wtorek, kwietnia 15, 2014

Niekosmetycznie: Dziewczyny, badajcie się!


Dzisiejszy post będzie nieco inny, niż wszystkie dotychczasowe. Będzie pogadanka więc szykujcie kubki z kawą / kakao / herbatą czy innym preferowanym trunkiem. Pogadanka na poważny temat.

Na początku zeszłego tygodnia, w trakcie wieczornego prysznica, kiedy jak codziennie myłam skórę pod pachami, natknęłam się na coś, czego tam wcześniej nie było. Pod skórą wyczułam małą grudkę, wielkości ziarnka ryżu? groszku? Pierwotnie myśl o niej odepchnęłam na dalszy plan. Ale już wiedziałam, więc następnego dnia przy myciu nieświadomie moja dłoń powędrowała w "znajome miejsce" pod pachą. I ona znowu tam była. Upiorna. Przerażająca. Mały zbitek jakiejś niewiadomej tkanki... Trzeciego dnia umówiłam się do mojego radiologa na USG piersi. 

Umówiona w zeszłą środę na dzisiaj. 5 dni. PIĘĆ dni mojego przerażenia. Tak, przyznam się Wam otwarcie. Byłam przerażona. Wszystkich tych, którzy w ostatnich dniach mieli ze mną kontakt najmocniej przepraszam - byłam trochę nieobecna myślami, spanikowana, zdołowana. Te 5 dni, 120 godzin, 7200 minut. Najdłuższe 5 dni w moim życiu, zwłaszcza, że każdy z nich spędzałam w towarzystwie tego czegoś pod pachą.

Dużo myślałam przez ten czas. Wiecie jak to jest, coś się dzieje i nagle człowiek zaczyna analizować. Zadawać sobie trudne pytania... a co jeśli? Nie boję się tego powiedzieć. Co jeśli to rak? Wiem, nie ma co panikować na zapas, raczej do hipochondryków nie należę, z byle powodu nie dam się położyć do szpitala (w życiu w nim nie leżałam). A jednak zawsze trzeba się z tym liczyć. A że zbiegło się to wszystko w czasie ze śmiercią babci mojego Męża, to już w ogóle egzystencjonalnym przemyśleniom ostatnio nie ma końca.

Jestem w podwójnej grupie ryzyka. Od wielu lat stosuję hormonalną doustną antykoncepcję, z wyboru. A do tego jestem genetycznie obciążona ryzykiem wystąpienia raka piersi. 20 kilka lat temu wykryto go u mojej kochanej Babci, najpierw w jednej piersi, po 10 latach w drugiej. Na szczęście szybka interwencja sprawiła, że zaraza została zduszona w zarodku, Babcię mam zdrową i śmigającą do dzisiaj. Ale niestety genetycznie jestem zagrożona. Dlatego od kilku lat regularnie staram się pamiętać o USG piersi.

Po co to wszystko piszę?
Jest jeden powód.

Dziewczyny, proszę, jeśli tak jak ja jesteście w grupie ryzyka, jeśli Wasze zdrowie jest dla Was ważne,  proszę, umówcie się, raz na rok do lekarza. Można na fundusz, można prywatnie. Jako maniaczki kosmetyczne wydajemy sporo na kosmetyki (wiadomo, każda inne sumy i każda inaczej, ale kupujemy, lubimy to i absolutnie nie mam tu na celu zaglądanie do portfeli). Wydajmy raz na jakiś czas te 80-100zł na coś, co wykonywane regularnie może uratować nam życie. Bo rak wcześnie wykryty jest uleczalny. Bo rak nie atakuje "znienacka". Jeśli nie jesteście w grupie ryzyka - tak czy siak, warto od czasu do czasu, może wtedy rzadziej, ale zrobić badania!

Ja przyznam to szczerze, nie potrafię badać swoich piersi, dlatego wolę oddać się w ręce specjalisty. Jeśli umiecie zbadać swoje - róbcie to regularnie: jeśli jesteście w grupie ryzyka nawet co miesiąc. Jeśli nie - raz na kwartał. Czasem można również poprosić lekarza o pokazanie na co zwrócić uwagę. USG piersi może zrobić Wam również ginekolog. Aby potem latem bez strachu i skrępowania nosić sukienki z głębokimi dekoltami. 

Moje USG nie wykazało żadnych patologicznych tkanek, jestem "czysta", wszystko jest w porządku. Grudka, którą wyczułam prawdopodobnie była zgrubieniem tkanki tłuszczowej. Wszystko jest OK. Uf. 




 A tu parę słów o USG:


Warto zapoznać się ze stroną Rak'n'Roll - dużo ciekawych informacji, na przykład fakty i mity, o TU

Być może ktoś pomyśli, że to zbyteczne obnażanie. Nie mam do tego tendencji i to chyba pierwszy tego typu post na tym blogu. Ale nie jest to tak całkiem odległy nam, blogerkom kosmetycznym i urodowym, temat. Piszemy o tym jak dbać o ciało, zewnętrznie. Polecamy kremy, w tym także te do dekoltu, biustu. Zadbajmy o nasze biusty także z tej innej strony! Zwróćmy uwagę na profilaktykę. I nie bójmy się mówić o tym głośno!
Pozdrawiam! 

