niedziela, grudnia 02, 2012

Podkładówka - słowo o próbkach / Faundation quest - the samples

Jakiś czas temu przestawiłam swoją skórę na podkłady mineralne. Swoje typy znalazłam i pewnie kiedyś Wam o nich opowiem. Jednak kwestia, którą chciałabym poruszyć dotyczy podkładów w formie fluidu tak więc post będzie tylko o nich. A o czym dokładnie? Otóż, jakieś dwa - trzy tygodnie temu naszła mnie pewna myśl. Mianowicie - idzie zima. ;) Odkrywcze, prawda? Mój ukochany MACowy Studio Fix już na wykończeniu, w związku z tym, jak to w moim przypadku bywa, zachciało mi się poszukiwań jakiegoś fantastycznego podkładu który powali mnie na kolana. Jak dobrze wiecie - podkładów na naszym rynku mamy krocie. Każda z firm ma ich co najmniej kilka rodzajów. Jak tu wybrać? Jak być mądrym? Zadanie niełatwe. Poszperałam trochę po necie, poczytałam opnie, przygotowałam się psychiczne do tego trudnego zadania. A potem pomyślałam sobie - HOLA! Przecież mam cały arsenał próbek w saszetkach! Problem rozwiązany? A figę! 

Some time ago I switched to mineral foundations. I've found my favorites and maybe one day I'll tell you about them. But today I'd like to write about the good old fluid foundations. A week or two ago a thought crossed my mind. We have winter ahead of us. ;) A very bright thought, isn't it? My beloved MAC Studio Fix is almost finished andit is so typical of me to search for new stuff, some new foundation to fall in love with. As you know, there are plenty of foundations available... Each brand has a few types. How to find the one? Not an easy task. I already started  to do some research online, preparing for the search and then it dawned on me - WAIT! You have tons of samples in your drawer! Problem solved? Not at all!


Dlaczego problem nierozwiązany? Już tłumaczę. Postanowiłam zrobić przegląd próbek, które aktualnie miałam na stanie. Jak się potem okazało o kilku zapomniałam, być może nadrobię wkrótce. Próbki najczęściej pochodzą z drogerii - dorzucane jako gratisy. Niektóre z nich, np Max Factor czy Astor są próbkami z gazety. To próbki, które producent zapewnia firmom, próbki mające być reklamą. Do tego momentu wszystko jest cacy. Przecież tego właśnie oczekuje świadoma klientka - dostać próbkę produktu do domu. Bo co nam daje maźnięcie się po dłoni w Douglasie czy Sephorze? NIC. Kupowanie w ten sposób podkładu najczęściej kończy się niezadowoleniem. Bo kolor jednak nie ten co w sztucznym świetle perfumerii, bo podkład za ciężko się rozprowadza, bo ciemnieje w trakcie noszenia, bo nie kryje tak jak byśmy sobie tego życzyły lub odwrotnie - robi maskę, bo wreszcie - powoduje wysyp na twarzy... Dlatego podkład zawsze warto przetestować przed zakupem, nieważne czy zamierzamy wydać na niego 15, 50 czy 250zł. Co nam daje próbka zrobiona w perfumerii czy taka właśnie saszetka? Otóż moim zdaniem bardzo dużo. Przede wszystkim możemy w dziennym świetle sprawdzić, czy kolor będzie nam pasował. Poza tym, stosujemy podkład w "normalnych warunkach" czyli na skórę twarzy, do której jest przeznaczony, na krem który codziennie przed makijażem nakładamy. Możemy więc sprawdzić czy na naszym kremie nie będzie się warzył, rolował, spływał. No i zobaczyć, jak będzie się zachowywał cały dzień - czy pozostanie na miejscu w upale, czy nie zważy się brzydko zimą, kiedy często zmienia się temperatura otoczenia. Ok. Więc ustaliłam już dlaczego próbki ogólnie są przydatne. Dlaczego więc marudzę ano z jednego prostego powodu. Wszystkie próbki saszetkowe które posiadam są po prostu za ciemne.

Why doesn't this solve my problem? Because my complexion is very fair and when it comes to foundations I have always had difficulties. The samples I've found in my drawer come from two sources: the stores or the women's magazines. These are the samples that the manufacturer provides and their main aim is to advertise. Up to this point it's all fine. In the end - this is what we need right, a sample that we can take home and test it. Cause, seriously, what can we say about a foundation after one sweep on the wrist? NOTHING. If you buy foundation this way, chances are it will be a failure. The color may turn up to be wrong, the application on the face may be difficult due to the product's texture, it may start to oxidize during the day causing darkening of the foundation, the coverage or lack of it may be disappointing and finally - it may cause brakeouts. That is why I think it's always worth to test the foundation before buying it. No matter how much money you are willing to spend. What good can a sample do? A lot! First of all, you have the opportunity to check the color of the foundation in daylight. Secondly, you have the chance to use the product in real life conditions - you apply it on the skin where it is destined to be applied - that is on your face, and on the product that you usually use to mositurize the skin before makeup. You can check how your daily skincare would react to the product, whether it cakes or wanes. And you can observe it throughout the day - will it stay on on a hot summer day, will it disappear or cake in winter when you often switch from hot to cold air and vice versa. Well then, I think I've told you a lot already about the role of the samples. Why am I still not satisfied then? One reason for that: all the samples that I own are way too dark.

