środa, czerwca 11, 2014

Egyptian Magic - zbawienne działanie miodu i oliwy


Kiedy na początku roku dostałam propozycję przetestowania kremu Egyptian Magic - przyznam Wam bez bicia - nie miałam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. Musiałam poszukać w Internecie opinii ponieważ był to dla mnie - kosmetycznej maniaczki - produkt zupełnie nowy, o którym nie słyszałam nigdy wcześniej. Poczytałam trochę (również informacje zawarte na stronie krajowego dystrybutora KLIK) i stwierdziłam, że raz kozie (czyli mi) śmierć. W końcu gwiazdy reklamujące ten krem nie mogą się mylić a fakt, że produkt jest nietestowany na zwierzakach dodatkowo działa na jego korzyść!

Co mnie skusiło? Przede wszystkim krótki skład - sześć składników. Jak wiecie, stosuję różne specyfiki do pielęgnacji. Czasem ciągnie mnie do natury, czasem sięgam po "tradycyjne" kosmetyki z drogeryjnych półek. Nie mam na to jakiejś specjalnej metody - ot na co mam w tej chwili ochotę. Silikony w szamponach - służą mi, SLSy w żelach - mają na tyle krótki kontakt z moją skórą, że totalnie mi nie przeszkadzają. Niemniej skład tego kremu wydał mi się na tyle ciekawy i innowacyjny w swojej prostocie, że zdecydowałam się na testy. Jak wypadł krem prosto z Ameryki? Już melduję.



Egyptian Magic to krem-cudak który składa się z tylko 6 naturalnych składników: oliwy z oliwek, wosku pszczelego, miodu, pyłku kwiatowego, mleczka pszczelego i propolisu. To wszystko! Do tego krem ma ważność 36 miesięcy, a to za sprawą produktów pszczelich, które działają bakteriobójczo i są doskonałymi antyutleniaczami. Nie potrzeba więc żadnych sztucznych substancji aby doskonale go zakonserwować. Fajny pomysł, prawda?


Krem wyglądem przypomina mi... naturalny miód. Taki wiecie, z pasieki, mętny, nie taki klarowny złoty ze sklepu tylko właśnie nieobrabiany prawdziwy miód. Miałam okazję ratować się takim zeszłej zimy i uwielbiam! No ale to tak nawiasem mówiąc. Bowiem przy bliższym kontakcie i rozsmarowaniu na skórze pod wpływem ciepła ciała krem zmienia się w olej. Jest przez to bardzo łatwy w aplikacji. Pachnie dosyć neutralnie - woskiem pszczelim, kto miał okazję wąchać ten mniej więcej wie jaki to aromat. Nie jest to w każdym razie intensywny słodki zapach miodu (od razu uprzedzam, tak dla jasności). Warto też pamiętać, że jeśli jesteśmy uczuleni na produkty pochodzące od pszczół to niestety Egyptian Magic nie będzie dla nas dobrym wyborem.


Krem pozostawia skórę gładką, jędrną i odżywioną. Jego ogromną zaletą jest fakt, że nie przyczynił się u mnie do powstania zaskórników, grudek, kaszki - jednym słowem nie blokuje porów skóry. Jeśli chodzi o wchłanianie - z tym bywa różnie i postaram się to poruszyć przy poszczególnych zastosowaniach. A jak go stosowałam?

Po pierwsze, na twarz na noc. Stosowałam go w ten sposób zimą przez około dwa miesiące i muszę przyznać, że to, co zaobserwowałam, pozytywnie mnie zaskoczyło. Pomijając długi czas wchłaniania nawet niewielkiej ilości (wieczorem mam czas na nałożenie kremu i poczekanie aż się wchłonie) krem dawał naprawdę fajne rezultaty. Zimą jestem sucharkiem, od różnic temperatur wszystko mi się łuszczy, mam duży problem żeby zapanować nad sytuacją na nosie czy czole. W trakcie stosowania Egyptian Magic kóra była dobrze nawilżona, natłuszczona, odżywiona. Rano miękka i przyjemna w dotyku, a drobne zaczerwienienia - złagodzone.