P.S. Nie byłoby tego posta, gdyby nie pomoc mojego świetnego Szwagra, który jest rewelacyjnie inteligentnym studentem medycyny - dzięki Andrzej za cenne podpowiedzi i rady! :)

71 komentarzy:

  1. Ze swojego doświadczenia również powiem - dziewczyny, badajcie się! Owszem, kilka dni oczekiwania na wyniki i konsultację z lekarzem to koszmar (bo kobiety maja tendencję do analizowania, wynajdywania). Ale można uniknąć "gdyby przyszła Pani wcześniej...".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz co ja nawet nie analizowałam, nie szukałam w google objawów itp. Ale naturalną reakcja dla mnie było jak najszybsze umówienie się na kontrolę.
      Lekarz powiedział mi, że osoby które regularnie się badają, pal licho co ile bo tu każdy powie inaczej, mają naprawdę minimalne szanse nagłego zachorowania. Najczęściej kobiety, które na raka umierają to te, które latami nie były na badaniach. A niestety, nadal jest w Polsce bardzo dużo takich kobiet.
      Jeśli mój post choć jedną dziewczynę skłoni do umówienia się na badanie - wiem, że dobrze zrobiłam pisząc go.
      Dzięki tekashi za komentarz!

      Usuń
  2. A wiesz, że ja też byłam dziś na USG piersi? Moje coroczne, standardowe badanie :) I dokładnie o tym samym przed badaniem myślałam - w takiej pogoni do bycia piękną (bo hej, czy to nasze małe kosmetykowe 'uzależnienie' nie jest też trochę jej przejawem?) to naprawdę nie jest wielki wyczyn raz w roku wybrać się do lekarza od spraw babskich na 'przegląd'. USG, cytologia to badania bezbolesne, a robione regularnie mogą uratować życie. Kilka kosmetyków mniej czy długie lata życia w zdrowiu? Dla mnie wybór oczywisty. Dziękuję, że o tym napisałaś - wydaje mi się, że mało jest takich postów w blogosferze, a im więcej będziemy o tym mówić tym większa szansa, że badania kontrolne wejdą Polkom w krew :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co Paula, to już nawet nie chodzi o bycie piękną, to chodzi o bycie zadbaną.. Kobiety lubią o siebie dbać, dlatego dziwi mnie czasem, że powierzchownie ok, ale na badania nie pójdę. Nie wiem - oglądałam wczoraj zdjęcia, które wyskakują po wpisaniu w google "rak piersi" i to są naprawdę straszne zdjęcia, te narośla, guzy - no straszne. Ja rozumiem, że kobieta się boi. Ale chyba "lepiej" stracić pierś, niż życie?
      Oczywiście, cyto jest równie istotne.
      Uważam, że powinno się o tym wspominać częściej niż raz do roku w październiku...

      Usuń
  3. Ja niestety też nie umiem sama badać swoich piersi, ale wiadomo, jak coś-gdzieś się zjawi, to budzi obawy, a nawet lęk, wolę jednak, jak i Ty, oddawać się w ręce specjalistów ;)
    Dobrze, że wszystko u Ciebie ok - to bardzo ważny temat, bardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wiadomo, czasem budowa jest taka, że ciężko samemu zbadać - czy to ze względu na rozmiar, czy budowę tkanki tłuszczowej. Dlatego sama sie nie badam, bo za często bym panikowała. Wolę iść regularnie na badanie. podjęłam decyzję, że co roku, w maju - miesiącu moich urodzin - będę robiła cyto i usg. Ot - takie co nieco dla siebie.
      Dzięki za komentarz i też się cieszę, że wszystko jednak wyszło ok :)

      Usuń
  4. Bardzo dobrze,że o tym napisałaś. Ja rozmawiałam o tym z moimi koleżankami z pracy parę dni temu przy kawie. Dwie z nas są już po badaniu a reszta czeka na wizytę. Pamiętać też trzeba o cytologii.
    Dobrze,że Twój wynik był ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, cyto jest równie ważne!
      Bardzo dobrze, że dbacie o to i że wspólnie się mobilizujecie!
      Też mnie cieszy mój wynik. Ale to były takie trudne dni, że masakra.