Żyjemy w Polsce, nie wiem do końca jak wyglądają dane procentowe, ale widzę kobiety wkoło siebie. Te żywe, prawdziwe, nie statystyczne. Mam bardzo mało koleżanek, których karnacja jest naturalnie ciemna, choć oczywiście są i takie. Większość kobiet, z którymi stykam się na co dzień ma cerę jasną, lub bardzo jasną, znam też kilka prawdziwych "śnieżek". Dlatego dziwi mnie że przeciętna próbka dodawana do zakupów lub gazety jest w kolorze brązu. Co ma mi dać taka próbka - pytam się? Na jakiej podstawie mam ocenić, czy podkład będzie odpowiadał mojej skórze...? Przecież nie wyjdę do pracy wysmarowana fluidem o 10 tonów ciemniejszym niż moja skóra, nie pracuję w cyrku. Takim podkładem mogę się teoretycznie wysmarować w dzień, kiedy nie wychodzę z domu (już widzę minę mojego listonosza, chyba dostałby zawału) ale jaki to ma sens? Co z warunkami zewnętrznymi, na które podkład jest narażony w normalny dzień? Oczywiście, mogę rozjaśnić podkład dodając jego odrobinę do mojego codziennego kremu ale co wtedy tak naprawdę będę wiedziała o samym podkładzie? Rozumiem sens dawania takich próbek w USA, gdzie zróżnicowanie kolorów skóry mieszkańców jest tak ogromne, że jest szansa, że próbka się komuś przyda. Ale u nas? Której z Was udało się kiedykolwiek przetestować w warunkach codziennych taką sklepową albo gazetową saszetkę? Tak szczerze? Ja już doszłam do takiego etapu, że patrzę co mi panie w perfumerii wrzucają do siatki i grzecznie dziękuję jeśli widzę któryś z notorycznie, "z automatu" dorzucanych podkładów (najczęściej Clinique, zarzucają tymi saszetkami na potęgę).

We live in Poland, I have no insights into the statistics, but I see the real women around me. And I have very few friends who have naturally dark skin tone. Most of the women I see every day are fair or very fair, I also know a few pure "snow whites". That's why I am shocked by the fact that an avarage sample here is brown. What am I supposed to do with it? How am I supposed to test it on my skin? I won't go to work wearing 10 times too dark a foundation, I don't work in a circus. I can use it at home, true, when I'm staying in (god save the poor postman, should he see me like this!) but what would it say to me about the foundation and it's features? Sure I can always add a bit of it to my daily moisturizer but would I be able to test the foundation properly then? I do get it - it could work in the US, where there are women of every color mixed together. There is a chance that a sample may find its user but here? Which one of you ever managed to test a sample like this, honestly? I am already at a point where I look carefully on the samples I receive during shopping and when I see a sample that I know I won't use I ask them to give me something else or nothing (it is usually Clinique that they give!).

Dziwi mnie bezmyślność firm kosmetycznych. Trąbi się wszędzie, że Polki nie potrafią sobie dobrać odpowiednio podkładu, że najczęściej chodzą w zbyt ciemnych. W takim razie ja nie rozumiem speców od marketingu wielkich molochów kosmetycznych. Pigmentów i składników mają firmy od groma! Kasy też - patrząc chociażby na te wspomniane wyżej wszechobecne saszetki od Clinique. Dlaczego nie zainwestować w stworzenie próbek jasnych, bardziej pasujących do profilu bądź co bądź Europejek ze wschodu? Oczywiście, i takie nie będą każdej kobiecie pasowały ale jest szansa, że prędzej znajdą swój target niż te wszechobecne brązy! Co dają z marketingowego punktu widzenia takie próbki? Czy klientki to testują? Czy po prostu wyrzucają patrząc na odcień? Już wolałabym aby zamiast nich w sklepach zawsze dostępne były testery jasnych kolorów i słoiczki, w które Panie bez zająknięcia robiłyby próbki.

I am amazed that so many manufacturers simply ignore the issue. It is highlighted on every occasion that Polish girls have huge problems with matching their foundations perfectly to their skin, they usually pick a color that is one or two tones darker than it should be. This is the point at which I can't understand the PR managers of giant concerns. The companies have all the necessary material and the money. Just look at those omnipresent Clinique samples! Why not introduce samples in lighter shades, it would fit the eastern European type of complexion more, wouldn't it? Of course these would not fit all women, but I feel they would find more enthusiasts than the brown shades. Cause, I keep on thinking - what impact do the samples that we receive today have on the sale of particular foundations? Do the ladies test these? Or do they simply get rid of it seeing the same old bronze again and again...? And if this is not going to change I would at least like to be able to go to a store and get a sample jar of the shade that I'm interested in, without seeing the "Oh-my!-here's-another-sample-freak" face. And as we all know - this is an often case.

