już podobny odcień w swojej kosmetyczce :) Niemniej jednak bardzo miło popatrzeć :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Delikates taki, ale uroczy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. kolor piękny jednak ja nie przepadam za taką konsystencją.

    OdpowiedzUsuń
  12. Opakowanie jest słodkie :) Benefit potrafi robić pięknie wyglądające kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gdybym czuła jego zapach na bank byłabym głodna :D
    Opakowanie ma genialne słodsze robią chyba tylko w Korei :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj na bank! chociaż bardziej na jakiś koktajl :)

      A to prawda, Koreańczycy są najlepsi jednak benefit nie odbiega daleko :)

      Usuń
  14. Samo opakowanie kusi do zakupu :)

    OdpowiedzUsuń
  15. choć nie przepadam za różami ten prezentuje się całkiem fajnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale w ogóle w ogóle?
      Dla mnie róż to taki natychmiastowy odmładzacz :D
      Ale Ty masz faktycznie tak młodziutką buźkę, że może nie trzeba ;)

      Usuń
  16. Opakowanie mnie oczarowało. Wygląda prześlicznie. Efekt na twarzy też jest wspaniały, nie lubię takich mocnych róży, wyglądają bardzo sztucznie. Ten jest bardzo naturalny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest bardzo bardzo naturalny, czego niekoniecznie można się spodziewać patrząc na produkt czy na swatche :) ale można z nim rozsądnie pracować :)

      Usuń
  17. Opakowanie i sam róż wyglądają uroczo:) takie słodkości:D ale kolor i efekt na twarzy nie dla mnie, tyle dobrze, bo nie kusi i można na czymś zaoszczędzić:D zwłaszcza, że dwa błyszczole Chanela mi wpadły w oko;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. które błyszczole Cię tak kuszą?
      kolor można stopniowac, ale ja raczej makijaże które pokazuję tutaj robię użytkowe bo zaraz po zdjęciu wychodze do pracy ;) także nie chciałam sobie go nakładać nie wiadomo ile ;)

      Usuń
  18. Podoba mi sie :3 zarowno opakowanie, jak i jego wyglad na buzi ;) Mam jednak w swojej kolekcji cos podobnego, wiec sie nie skusze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no, jakiś mocno unikatowy nie jest może i faktycznie. Można znaleźć podobne ;)

      Usuń
  19. Fajny, taki bardzo delikatny :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Odpowiedzi
    1. a dziękuję :) staram się zawsze choć nie zawsze wychodzi tak jakbym chciała :)

      Usuń
  21. Sam kolor różu nie robi na mnie wielkiego wrażenia, ale pudełeczko jest przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
  22. Niesamowicie naturalny efekt! A sam produkt jest po prostu uroczy, takie ma słodkie opakowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. mam na niego straszną chrapkę!! :))

    OdpowiedzUsuń
  24. polubiłam go! co za oczy!! <3

    OdpowiedzUsuń
  25. Cieszę się, że róż się Wam raaaaczej podoba :D
    róż albo opakowanie :D
    przyznam Wam, że mnie zauroczyło. pewnie nie sięgnęłabym po niego tak chętnie gdyby nie ta cała otoczka, zapach itp. ale nie żałuję wypróbowania :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Róż jak róż, jakie oko piękne! I usta! *.* Wybacz odciągają uwagę od policzków :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Kurcze, ja wiem, że powinnam zachwycać się różem i w ogóle ale... kobieto! Jakież Ty masz piękne usta! Nie mogę się napatrzeć!

    OdpowiedzUsuń
  28. Jakoś średnio jesiennie mi się ten róż kojarzy :) Ale wygląda bardzo ładnie i świeżo na policzku. Konsystencje kremowe się u mnie nie sprawdzają, bo brak mi umiejętności w ich nakładaniu. Ale Tobie życzę przyjemnego używania!
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, każdy z radością czytam i zapewniam, że na każdy postaram się odpowiedzieć najszybciej jak się da.

Bardzo Was proszę o niezostawianie w komentarzach bezpośrednich linków do blogów. Uwierzcie mi, ja też szukam fajnych blogów i jeśli zainteresuje mnie Wasz komentarz - poradzę sobie ze znalezieniem Waszego bloga.
Komentarze obraźliwe lub mające na celu wyłącznie autopromocję, a także wszelkiej maści spam będą od razu usuwane.

Copyright © 2014 Sweet & Punchy , Blogger