Aplikując go wieczorem na skórę twarzy, natłuszczonymi od kremu dłońmi przeczesywałam również włosy i zostawiałam tak na noc. Nie były dzięki temu tak suche i skóra głowy dostawała swoją porcyjkę miodowego odżywienia.

Kolejnym miejscem, gdzie Egyptian Magic sprawdził się rewelacyjnie były dłonie. Ileż ja się namęczę zimą i wiosną nad doprowadzeniem ich do ładu... Krem stosowałam w okresie wiosennego przesilenia głównie na noc (tym razem ze względów czysto ekonomicznych; o ile na twarzy w dzień nie lubię tłustej warstewki o tyle na dłoniach mi ona nie przeszkadza). Z moich obserwacji wynika, że krem fajnie pielęgnuje suche wierzchy dłoni (tam mam pęknięć i suchych skórek najwięcej) a także odżywia obszar wkoło paznokci (z problemem skórek borykam się od lat, jako nerwus zawsze się na nich wyżywałam...). Dodatkowo przytrafiła mi się w tym roku po raz pierwszy dziwna "przygoda" - w przestrzeni między małym a serdecznym i serdecznym a środkowym palcem zaczęła mi się brzydko łuszczyć skóra. Sądzę, że była to reakcja na mydło w płynie Avonu. Mydło poleciało do kosza, ale problem pozostał na czas jakiś i to właśnie krem Egyptian Magic pomógł mi się tego problemu pozbyć.

Poza tymi trzema zastosowaniami krem czasem lądował w innych miejscach: na moich ustach gdzie działał odżywczo na spierzchnięte wargi, na stopach po peelingu, na oparzeniu od piekarnika (nie pytajcie) - fajnie natłuścił skórę łagodząc ją i dając ulgę kiedy swędziała przy gojeniu.


Niestety, mimo zapewnień producenta i mimo naprawdę niewielkiej ilości, krem ten nie sprawdził się u mnie pod makijaż, na dzień. Nie próbowałam metody na wacik, szczerze mówiąc jest to dla mnie troszkę zbyt długotrwały proces. Producent zaleca nałożenie niewielkiej ilości kremu, pozostawienie go na 20 minut i starcie na sucho wacikiem nadmiaru produktu, co podejrzewam ma szanse się sprawdzić, jednak aż taką ilością czasu rano nie dysponuję... Może kiedyś wypróbuję ten sposób, ale póki co pozostaję przy innych zastosowaniach tego kremu. Próbowałam nałożyć go pod podkład, kilka razy, ale niestety moja skóra nie wpiła go za dobrze, mimo odczekania i następowała mała klapa. Choć nie ukrywam, kusi mnie aby, szczególnie jesienią/zimą powtórzyć ten eksperyment, tym razem z płatkami.

Krem Egyptian Magic jest według mnie bardzo fajnym eksperymentem i sądzę, że zagości w mojej kosmetyczce na dłużej. Jest kilka powodów, dla których uważam, że warto w niego zainwestować. Jest nieziemsko wydajny, ilość jaką widzicie na paluchu powyżej spokojnie wystarcza na całą twarz i jeszcze i tak resztę możemy wsmarować w dłonie lub włosy. Używałam go naprawdę długo i nadal sporadycznie po niego sięgam i z całego słoiczka zniknęła może 1/5. Dlatego sądzę, że 98zł za 59ml tak wydajnego kremu to rozsądna inwestycja. Ponadto, jest tak naprawdę wielofunkcyjny. Idealny dla minimalistek, idealny także w podróży gdzie jednym kremem możemy potraktować: twarz, usta, dłonie, stopy, włosy i w zasadzie również całe ciało. Do tego za nim przemawia krótki skład i długi termin ważności oraz brak sztucznych konserwantów, barwników, aromatów. Sama natura! 
Krem można kupić na stronie oficjalnego polskiego dystrybutora Egyptian Magic Polska. Skusilibyście się na takiego cudaka?