W teście udział wzięli:
Samples participating in the test:

(1) Lancome Teint Miracle 03 beige diaphane, (2) Clinique Even Better 05 neutral, (3) Estee Lauder Double Wear 4N1 Shell Beige 05, (4) Astor Skinmatch 202
(5) Makeup Factory Velvet Lifting Foundation 25, (6) Eisenberg Paris 04 Naturel Hale, (7) Max Factor All Day Flawless Golden 75, (8) Sephora Light Veil Foundation Medium 30
(9) Helena Rubinstein Color Clone 23 biscuit

Nie jestem całkowicie biała, co to to nie. MACowe NC15 pasuje mi jak ulał, a to najjaśniejszy podkład z całej gamy. Dobrze, że jest :) Mam też ogromną traumę jeśli chodzi o podkład który jest nawet odrobinę ciemniejszy, o ton czy pół tonu od mojej skóry. Wolę aby był za jasny bo wtedy mogę sobie twarz odpowiednio przypudrować pudrem i bronzerem, wymodelować różem i rozświetlaczem i jest ok. Za ciemny nie może być ani ociupinkę. Na zdjęciach zobaczycie powyższe podkłady w akcji. Żadnego z nich  nie odważyłam się nałożyć na twarz.. Numerki w nawiasach pod zdjęciem saszetek odpowiadają numerkowi pod swatchem. U góry możecie zobaczyć kreskę zrobioną moim MACowym Studio Fixem w odcieniu NC15. Tak dla porównania... Oczywiście nie są to rozblendowane odcienie i taki był zamiar.

I am not white, no. MAC's NC15 is my shade, but it's the lightest foundation in their range. I'm glad I've found it. :) I am super careful when it comes to the shade of my foundation. It cannot be a tone, or even half a tone, darker than my skin. I'd rather it was too light - then I can add the powders, bronzers, blushes and highlighters on top and it would look just fine. But it cannot be too dark! In the pictures you will see all the above shown foundations in action. I wouldn't wear any of those... The numbers in the description below the samples photo correspond to the numbers below each swatch. Above all the swatches you can see a line made with my MAC NC15 Studio Fix foundation. Just for reference. Of course these are not blended and that was intended.











Naprawdę liczyłam na to, że choć jedna z tych saszetek okaże się być "uszyta na moją miarę". Niestety - obeszłam się smakiem. Aby zakończyć pozytywnym akcentem - fajny podkład na zimę w dobrym odcieniu w końcu znalazłam Nie dzięki próbce czy paniom w perfumerii, ale dzięki pewnemu znajomemu wizażyście, który zna moją skórę i wie co mi pasuje. Chcecie się przekonać co poradził mi przetestować i jak ten test wypadł? A próbki w końcu się przydały... Do stworzenia tego:

I really hoped that at least one of these samples would be a match for me. Unfortunately, none of this happened. To finish it up with a positive note - I did find a nice foundation for winter in a perfect shade. Not thanks to any sample or the ladies in the store, but thanks to a friend of mine who is a great makeup artist and who knows my skin really well. Would you like to see what he advised me to check out? The samples have finally been used by me.. to create this:


Jestem strasznie ciekawa jakie jest Wasze zdanie o podkładowych próbkach? Też Was to tak denerwuje? Mnie ten temat strasznie zirytował, dlatego postanowiłam go poruszyć. Zachęcam i Was do dyskusji. I gratuluję tym, które przeczytały posta od deski do deski - rozpisałam się ;)

I am really curious to hear your opinion about the foundation samples. Is it so irritating for you as well? I am really disappointed about all this, that's why I decided to write this post. Come and share your point of view with me! Oh and congrats to those of you who read the whole post till the very end :))

86 komentarzy:

  1. ja akurat nie mam z tym problemu, więc ciężko mi narzekać :D ale absolutnie sprawę rozumiem i popieram!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu - jak chcesz to Ci wezmę w weekend kilka (zamkniętych) próbek które dla mnie są za ciemne, jak się nie przydadzą mi to może ktoś inny zrobi z nich użytek? :)

      Usuń
    2. a pewnie, popróbować mogę ;)

      Usuń
  2. Faktycznie wpis długi, trafiłaś w 10 !
    Dziwne podejście firm do potencjalnych klientów :/
    I bądź tu mądry, z jednej strony chcą się w taki sposób wypromować, a z drugiej? Zrobić z nas idiotki? Nie wiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z jednej strony sie trąbi jak to my nie umiemy dobrać sobie podkładu a z drugiej no sorry - jak my to mamy zrobić? Firmy też nas nie rozpieszczają - ja mam tak, że często nawet najjaśniejsze podkłady danej marki są dla mnie za ciemne... :/

      Usuń
  3. Ja też dziękuję za próbki, które mi nie pasują. Mówię, że zamiast próbki czegoś co nie używam wolę np. próbkę perfum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja postępuję tak samo. Nie biorę próbek, których na pewno nie użyję. Omijam więc saszetki podkładów. Natomiast próbki perfum zawsze chętnie przygarnę:) Czasem na ich podstawie wyrabiam sobie opinię i sięgam po pełnowymiarowe opakowanie:)