      Usuń
  5. Wiem jak sie czujesz... u mnie co druga osoba choruje na raka. Badam sie sama czesto, lekarz chyba nigdy tego nie zrobil... czas pokaze czy mnie dopadnie;) trzymaj sie;) dobrze ze nic nie wykazało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oktawia, jeśli masz predyspozycje, to zrób kochana usg.
      Jak nie dla siebie to dla dzieciaka :)
      Żebyś miała 100% pewności, że ma zdrową Mamę :)
      też się cieszę, dzięki :*

      Usuń
  6. Moja babcia też miała raka piersi, jest po czerwonej chemii,cała i zdrowa i oczywiście najukochańsza na świecie. Jej siostra też miała raka i dużo mniej szczęścia, niedługo będzie czwarta rocznica. Zmarła przez raka tarczycy. Piersi badam sobie sama, tarczycę lekarz. Mam 3 guzy i jednego krwiaka, dzisiaj zrobiłam morfolgie, którą zwlekałam od 2 lat i absolutnie nie bierzcie ze mnie przykładu, trzeba się badać, ze wszystkim, nie ma co się wstydzić, życie ma się tylko jedno. Cytolgię mam akurat jutro, korzystam z pobytu w PL i się badam, bo naprawdę mamy dobrych lekarzy !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi z powodu śmierci babci siostry. :( Moja miała tę najmniej inwazyjną chemię. Ale to tez było bardzo dawno temu.
      "trzeba się badać, ze wszystkim, nie ma co się wstydzić, życie ma się tylko jedno." - zgadzam się z Tobą w 100%!
      ja również choruję na tarczycę, mam niedoczynność od dzieciństwa... ale również jestem pod kontrolą endokrynologa.

      Usuń
  7. To bardzo ważny temat, często pomijany przez kobiety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego postanowiłam go poruszyć :) w końcu moimi odbiorcami są, w dużej mierze, kobiety więc gdyby tak dotrzeć do choc jednej i sprawić, żeby skusiła się na badania <3

      Usuń
  8. Ja sie chcialam zapytac, czy robilas testy genetyczne na mutacje w genach BRCA1 i BRCA2, czy po prostu to jest konkluzja, ze wzgledu na chorobe babci? Moze byloby warto zrobic sobie testy.
    Moja mama miala raka piersi i macicy, a pozniej jeszcze doszla bialaczka. Ja planuje zrobienie testow, bo jestem swiadoma, ze i mnie moze sie to przytrafic, choc odkladam ta decyzje, bo co jesli okaze sie, ze mam mutacje w tych genach? A jesli mam, to czy mam usunac piersi, czy zyc z ta swiadomoscia az rak w koncu zaatakuje? Mam od kilku dobrych lat dylemat, bo juz kiedys testy genetyczne mialam robione, ale w zwiazku z innym schorzeniem i pamietam, jak ciezkie psychicznie bylo oczekiwanie na wynik. Zreszta jestem genetykiem z wyksztalcenia i swiadomosc tego wszystkiego, wszystkich chorob i zagrozen czasem nie pomaga czlowiekowi w uspokojeniu mysli.
    Jestem zapisana do swietnej poradni i co jakis czas dostaje wezwanie na okresowe badania. Spotykam sie z pielegniarka i ona mnie dokladnie bada, robi wywiad, mierzy cisnienie, wazy, itp. Jak pierwszy raz tam poszlam, zaproponowala, ze pokaze mi jak mam sie badac, dala ksiazeczke, ale ja juz to robilam wczesniej regularnie sama w domu, no ale pozniej wlasnie doszly te wizyty jak wyjechalam z Polski. To mi daje minimalny spokoj ducha, wiesz swiadomosc, ze cos robie w tym kierunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irenko, nie robiłam, ale u mnie raz że genetyka może (choć nie musi) zrobić swoje, a dwa że biorę tabletki antykoncepcyjne a przy nich ryzyko zachorowania wzrasta o, o ile dobrze pamiętam, około 30%.
      Irenko, masz fascynujące wykształcenie - biologia zawsze mnie kręciła. <3 taki mój konik. Ale powiedz mi, czy jeśli mutacje w genach wyjdą w badaniu, to jeszcze nie znaczy, że Ciebie też to musi spotkać? Jest się wtedy po prostu w grupie zwiększonego ryzyka? Jezu, domyślam się jaki to musi być stres, skoro jedno USG było dla mnie takim koszmarem.
      Najważniejsze, to nie zamiatać sprawy pod dywan a mieć wszystko pod kontrolą. Wtedy jest minimalne ryzyko, że cokolwiek nas zaskoczy a i działać będziemy w stanie szybko i sprawnie. Być może jak najmniej inwazyjnie.

      Usuń
  9. Tak profilaktyka jest bardzo ważna. Jeszcze ważniejszą jest trafienie na dobrego lekarza. Apel z mojej strony: lekarze douczajcie się. To też niestety z doświadczenia w kwestii choroby nowotworowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj zgadza się! trafić na lekarza, który ma głowę na karku niełatwo dzisiaj. No i osobiście wolę jednak prywatne wizyty niż fundusz. jakoś nadal mam wrażenie, również poparte własnymi doświadczeniami, że inaczej lekarz patrzy na pacjentów prywatnych a inaczej na tych z NFZ. :( choć to oczywiście w duuuuużej mierze zależy indywidualnie od danego lekarza.