42 komentarze:

  1. Nie znam tej marki, ale opakowanie wygląda magicznie:).

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam już o nim sporo i jest moim WANT!! :D
    Choć chcę sprawić go najpierw mamie, a potem sobie. Ale to z jakiejś okazji bo ma dość wysoką cenę jak na krem ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spraw Mamie i podzielcie się :) starczy dla Was obu :)

      Usuń
  3. Oj kusi cie na ten krem kusicie ;d

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Być może i na pierwszy rzut oka tak. Choć dla mnie nawet wizualnie sporo się różni (ale ja wazeliny stosowałam te do ust więc mogę się mylić). Za to już konsystencja i skład są od niej bardzo odległe :)

      Usuń
  5. rzeczywiście sama natura. zastanawiam się tylko, czy składniki pszczele przypadkiem niektórych nie uczulają?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stąd w 4tym akapicie zawarłam tę informację ponieważ rzeczywiście są ludzie uczuleni na produkty pszczele. Niemniej ja fo nich nie należę, więc na mnie propolis i spółka mają wpływ bardzo dobry :)

      Usuń
  6. Takie full wypas ten kremik :) nie wiem czy na ten moment jest mi potrzebny taki multiodżywczy produkt i czy po prostu nie marnowałby się w moich kosmetycznych zbiorach. Jedyne z czym się teraz borykam a o czym pisałaś to popękana skóra między palcami u dłoni, zwalam to na karb biegana w różnych temperaturach. Chociaż wydaje mi się, że z tym poradzą sobie trochę lepsze kremy do rąk. Niemniej produkt wart uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, moje zbiory są hmm dość obszerne, ale jednak nie marnuje się :) choć gdybym miała wybierać chyba kupowałabym go raczej na zimę kiedy dodatkowa ochrona jest jak najbardziej wskazana.

      Usuń
  7. Oj ten długi czas wchłaniania mi nie pasuje :-p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mnie osobiście nie jest problemem - przy stosowaniu na noc a mam wrażenie, że korzyści z jego stosowania są warte zachodu :)
      Ale rozumiem, że może to przeszkadzać :)

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. bardzo go lubię więc i z pełną świadomością robię Wam ochotę :)

      Usuń
  9. Mi ten krem również bardzo przypasował. Miałam taki czas po leczeniu skóry antybiotykiem, że łuszczyłam się chyba gorzej nawet niż po kwasach, skóra była spięta i nawet silnie nawilżające kremy jej nie ratowały - ulgę przynosił mi dopiero ten egipski tłuścioch ;) Pod makijaż też się u mnie nie sprawdza, nie ma szans. Bardzo fajne efekty daje natomiast nałożony na serum - działa wtedy jak taka materiałowa maska, która poprawia wchłanianie składników serum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja pamiętam, że chorowałaś właśnie :( antybiotyki faktycznie robią spustoszenie, ja jestem dość chorowita ale miniony sezon jesienno-zimowy odpukać przeżyłam bez antybiotyków... oby tak dalej.
      muszę w takim razie wypróbować go na serum, myślisz, że nada się na flavo C?

      Usuń
  10. To taki kremik do zadań specjalnych jak widzę. Mi by nawet nie przeszkadzało, że nie nadaje się pod makijaż. Ciekawy, nie powiem, ciekawy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadza się! a do tego o zaskakująco prostym i naturalnym składzie :)

      Usuń
  11. Bardzo podoba mi się sam produkt ale za taką cenę chętnie zobaczyłabym ładniejsze opakowanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to opakowanie jest bardzo praktyczne, bo można do samego końca wydobyć cenną zawartość :) i chyyyyba jest stylizowane tak, żeby nie przyćmić wnętrza ;) ale może to tylko takie moje teorie...