      Usuń
    2. dokładnie. A kiedyś pewna pani próbowała siłą niemalże wcisnąć mi podkład w musie bodajże L'Oreala choć wystarczyło mi spojrzeć na nazwę aby wiedzieć, że to nie dla mnie kompletnie. Pani twierdziła, że chociaż sobie w domu wypróbuję... Nie, dzięki. nie będę straszyć ludzi... ;) najgorzej jak zamiast podkładu dostaję wtedy krem 60+, płakać się chce... :/

      Usuń
    3. Moja przyjaciółka kiedyś kupowała podkład Clinique i dostała podkład L`Oreala niedostosowany kompletnie do naszego wieku. Ja już za próbki podkładów dziękuję, ponieważ wiem, że i tak nie będę ich używała, bo są za ciemne. Poza tym wolę minerały.

      Usuń
    4. dokładnie tak jak piszesz. W ogóle rozmowa z panią w trakcie kupowania powinna jej dawać obraz tego jaka jest nasza skóra, czego potrzebujemy, jakie zapachy lubimy. Wpychają do torebek byle co - jaki jest tego cel. Czy dziewczyna 25+ (umówmy się że tyle ;) ) naprawdę według nich przetestuje krem 60+ i po niego wróci? Bo na logikę, powinnyśmy dostawać coś, co będzie dla nas dopasowane, co nas zachęci do powrotu do perfumerii i kupna pełnego wymiaru...

      Usuń
  4. Jedna z firm wypuscila jasne probki ;) dior z nowym nude. O ile pamietam to numer 020 i jest jasny. Nie mam odniesienie do nc15, bo ja mam chyba nw20, ale dla mnie jest ciut za jasny (dior znaczy). A takw temacie, sama sie nad tym zawsze zastanawiam, ale akurat u siebie ten problem rozwiazalam, wszystko wysylam mamie, bo ona ma skorze w kolorze probkowym :p na tomiast ja po wtopie z el i guerlain nie kupuje nim mi nie odleja probki w kolorze, ktory chce testowac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 020 Diorowe jest mi właśnie tak o pół tonu do tonu ciemniejsze :/ albo ja już mam z głową... :/ Natomiast 010 <3

      Moja mama ma cerę ciemniejszą ode mnie może o pół tonu co też nie rozwiązuje problemu. U mnie poniekąd rozwiązaniem jest malowanie innych (nie jestem z zawodu wizażystką, niestety, ale moja mama, siostra czy koleżanki już coraz częściej u mnie bywają :)) ) - ale tutaj ze względów higienicznych korzystam tylko z próbek w tubeczkach - a nie tych saszetkowych.

      Oczywiście - ja też już bez kilkudniowych testów nie kupuję podkładu. Na szczęście nie mam problemu z pójściem do perfumerii i poproszeniem o próbkę konkretnego podkładu. Ale wiem, że niektóre dziewczyny nie są tak bezpośrednie i jest im ciężko "wysępić" próbkę, panie w sklepach tego nie ułatwiają :/

      Usuń
    2. Ja mam wyczajone punkty lub kobiety w punktach, ktore nie robia problemow ;) jak pierwszy raz poszlam pomacac armaniego, to mnie odrzucilo. Za drugim razem, mimo ze od razu zaznaczylam, ze nie kupie w ciemno, kobita zrobila full demakijaz i makijaz (wlasnie z kremem, zeby nie bylo), sama odlala do sloiczka i jeszcze powiedziala zeby sie zastanwoic, porpobowac etc. Of kurs, że pozniej kupilam ale po takich solidnych testach kazdy mankament bym znalazla ;)

      Usuń
    3. Ja też tak mam, w paru perfumeriach już wiedzą, co ze mnie za jedna i że jak coś mi przypasuje to po to wrócę, więc robią/dają próbki bez problemu. Jednak wielokrotnie czytałam na wizażu np. że dziewczyny się wstydzą poprosić o próbkę i się czasem nie dziwię - ochroniarze tylko krążą wkoło, panie często (choć mam wrażenie że już coraz rzadziej) oceniają po wyglądzie stan portfela i ogólnie czasem atmosfera jest niewesoła... A tu się nie ma czemu dziwić - zanim się wyda ciężko zarobione pieniądze chciałoby się wiedzieć co to za produkt...
      A krem Ci nałożyła taki jak stosujesz na co dzień? Czy jakiś ichni?

      Usuń
    4. Krem nalozyla mi armaniego, ale uzywalam go przez troche i jest taki jak moj tylko drozszy ;) tak samo lekki, ten sam czaswchlaniania i tak samo reaguje na podklad. A zemam w sloiku jeszcze 40ml to kremu ńie kupilam ;) tak czy siak, pani zapytala jakiego kremu na codzien uzywam, wiec chyba tez nie nalozylaby w ciemno cokolwiek badz byleby bylo.
      Ale wracajac do tematu, ja ten podklad ubostwiam uwielbiam i w ogole. A strasznie mnie podklady wkurzaja. Wiec jak masz mozliwosc, to przetestuj- ga, lasting silk uv. Game maja bogata, ja sama mam u ńich kolor 4,5 wydawaloby sie ze ciemńy, a wcale nie. Krycie mozna stopniowac bez efektu maski. Ja nawet nakladam go pod oczy zamiast korektora i maskuje idealnie cienie. Miodzio jest.