      Usuń
    2. Niestety nawet prywatna wizyta nie daje żadnych gwarancji. Moim zdaniem rutyniarzy można spotkać i w prywatnych gabinetach. Tu niestety nie ma reguły. Wiem jak lekarze potrafią bez skrupułów "ciągnąć" kasę robiąc tylko dobre wrażenie. Generalnie z moich doświadczeń wynika, że to jest mocno zdegenerowana grupa zawodowa. A człowiek płaci i wierzy, bo musi. Sorry, za gorzkie słowa, ale u mnie jest to wszystko na świeżo. Choć rzeczywiście skierowanie do specjalistycznego szpitala dostaliśmy dopiero po prywatnej wizycie. I tam zostaliśmy przyjęci tylko dlatego, że " konsultował szef", ale to w zasadzie wszystko. Potem się już szef nie interesował. Lekarz rodzinny i lekarz w poprzednim szpitalu przyczynili się do wyroku. Po prostu było za późno. Zlekceważyli wyniki, które jak się okazało, aż krzyczały. Dwukrotnie odmówiono przyjęcia do szpitala "bo to tylko anemia". Przetoczyli krew i tyle.Jak już przyjęli po ataku, to postawili uspokajającą, połowiczną diagnozę. Nie zauważyli guza wielonarządowego wielkości grejpfruta na USG!!! Stwierdzili, że jest dobrze, bo nie ma komórek rakowych. Ba, lekarz rodzinny leczył wrzody, których nie było przez 8 miesięcy, mimo że w wywiadzie miał raka jelita grubego u matki i ciotki pacjenta. Była gastroskopia, nie było widać wrzodów, tylko" jakby ślad". Ale to wystarczyło na postawienie diagnozy. Złej oczywiście.Strata czasu, strata szansy, przez pewnych siebie ignorantów. Czterech, nie jednego. I to jest szok. 35 lat i diagnoza pół roku życia...

      Usuń
    3. Strasznie mi przykro Anitko, że masz takie doświadczenia... :( Dlatego dobrym pomysłem, który jak widać jednak też nie zawsze się sprawdza, jest konsultacja jeśli sie ma jakiekolwiek wątpliwości.
      Jak można nie zauważyć takiego guza?! Matko, czasem sobie myślę, że chyba żeby zostać poważnie potraktowanym w naszej służbie zdrowia, to studia medyczne powinny być obowiązkowe i wszyscy powinniśmy być swoimi lekarzami... bo nikomu na nas chyba nie zależy tak bardzo jak nam samym na sobie...
      I nic nie da się zrobić?

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Dobry pomysł z tymi studiami, przynajmniej można by coś podpowiedzieć :) Konsultowanie z innym lekarzem powinno się chyba stać nawykiem. Na pewno lekarzy, którym przydałoby się trochę pokory.Zwiększyłoby to szanse, bo dużo zależy od ludzi do których rąk trafiamy. Ech... Ale badania profilaktyczne robić trzeba i dobrze, że o tym wspominasz :)

      Usuń
  10. czekanie jest okropne - 3 tygodnie czekania na wynik badania histopatologicznego i własnie wymyślania, a potem tylko jedno słowo - niezłośliwy i człowiek od razu szczęśliwszy

    blizna wtedy już nie jest taka ważna, bo człowiek się naprawdę cieszy, że tylko taka drobnostka pozostała po tym stresie :) także całkowicie rozumiem i popieram inicjatywę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekać na wyniki histopato to już w ogóle nie umiem sobie wyobrazić. Jeśli ja już teraz miałam czarne myśli... a jak pisałam, do przesadnych panikar nie należę i pierwszy raz cokolwiek mnie tak na poważnie przejęło... może to kwestia wieku? nie wiem, ale nie chcę tego roztrząsać :)
      współczuję stresu, gratuluję wyniku, a blizna - mężczyźni z dumą obnosili swoje po walkach i wojnach z wrogami. Może te kobiece też powinno się traktować jako symbol wygranej walki? choć domyślam się, że jest ciężko. ściskam!

      Usuń
  11. Ważna sprawa. Dobrze, że ją poruszasz, być może dzięki zasięgowi bloga dotrzesz do świadomości chociaż części osób i zmotywujesz je do działania. Niestety, ale znam tę kwestię, aż za dobrze. Przez 4 lata wspierałam bliską mi osobę w walce z tym ustrojstwem. Pół roku temu przegrała, choć w zasadzie od momentu rozpoznania wiedziałam, że to było już za późno. Dlatego to tak ważne, żeby podejmować działania profilaktyczne tak wcześnie!
    Dobrze też, że wspomniałaś o częstotliwości badań. (Choć moim zdaniem nie do końca niewystarczającej :()
    Cieszę się, że u Ciebie wszystko w porządku! Dbaj o siebie, nie spoczywaj na laurach :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koko, mam nadzieję, jak już pisałam, jeśli choć jedna osoba się zastanowi i pójdzie na wizytę po tym poście, będę miała świadomość, że zrobiłam coś dobrego i że było warto pisać. To niezwykle ważne, aby badać się i robić to regularnie. Gdzieś wyczytałam, że to nigdy nie jest tak, że rak pojawia się z dnia na dzień. Aby urosnąć do rozmiaru centymetra często potrzebuje kilku lat. I gdyby kobieta chodziła na badania regularnie, to nieprawidłowy rozwój komórek można by odpowiednio szybko wychwycić i powstrzymać. Niestety, lekarz, z którym rozmawiałam mówił mi, że większość kobiet, którym już nie można pomóc, które są w terminalnym stadium raka, to te, które prze lata się nie badały.. W przypadku wysokiej grupy ryzyka, warto badać się co pół roku, maksymalnie do roku (mowa o usg, bo samokontrola piersi jest zalecana mimo tego, częstsza) - jest to bezpieczny okres. W przypadku kiedy się do tych grup nie należy - można robić badanie raz na półtora roku czy też raz na dwa lata (lub nawet jak mówi zacytowane źródło, raz na 3 lata0.
      Ja zamierzam zafundować sobie mały "przegląd". To w sumie takie śmieszne i dziwne trochę, zobacz, auto dajemy do przeglądu raz w roku. A swoje ciało zaniedbujemy często.