      Usuń
  12. Fajny produkt. Dzięki za recenzję, bo ciekawa byłam od bardzo , bardzo dawna jak ten kosmetyk sprawdzi Ci się w użytkowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pierwszy raz widzę ten krem ale jakoś nie specjalnie mnie kusi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to taki dziwak ale przyznam, że mnie pozytywnie zaskoczył :)

      Usuń
  14. chyba był w shinyboxie jakiś czas temu jako dodatek dla subskrybentek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a wiesz co, że gdzieś mi mignął, całkiem możliwe :)

      Usuń
  15. mam próbkę tego kremu, ale jeszcze nie używałam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. sprzydalby mi sie taki krem na lokcie, do twarzy bym sie bala go uzyc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale w sumie czego się boisz? w sensie - zapychania? konsystencji? wchłaniania?

      Usuń
  17. To już kolejna pozytywna recenzja tego kremu jaką czytam :)
    jest on na mojej chciejliście, ale tak jak piszesz lepszy będzie raczej na okres zimowy i wtedy też go sobie sprezentuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo on jest bardzo fajnym naturalnym produktem, w sumie podchodziłam do niego bardzo sceptycznie, bo ciężko mi było sobie wyobrazić, że połączenie miodu i oliwy plus paru produktów pochodzących od pszczół może mieć takie dobroczynne działanie na skórę :)
      Zdecydowanie warto do niego podejść zimą, bo w moim odczuciu sprostał wymaganiom skóry.

      Usuń
  18. Mam jego próbkę z Shinyboxa i jakoś mi nie pasuje, dla mnie zbyt tłusty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no bo w sumie trudno oczekiwać czegoś innego po kremie na bazie oliwy :) jednak moim zdaniem to jego działanie rekompensuje konsystencję :) gdyby nie oliwa nie byłby tłusty ale nie byłby również tak odżywczy :) niemniej jestem w stanie zrozumieć niechęć :) niemniej ja przy nim zostanę na dłużej, bo oprócz tradycyjnego zastosowania na twarz jest genialny do rąk czy włosów :)

      Usuń
  19. dostalam ten krem w glossyboxie i niestety mimo tego ze jego dzialanie napewno jest zbawienne dla skory kompletnie nie bylam w stanie go uzywac ze wzgldu na lekko dziwny aromat.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam go i lubię, ale nie codziennie ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Rzeczywiście bardzo fajny ten krem. Dużym plusem jest to, że może mieć tak wiele zastosowań. Miałabym chyba jednak opory, żeby na jeden kosmetyk wydać prawie 100 zł.

    OdpowiedzUsuń
  22. nie miałam, ale może być ciekawy :)

    OdpowiedzUsuń
  23. brzmi fajnie :) ja lubię takie gadżety. Lubię czasem zabierać mikro kosmetyczkę :))
    kiedyś tak używałam masełka eves balm, ale do twarzy - całości - był trochę za ciężki. Więc może zerknę na to :) ale raczej w okolicy jesieni/ zimy ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Uwielbiam ten krem! I dla mnie Egyptian Magic był wybawieniem zimą i ja jestem przykładem, że można używać go pod makijaż :) Mam suchą skórę i nakładałam go cieniutka warstwą, bez ścierania wacikiem, co ciekawe makijaż trzymał mi się i wyglądał na nim lepiej. Teraz kiedy jest ciepło, nie próbowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  25. mnie mają samą nazwą. Jestem walnięta jesli chodzi o egipt i ten krem na pewno będzie u mnie : )

    OdpowiedzUsuń
  26. Jak dla mnie ten skład jest bardzo ciekawy. Też wcześniej nie słyszałam o tym produkcie, ale teraz mnie zainteresowałaś.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, każdy z radością czytam i zapewniam, że na każdy postaram się odpowiedzieć najszybciej jak się da.

Bardzo Was proszę o niezostawianie w komentarzach bezpośrednich linków do blogów. Uwierzcie mi, ja też szukam fajnych blogów i jeśli zainteresuje mnie Wasz komentarz - poradzę sobie ze znalezieniem Waszego bloga.
Komentarze obraźliwe lub mające na celu wyłącznie autopromocję, a także wszelkiej maści spam będą od razu usuwane.

Copyright © 2014 Sweet & Punchy , Blogger