      Usuń
    5. Testowałam od nich Luminous Silk - dla mnie czwóreczka chyba była ok z tego co pamiętam. ale niestety trochę za szybko przyświecał ;) Muszę się mu przyjrzeć choć okazji za bardzo nie mam bo najbliżej mam GA w Poznaniu a tam odkąd skończyłam studia bywam bardzo rzadko... :/
      To bardzo fajnie i w sumie profesjonalnie że wypytała Cię o pielęgnację. Tak powinno być.

      Usuń
    6. Luminous mi nie lezal, lasting jest trwalszy no i zauwazylam, ze na mnie trzyma sie bez szwanku 14h, bez pudru etc. Nie matuje na sztywno, ale matuje bardzo przyjemnie. Luminous jest z zasady rozswietlajacy, wiec z zasady nie dla mnie. Ale skoro pisalam o studio fix, to myslalam ze mogloby Ci sie spodobac. Aha, kolory ponoc Nie sa zgodne w roznych produktach. Bo chcialam maestro przetestowac, ale a, nie moj kolor, b, jednak nie moja bajka, maestro to dla dziewiczej skory, a moja dziewicza nie jest :p

      Usuń
    7. No no, zdecydowanie bardziej wolę wykończenie w stylu Studio Fixa, dlatego ten Luminous mi nie do końca pasił... Ale tego Lastinga z chęcią przy okazji capnę w próbeczce :) lubię przyjemne maty :)

      Usuń
    8. Zaproponowalabym odlewke, ale sama wiesz, kolor :p chyba ze masz naprawde daleko, to moze przycupne nad kolorem dla Ciebie.

      Usuń
    9. spoko luzik :) jakoś ją skombinuję, muszę poszperać czy Armani jest gdzieś we Wrocku :) tam jestem częściej... ale dzięki za propozycję, będę pamiętać :)

      Usuń
  5. Numer 6 rządzi :)
    Nie tylko w Polsce jest taki problem – we Włoszech też mi dorzucają podkłady absolutnie nieodpowiednie dla mnie – mam cerę na poziomie MAC NW20/25.
    To wina samych firm kosmetycznych chociaż nie rozumiem, dlaczego nie postawić na kolory ‘naturalne’.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też tego właśnie nie rozumiem... Tak trudno jest zrobić badanie rynku, nie wiem jakąś sondę, ankietę w perfumerii, cokolwiek żeby sprawdzić jakie odcienie cer posiadają mieszkanki danego kraju/regionu...?
      Tak, Eisenberg to także i mój "faworyt" z tej cudownej dziewiątki... ;)

      Usuń
    2. Ja nauczyłam się prosić o próbki podkładów ‘pakowane’ do małych słoiczków :)

      Usuń
    3. dokładnie. Wolę jedną konkretną próbkę podkładu w moim kolorze niż trzy saszetki w odcieniu "dark as hell" ;)

      Usuń
  6. Mam podobne odczucia. Za każdym razem dostaję próbki utrzymane w odcieniach pasujących Brazylijkom. Moim zdaniem to wyrzucanie pieniędzy w błoto, jednocześnie połączone z zanieczyszczaniem środowiska. Ile osób skorzysta z takich próbek? Niewiele. A ile energii i pieniędzy zostanie przeznaczonych na ten cel? Gdzie potem lądują takie próbki wraz z saszetkami? Nie są to materiały ulegające degradacji. Oczywiście, nie jestem fanatyczką i nie twierdzę, że nie należy w ogóle produkować kosmetyków, bo wpływają negatywnie na środowisko. Mam na myśli bezmyślną emisję zanieczyszczeń. Jeśli ktoś z tego korzysta, to nie mam nic przeciwko. Nie jestem ekologiem przyczepiającym się do drzewa, ale jeśli takie próbki są skazane na śmietnik, to uważam to rozwiązanie nieracjonalne. Owszem, producent zyskuje w pewnym sensie rozgłos. Kojarzymy nowy podkład, ale czy my na tym cokolwiek zyskujemy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A o aspekcie zanieczyszczania środowiska to nawet nie mówię... O ile prościej byłoby na koniec zakupów zaprosić klientkę na stoisko kolorówkowe i zaproponować zrobienie próbki w odpowiednim odcieniu do słoiczka... Słoiczki dobrze czyszczone mogą być wielokrotnego użytku... A podkład wypróbowany w dobrym odcieniu może przyczynić się do kupna produktu pełnowymiarowego...