      Usuń
  12. niestety w Polsce jeszcze jest faza na unikanie badań... ale też w razie czego ludzie wolą nie wiedzieć... dużo razy słyszałam zdania typu: nie robię badań bo wolę nie wiedzieć że umrę.. to smutne ale z drugiej strony ja też bym chyba się bała..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale to jest błędne myślenie, i właśnie to trzeba ludziom uświadomić. Każdy kiedyś umrze, więc tego nie unikniemy. A chyba fajnie byłoby jednak przedłużyć sobie ten żywot o kilkanaście - kilkadziesiąt lat? wiesz, nikogo zmusić się nie zmusi - każdy robi co uważa, na siłę nie ma co uszczęśliwiać. Jeśli się bada regularnie - stres jest minimalny, bo ma się wszystko pod kontrolą. Pierwsze badanie jest stresujące, ale potem to raczej formalność. A nawet jeśli się coś wykryje - to trzeba to po prostu zaatakować i tyle. Moja Babcia jest na to najlepszym dowodem - że wczesna diagnoza ratuje życie. Gdyby się kiedyś poddała, albo nie poszła na badania, to być może nie doczekała by wnucząt, nie tańczyłaby na moim weselu i nie dała czadu na weselu mojej siostry.

      Usuń
  13. Takie posty też są potrzebne, nawet bardziej niż te kosmetyczne. Nie wiem dlaczego ale niektóre kobiety boją się badać swoje piersi. Przecież to może pomóc! Ja robię to regularnie sama ale do lekarza też trzeba się wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kosmetyczne są przyjemnością, w końcu to blog kosmetyczny :)
      ale warto o tym od czasu do czasu przypomnieć :)
      A boją się badać... bo to stres jest... ale potem jest jeszcze większy stres jak "nagle" coś znajdziemy... więc nie wiem co gorsze.

      Usuń
  14. Ja jeszcze proszę o wykonywanie cytologii! To, że jesteśmy młode nie znaczy, że nie możemy mieć raka! Jestem położną i widziałam już kilka młodych kobiet z wykrytym rakiem szyjki macicy :( Im wcześniej go wykryjemy tym lepiej dla nas i naszego życia oraz leczenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się!
      Ja akurat pisałam o piersiach i ich diagnozowaniu, bo jestem z tym, że tak powiem, na czasie i moje doświadczenie ostatnich dni sprawiło, że to właśnie ten temat chciałam poruszyć.
      Ale cytologia również jest niezmiernie ważna! Także staram się ją robić w miarę regularnie.

      Usuń
  15. Bardzo dobry post. Dobrze, że wszystko u Ciebie w porządku. Zgadzam się z Tobą, że warto zwracać uwagę na swój organizm, aby uniknąć niepotrzebnych problemów i móc podjąć w razie czego szybką walkę.

    Pozdrowienia!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz!
      Oczywiście, że warto o siebie dbać, nie tylko z zewnątrz - robiąc maseczki, wklepując kremy i malując się, ale także trzeba koniecznie dbać o siebie od środka. Pilnować terminów. Teraz stwoerdziłam, że co roku w moim miesiącu urodzin zrobię coś dla siebie i przepadam swoje najważniejsze "parametry".Ot taki przeglądzik :)

      Usuń
  16. Ja akurat wczoraj robiłam cytologie a na usg piersi dopiero się wybieram,nie zauważam nic niepokojącego a ostatnie badanie wyszło wzorowo:-)
    Jestem niestety w grupie ryzyka i pilnuję badań

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. brawo! :)
      tak trzymac, zwłaszcza, jeśli jesteś w grupie ryzyka! Wtedy nawet jeśli, tfu tfu, coś się będzie działo, można szybko i sprawnie, a przede wszystkim skutecznie reagować.