      Usuń
    2. Słoiczki to świetne rozwiązanie. Myślę, że mogliby nawet wprowadzić takie rozwiązanie, że jeśli przychodzimy z własnym słoiczkiem, to bez problemu robią nam odlewkę wybranego odcienia. Oni nie musieliby inwestować w opakowania, my stosowałybyśmy słoiczki wielokrotnego użytku, więc chociaż trochę zmniejszyłaby się sterta śmieci. Taki szklany słoiczek zawsze można wymyć i wyparzyć:) A odlanie odpowiedniego odcienia może przyczynić się do wzrostu obrotów perfumerii. W Sephorze i Douglasie bardzo często odmawiają odlewki, ponieważ nie mają odpowiedniego pojemnika. Jestem ciekawa, jak by zareagowali, gdybyśmy wyciągnęły własny słoiczek;)

      Usuń
    3. ja swoje bardzo często myję - szczoteczką do zębów, taką juz nieużywaną, zawsze sobie jedną na stanie zostawiam zapasową. Wyparzam, myję, suszę i czasem się przydają. Ja kiedyś tak poszłam po próbkę, zrobiły bez szemrania - wytrąciłam argument z reki. :))

      Usuń
  7. Też mnie to dobija... Fajnie, że ktoś poruszył ten temat. Obecnie mam kilka próbek podkładów i z chęcią też je sobie niedługo porównam, może w weekend...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa Twoich wniosków z takiego porównania :)
      Próbki w saszetkach w odpowiednich kolorach byłyby fajnym giftem (gratisem, podziękowaniem za zakup bo za to przecież je dostajemy) który można by wykorzystać np w podróży - tak by nie musieć brać całej butli podkładu ze sobą na trzy dni poza domem... A tak? Dostajemy coś co zaraz ląduje w koszu...

      Usuń
  8. Poruszyłaś bardzo ważną kwestię...też niejednokrotnie przeglądając próbki zastanawiam się, czy te kolory naprawdę aż tak zalegają im na magazynach, czy w reklamie pracuje statystyczna banda idiotów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha :D
      ja myślę że i jedno, i drugie po trosze...
      Jeśli zalegają na magazynach - proponuję wyciągnąć wnioski - widocznie te kolory w danym kraju słabo idą... co nie usprawiedliwia pchania ich gdzie popadnie :/

      Usuń
  9. W 100% popieram to co napisałaś. Próbki dorzucane do gazet lub przy kasie to jakiś żart. Mam wrażenie, że firmy, które to praktykują myślą "ciesz się, że w ogóle coś dostałaś". Mam u siebie cały stos takich cudownych podarków, zapewne 99% z nich nigdy nie użyję, a i dać nie ma komu bo wśród moich koleżanek raczej same bladziochy.
    Niestety zazwyczaj pozostaje mi kupowanie podkładu w ciemno co kończy się potem wielkim rozczarowaniem i stertą nieużywanych pokładów, które są za ciemne, nieładnie wyglądają na mojej skórze itp itd

    Ciekawa jestem bardzo co polecił Ci Twój znajomy wizażysta, którego i ja miałam przyjemność poznać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że niedługo zdradzę, co to takiego :)))

      Mam identycznie te same odczucia - a tak łatwo jest zachęcić próbką do zakupu... Sama szykuję się na jeden żel pod oczy Clarinsa którego próbki dostałam właśnie przy zakupach i który okazał się świetny :)
      A takie "bierz i nie marudź" to mnie wkurza niemiłosiernie :/ Ja ostatnio robiąc porządki w szafce z kosmetykami wywaliłam połowę tych próbek - bo i tak nie zużyję :/
      A nie możesz prosić o próbkę? Nawet ostatnio byłam świadkiem jak Pani w Rossmannie proponowała klientce że jej naleje w słoiczek podkładu z testera :) aż mi sie miło zrobiło, bo takie podejście widać bardzo rzadko...

      Usuń
    2. :O To żeś mnie teraz zaskoczyła! Ja ostatnio jedną panią w Rossmanie zapytałam o tester korektora, bo na półce nie było, to spojrzała na mnie jakbym co najmniej poruszyła zagadnienia fizyki kwantowej :/
      O próbki zdarza mi się prosić bardzo rzadko, jakoś nie mam do tego nerwów, ale chyba trzeba będzie to zmienić bo takie przygodne kupowanie kosztuje mnie zbyt wiele emocji oraz złociszy.

      Usuń
    3. Najbardziej takie kupowanie w ciemno niestety daje po kieszeni. Lepiej pokrążyć troche na trasie perfumeria-dom i potestować niż potem skończyć z kilkoma niepasującymi odcieniami.

      No, sama byłam w szoku. Co prawda pani zaproponowała że odleje w ten słoiczek co w Rossie można kupić taki podróżny, ale lepsze to niż nic. Najlepiej iść ze słoiczkiem od siebie. Wtedy nie będzie argumentu, że słoiczków zabrakło. Ja bym nawet wolała zapłacić 50gr za słoiczek ale żeby jednak przetestować to co się chce a nie to co producent (błędnie) uważa za właściwe dla nas...

      Usuń
  10. Te 9 odcieni, które zaprezentowałaś, to śmiech na sali... Również kompletnie nie rozumiem pakowania takich ciemnych podkładów do saszetek. Sama posiadam takich kilka i mogłabym, co najwyżej, użyć ich do konturowania twarzy muśniętej letnim słońcem - co trochę mija się z celem, jeśli chodzi o przetestowanie produktu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no niestety, żaden się nie nadał do nałożenia na twarz... :/ u mnie to chyba nawet konturowanie nie weszłoby w grę. muśnięta słońcem jestem na poziomie NC20 - żaden z tych kolorów nie jest nawet blisko...

      Usuń
  11. Chyba nigdy nie udało mi się trafić z próbką w idealnym dla mnie kolorze:)

    Poza tym co do dobierania podkładów...będąc ostatnio w Naturze byłam świadkiem jak ekspedientka razem z potencjalną klientką przeglądała wszystkie podkłady szukając tych nawilżających... a chyba od razu powinna wiedzieć gdzie takie znajdzie. Cóż, nie wszyscy używają matujących. Bo takich jest chyba najwięcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do kompetencji ekspedientek - to temat rzeka... :/ kiedyś jakieś dwie dziewczyny szukały matujacego topu z essence.. pani miotała się ze trzy minuty przed szafą, w końcu nie wytrzymałam, podeszłam, sięgnęłam topa i podałam laskom. Na co Pani stwierdziła "ależ Pani obeznana, jest Pani kosmetyczką?" "Nie. Jestę blogerę" ;) aż się cisnęło na usta...

      Usuń
    2. ja kiedys mowilam ze jestę blogerę i ze CA lakiery sa super ;p

      Usuń
    3. no i git :d chyba też tak zacznę!

      Usuń
    4. Czasami nie trzeba się aż tak znać bo to zwykle najprostsze rzeczy... Ostatnio również w Naturze dowiedziałam się, że mogę wybrać sobie perfumy po opakowaniu...kobietka nawet nie wiedziała jaki kolor perfum jest w środku, nie wspominając o znajomości zapachu. Powiedziała, że mogę sobie iść gdzieś indziej powąchać i wrócić jeśli mnie nadal będą interesowały.

      Usuń
  12. ja to nawet nie próbuję, od razu lądują w koszu ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja zawsze się jeszcze łudzę, że może tym razem, może jednak... eh ;)

      Usuń
  13. Swietny post! Niestety, mam jasna cere i czasem kiedy dostane probke czegos, co akurat chcialabym wyprobowac, laduje ona w koszu, bo jest o 3 tony za ciemna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czułam potrzebę napisania go już od jakiegoś czasu... :) i jak widzę, nie tylko mnie to denerwuje. Dlatego trzeba dziękować za gotowe saszetki, i prosić o zrobienie próbki w słoiczek w odpowiednim odcieniu.

      Usuń
  14. ja dostałam w wymianie podwójną próbkę podkładu z Sephory, jedna część jasna, druga ciemna... wrzuciłam ją kiedyś do kosmetyczki, którą zabrałam do chłopaka i byłam zmuszona użyć i na szczęście ta jasna była bardzo zbliżona do odcienia mojej cery... więc zużyłam i byłam uratowana przed imprezą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uf.. no mnie by raczej żadna z powyższych nie ratowała w takiej sytuacji... Chyba że któryś z mocniej napigmentowanych zmieszałabym wtedy z kremem... Dosyć że się udało :)

      Usuń
  15. o matko jakie to wszystko ciemne! i te próbki mają zachęcić do kupna? niby jak?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sama się zastanawiam. Bo nawet jeśli to ma świetną konsystencję i właściwości to jak ja mam to niby przetestować?

      Usuń
  16. przeczytałam :D hihi
    zgadzam się z Tobą absolutnie! też jestem w kolorystyce NC15 i nawet niektóre drogeryjne podkłady są dla mnie za ciemne i kupuję w Azji (Gerlę ;)).. saszetek takich też mam całkiem sporo, ale wiekszość w barwach na pewno nie dla mnie ;) nie rozumiem tej polityki! :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :*
      no właśnie testowałam ostatnio tę nowość od Gerlę i niestety 2 za ciemna :/
      te barwy to takie, wojenne, na zabawę przebierańców - za indianina można się zrobić... ale nie do chodzenia na co dzień, też tego nie ogarniam...

      Usuń
    2. Ktore gerle? Ja kretynka kupilam extreme 2, bo kolor taki na miare, a pozniej sie okazalo ze ciemnieje i wygladam jak tania tapeciara. Znaczy ze powinnam wziac jedynke i czekac az sciemnieje ;)

      Usuń
    3. noo, te nowe, co wyszły w dwóch wersjach, bardziej plynnej i bardziej kremowej... niestety - za ciemne :/

      Usuń
    4. To pewnie rozswietlajace :p skoro nie znam.

      Usuń
    5. a możliwe, kurczę no nie kojarze po nazwie... niestety wyglądało to tak, że nałożyłam, zmyłam i próbas do kosza... :/

      Usuń
  17. Ja tak jak i ty mam problem z tym. Kiedyś dostalam Diora 5ml i poszedł na konkurs bo beige. Zupełnie nie patrzą co dają, wwwwwrrrrrrrrrrr jak te głupie kremy na zmarszczki 5+ dla 24latki! Albo kremy z clinique do skóry tłustej. Ostatnio Panią w Duglasie musiałam wyedukować ze 3 kroki clinique dzielą się na rodzaje 1,2,3,4 aż mnie trafiało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, edukowanie pań w sklepach jest mocne... A najlepiej jak powiesz że Ciebie taki krem nie interesuje bo Ty masz 25 lat a nie 50 a one na to "to mamie proszę sprezentować". Ale to kurza twarz ja robię zakupy i ja zostawiam kasę u nich :/ też bym chciała coś dla siebie :)

      Usuń
    2. W takich momentach mów ale ja nie mam... ;( ona ...