      Usuń
  17. U mnie w rodzinie nie było raka, nigdy. Dziadkowie umierali z chorób wynikających z wieku, babcie cieszą się życiem do tej pory. Ostatnio miałam chwile grozy ze względu na zbyt niski poziom leukocytów, moje węzły chłonne zostały dokładnie obmacane i zbadane. Reszta wyników była ok. także obecnie staram się zmienić tryb życia, zdrowiej się odżywiać itp. Lekarka u której byłam stwierdziła, że takie zachowania mogą się zdarzać w momentach stresu, chwilach przesilenia wiosennego, ze względu na wiek. Chociaż tak czy siak sprawę muszę kontrolować. Najgorsze co może być to leczenie się przez internet, jak zobaczyłam co może mi dolegać ze względu na zaniżony poziom leukocytów...już chciałam spisywać testament, na szczęście Mąż sprowadził mnie na ziemię ;) Jeśli chodzi o piersi to nie jestem ekspertem w ich badaniu, niemniej jednak wiem jak zachowują się i zmienia się ich kształt w trakcie cyklu. Staram się jednak zwracać na nie uwagę przy codziennym prysznicu. P.S. Cieszę się, że u Ciebie wszystko w porządku :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadza się. Wujek Google w życiu często pomaga. Ale Doktor Google raczej bardziej szkodzi. I wiadomo - żadne forum, artykuł itp nie zastąpi lekarza.
      Stres często potrafi siać spustoszenie w organizmie - wiem coś o tym, bo od połowy zeszłego tygodnia mój organizm pokazuje na co go stać... :/ szczegółów oszczędzę, niemniej jednak muszę coś zrobić, żeby się wyluzować w końcu. Na przykład pojechać w końcu na Targi i pobuszować po kosmetykach :)))
      dziękuję Domi :*

      Usuń
  18. Cieszę się, że alarm okazał się fałszywy.
    Ja do lekarza ginekologa chodzę co 3 miesiące, głównie po tabletki, ale przy okazji zawsze daję się przebadać. Cytologię i USG piersi wykonuję regularnie, raz na rok. Choć rak szyjki macicy nie jest dziedziczny, jestem nim obciążona psychicznie, niespełna pięć lat temu na tę paskudną chorobę zmarła moja mama. Dlatego dbam o to, by regularnie się badać. By wykryć ewentualne zmiany tak wcześnie jak będzie to możliwe. I wszystkie dziewczyny z mojego otoczenia namawiam zawsze na to samo. Regularne badania mogą uratować Wam życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu: po pierwsze, strasznie mi przykro z powodu Mamy :(
      Właśnie też postanowiłam po tej mojej "przygodzie" badać się raz do roku, cyto+usg+hormony.
      Ja również się cieszę, że jestem "bezpieczna". I dlatego właśnie napisałam - chciałabym żeby każda kobieta o siebie dbała.

      Usuń
  19. Trzy literki, a jakie spustoszenie sieją w psychice. Bardzo się cieszę ,że wszystko jest ok .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też Aguś :) dzięki :)
      dokładnie. to tylko trzy literki. Ale można coś zrobić, żeby się im nie dać i do tego namawiam!

      Usuń
    2. Ja na razie olewam(nie ignoruję) 3 literki , bo walczę innym problemem :-(

      Usuń
  20. Profilaktyka przede wszystkim!

    Kasieńka

    OdpowiedzUsuń
  21. JA także jestem obciążona genetycznie :( Moja babcia zmarła na raka piersi, moja mama tez chorowała na raka piesi. Obie miały cukrzycę, obie chorowały na tarczycę. Ja choruję na tarczycę, z poziomem cukru też nie najlepiej. Więc boję się, że i ja zachoruje na raka piersi. Nie raz próbowałam się badać, ale nie potrafię robić tego prawidłowo. Kiedys także wyczułam zgrubienie koło pachy, przez 2-3 tyg ciągle moja ręka tam wędrowała i byłam przerażona! Nikomu o tym nie powiedziałam, ale na badania nie poszłam.. Na szczęście zgrubienie zniknęło.. tak jakoś nagle, nie wiem co to było, może także jakies zgrubienie tkanki tłuszczowej. Najgorsze jest to, że u ginekologa w swoim życiu byłam około 50 razy, ale nigdy nie zbadał mi piersi, co także ginekolog powinien zrobić, chociaż raz na jakiś czas, raz na rok, dwa. Cieszę się, że wszystko wporządku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja na przykład zawsze proszę ginekologa o badanie piersi, zwykle sami pytają ale jeśli nie to się upominam bo nawet jeśli badamy się regularnie samemu zawsze możemy coś przeoczyć

      Usuń
    2. Mi nigdy lekarz nie proponował badania piersi, a raz kiedy poprosiłam o badanie powiedział, że nie ma czasu bo lekarze są na urlopie a musi iść cesarkę zrobić, więc pacjentki na szybko przyjmował - to była wizyta u ginekologa w szpitalu. Moja teściowa tez mi mówiła, że mimo, że ma 48 lat nigdy nie miała badanych piersi.

      Usuń
    3. Kobiety szczególnie starsze często wstydzą się o takie badanie prosić. Znam przypadki, że w ogóle ginekologa traktują jak najgorsze zło i nie chodzą tam po kilkanaście lat. Co do "lekarza" na którego miałaś nieszczęście trafić. Trzeba takie zachowania piętnować gdyż jego psim /za przeproszeniem/ obowiązkiem jest wykonanie tego podstawowego badania. Tego typu zachowanie jest zaniechaniem wykonania obowiązku i działaniem na szkodę pacjenta. W skrajnych przypadkach można to również podciągnąć pod narażenie na utratę zdrowia. Ja osobiście jestem osobą, która tego typu zachowania bardzo piętnuje i jeden tego typu "lekarz" został już za moją sprawą zwolniony dyscyplinarnie. Tak samo jak od każdego pracownika wymaga się rzetelnego wykonywania jego obowiązków tak równiej (a w zasadzie przede wszystkim) od lekarza.

      Usuń
    4. Kasiu M. masz prawo zażądać od lekarza takiego badania, to jest jego obowiązkiem, tym bardziej, jeśli coś Cie niepokoi. Ja wiem, że to może niezręczne, zwłaszcza, jeśli bada piersi facet, z drugiej strony wiesz, oni mają dobre ręce do tego, tacy naturalni badacze ;) nie no, żarty żartami a lekarz to lekarz wiadomo :) Tak czy inaczej - proszę Cię, tym bardziej, jeśli jesteś w grupie ryzyka, zrób badanie, dla świętego spokoju. Twojego i Mojego. Jeśli to nic pilnego - umów się choćby na fundusz. Tym bardziej, że jak piszesz sama nie potrafisz zrobić tego dobrze, i ja to rozumiem bo mam podobnie. Ale właśnie dlatego chodzę z tym regularnie na badania!
      Uważam, że ze spokojem jeśli będziesz na wizycie prywatnej, czy nawet na fundusz w przychodni, lekarz na pewno potraktuje Cię inaczej.

      Po kobiecemu: I bardzo dobrze, że prosisz gina o badanie. Nawet mając wielkie doświadczenie w samobadaniu, możemy coś przeoczyć, jesteśmy tylko ludźmi. Ja również znam przypadki kobiet, które o to nie dbają, w zasadzie to nie przypadki, to większość. Jak się ich pytam o badania to machają ręką "nie mam na to czasu", "nie mam kasy", "aaaa cooo Ty na pewno u mnie jest super"... Niestety, szkoda, ze w naszym kraju nadal musimy się domagać kompleksowego leczenia i dokładnych badań. Choć z tego co wiem, pacjenci też nie zawsze są święci...

      Usuń
  22. czyli taka mała grudka może być już rakiem? nie wiedziałam :) u mnie niestety narażenie na rak jest calkowicie inne –
    mój dziadek miał raka szpiku, a jak wiadomo jest większe prawdopodobieństwo przejścia złego genu na wnuki niż na dzieci, przynajmniej ja tak wiem – troszke sie boje, ale póki co jestem zdrowiutka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, w wielu przypadkach dziedziczy się jakby co drugie pokolenie - choć nie wiem do końca jak to funkcjonuje, ale rzeczywiście - powinniśmy patrzeć na dziadków.
      Oczywiście, że może być, ale tego nie wiadomo po samym zmacaniu piersi. Jeśli lekarz na usg stwierdzi, że coś jest nie tak, zleca biopsję - pobranie komórek podejrzanych. Wtedy wykonuje się badanie histopatologiczne i ocenia złośliwość komórek. Często takie małe grudki mogą być równie dobrze zbiorem tkanki tłuszczowej, która gdzies tam sobie postanowiła narosnąć. Może tez być to cechą charakterystyczną budowy piersi. Ale warto mieć świadomość, że rak nie zawsze jest wielką czerwoną naroślą na skórze. to podstępny czort, dlatego tak istotne są badania usg i w późniejszym wieku mammografia.

      Usuń
    2. Nie róbcie mammografii bo właśnie to powoduje raka (promieniowanie, do tego często pierś jest uciskana - komórki się niszczą i wiadomo, to co osłabione jest bardziej podatne na choroby)
      usg jest bezpieczniejsze

      Usuń
    3. Alexzus - twierdzenie, że mammografia "powoduje raka" jest tak samo zasadne jak mówienie, że rentgen powoduje raka, bo to w zasadzie to samo. Do pewnego wieku nie robi sie mammografii ze względu na specyficzną strukturę piersi. Oczywiście, częste powtarzanie mammografii nie jest wskazane w żadnym wieku, zaleca się ją profilaktycznie raz na określony czas tylko w przypadku późniejszego wieku. także ze względu na to, że wtedy plusy przeważają minusy. Jest to rozpisane w tabeli powyżej :) NIe ma co przesadzać w żadną stronę, nikt nie namawia do robienia przez nastolatki mammografii raz na rok. Ale rodzaj badań i ich częstotliwość powinno się ustalać z lekarzem, i jeśli u dojrzałej kobiety lekarz widzi zasadność przeprowadzenia takiego badania to pisanie żeby nie robić mmg bo ona powoduje raka jest powoduje efekt odwrotny do zamierzonego w moim poście.

      Usuń
  23. Cieszę się, że jednak wszystko w porządku. Post daje do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki Ella :))
      chodziło mi o to, żeby trochę dawał. Po co inni mają przeżywać to co ja? może warto zadbać o siebie i oszczędzić sobie stresu... :)

      Usuń
  24. Cieszę się że poruszasz tak ważny temat. Ja ostatnio również pisałam o tej chorobie umiejscowionej co prawda w innym miejscu ale mój cel był ten sam czyli zachęcenie do profilaktyki. Ostatnie pół roku było dla mnie bardzo bolesne w grudniu zmarła moja ciocia na raka przełyku (niestety został wykryty zbyt późno i nic nie dało się już zrobić) półtora miesiąca temu z kolei moja mama miała operacje usunięcia macicy wraz z przydatkami (tu również rak na całe szczęście w stadium przedinwazyjnym). Dlatego teraz trąbię komu się da by się by się badać bo niema nic gorszego niż fakt że komuś niemożna już pomóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie, najgorsza jest bezradność. I ja wiem, są takie formy i odmiany raka, które po prostu są nieuleczalne. Ale akurat te kobiece nowotwory, rak piersi, jajników, macicy itp jeśli są wcześnie wykryte są w dużym procencie uleczalne. Takie "szczęście w nieszczęściu" - więc jeśli możemy coś zrobić, żeby zapobiec tragedii to RÓBMY TO!

      Usuń
  25. ja na szczęście mam dobrego lekarza który przy każdej wizycie bada mój biust oraz pilnuje abym wykonywała badania gdy wyniki poprzednich stracą ważność. Nie jestem w grupie ryzyka, ale uważam, że nie zmienia to faktu o konieczności profilaktycznych badań, one jedynie mogą pomóc, a nie zaszkodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację fakt, że nie jesteś w grupie podwyższonego ryzyka nie zwalnia z konieczności regularnych badań. Zresztą w każdym przypadku lepiej jest zapobiegać niż leczyć.

      Usuń
    2. Aleksandra Anna - żeby wszystkie kobiety miały takie podejście jak Ty <3
      i takich lekarzy! bo Twój lekarz to skarb!

      Usuń
  26. Takie badanie wykonuje mi mój ginekolog raz na pół roku z powodu tłuszczaków, tez jestem w grupie ryzyka + antykoncepcja hormonlna, mieszanka wysmienita. A blog bardzo mądry i daje do myslenia, warto poświęcic czas na badanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj zatem w klubie "mieszankowiczów". Musimy się pilnować :)

      Usuń
  27. Też wychodzę z założenia, że warto się regularnie badać. Cytologię robię co roku obowiązkowo, piersi badam sama sobie co miesiąc, nie jestem pewna czy robię to w 100% dobrze, ale gdyby pojawiło się w nich coś nowego to z pewnością bym zauważyła. Przy ostatniej wizycie u gina pytalam babeczkę czy u nas w przychodni wykonują usg piersi to powiedziała mi, że nie i że na fundusz będzie ciężko się gdzieś załapać. Wybiore się prywatnie. 100zł to nie jest majątek..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale z tego co wiem, to ginekolog w trakcie wizyty powinien badanie piersi wykonać, to jest jego zakres obowiązków. Zwłaszcza, jeśli są jakieś problemy z samobadaniem (moja budowa piersi niestety utrudnia zadanie, wyczuwam, od początku odkąd je mam ;) milion grudek, mają bardzo nieregularną budowę, więc gdybym się sama badała to pewnie co chwilę coś bym znajdowała).
      Jeśli nadal będą się upierać - zawsze warto wtedy pójść prywatnie. wedle zasady: płacę - wymagam...

      Usuń
  28. Ja niestety nie mam czym sie pochwalic, ale w UK do ginekologa malo kto chodzi. Raczej idzie sie na ccytologie, albo do internisty.... gdyby nie ciaza to pewnie wcale bym nie szla

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tajko, słyszałam już legendy o angielskiej służbie zdrowia :/ nie jest to dobre. Korzystaj jak przyjeżdżasz do PL z prywatnych wizyt u naszych specjalistów.

      Usuń
    2. baaaardzo rzadko bywam w polsce i jak jestem to na kilka dni wiec nigdy czasu nie mam. szczerze nie liczac spraw okolo ciazowych u gina nie bylam... ctologie robi tu pielegniarka.

      Usuń
  29. Dziękuję Ci za ten post i za przypomnienie tak ważnej rzeczy, a niestety przez wiele nas zapominanej czy po prostu lekceważonej...

    OdpowiedzUsuń
  30. Ważny a niestety tak zaniedbywany temat wśród młodych kobiet :(

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, każdy z radością czytam i zapewniam, że na każdy postaram się odpowiedzieć najszybciej jak się da.

Bardzo Was proszę o niezostawianie w komentarzach bezpośrednich linków do blogów. Uwierzcie mi, ja też szukam fajnych blogów i jeśli zainteresuje mnie Wasz komentarz - poradzę sobie ze znalezieniem Waszego bloga.
Komentarze obraźliwe lub mające na celu wyłącznie autopromocję, a także wszelkiej maści spam będą od razu usuwane.

Copyright © 2014 Sweet & Punchy , Blogger