      Usuń
  18. Jestem taka biszkoptowa ale mam ten sam problem:) na szczescie mam niemal sniada mame:)Polki uzywaja zbyt ciemnych podkladow? Testuja akurat probki z gazet:)! A ja...w sephorze to dostaje zawsze krem pod oczy, jestem dyskryuminowana:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! ja ostatnio robiąc porządek w szafce z kosmetykami odkryłam że kremów pod oczy mam na najbliższe 5 lat. chyba z 10 takich małych tubek z wszelakiej maści Diorami, Estee Lauderami, nawet coś od Gerlę... plus chyba ze cztery słoiczki clinique, plus dwie tubki podróżne z zestawów tego serum Clinique, plus słoiczek próbkę Estee lauder, plus dwa pełnowymiarowe kremy pod oczy od Glossybox :D mogłabym pół dzielni obdarować :D

      No chyba że tak, tej opcji nie wzięłam pod uwagę - biorą saszetkę z gazety i siup! a potem są Jole R. i inne takież ;)

      Usuń
    2. Masz mini wersje serum clinique pod oczy? Odsprzedaj :p mnie nie dali, a chcialam wyprobowac, czy cos moje cienie ogarnie.

      Usuń
    3. mam! możemy coś wymyślić - pisz na maila jakby co :)

      Usuń
  19. 6 to mój faworyt ;) Każdy chciałby miec swojego Kamila :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdecydowanie :D jest boska :D
      Kamil to skarb po prostu :))) jego rady są w 100% trafione :)

      Usuń
  20. Faktycznie kilka z nich nadawałoby się raczej dla pań kochających solarium niż przeciętnej Polki :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety... :/ mogliby wziąć rynek, target pod uwagę...

      Usuń
  21. Ja już nawet nie biorę tych próbek, jak mi je panie w Dougu wciskają. Wiem, że będą ciemne jak noc... Jak jeszcze używałam podkładów w płynie to od czasu do czasu zużywałam je do modelowania twarzy (fachowo nazywa się to chyba modelowaniem na mokro, czyli produktami płynnymi). Wtedy większość była świetna jako bronzery. Obecnie już tak nie mogę, bo na suchego minerałka nie da się nałożyć płynu.
    Btw. odcień nr 6 :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam w klubie mminerałoholiczek :)
      Choć czasem potrzebuję większego krycia, bo na co dzień minerały dają ładne krycie, ale jak się wybieram np na zakupy i wiem że dużo będę łazić w sklepowym świetle które jest paskudne to lubię podkład jeszcze lepiej kryjący - "tradycyjny" :)

      Usuń
    2. No tak, w perfumeriach można dojrzeć na twarzy różne rzeczy, których w domu się nie widzi.;) Podkład mineralny wydaje mi się wtedy jakiś taki prześwitujący. Nie dziwne, że ekspedientki noszą taki gruby mejkap.

      Usuń
  22. Problem z próbkami mam i zawszę patrząc (z głupią nadzieją) na odcień wyrzucam je później do kosza, albo daje babce z ciemniejszą karnacją. Ja jestem takim bladziochem, że nie znalazłam jeszcze odpowiedniego odcienia podkładu. Zaczynam zastanawiać się nad minerałami, albo BB kremami. Od zawsze denerwuje się, czemu do licha firmy nie mogą wprowadzić bardzo jasnych podkładów w swoje kolekcje? To jakieś droższe przedsięwzięcie, czy jak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! jest bilion podkładów w ciemnych odcieniach a czemu jest taki mały wybór tych w jasnych? Przeważnie jeszcze jest tak, że jak juz coś jest jasnem to przeważnie w różowej tonacji. Szkoda, że potrzebuję w żółtej :/ Nie wiem już sama, czy jasny pigment jest droższy??? :D niech mi to ktoś mądry wytłumaczy!
      Pomyśl nad minerałami, tylko z nimi jest ten problem, że trzeba dobierać w ciemno, ewentualnie na podstawie zakupionych próbek. I czasem to trochę zajmuje, choć ja na szczęście wstrzeliłam się i w edmy, i w blusche, i w Lucynę.

      Usuń
  23. Haha podklad nr 6 mnie rozwalił:) ja nigdy nie biore próbek... Nie dosc ze mam karnacje typowo żółta, to jeszcze mega jasna taka moze jak twoj podklad z MAC:) tak wiec jak nie trafie w konkretnie zolty odcien to przebija sie albo pomarancz albo rożw podkladach... Tak wiec nigdy nie uzywam probek:( a szkoda bo gdyby byly tak zroznicowane kolory ale jasne to moze by sie na cos przydaly:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 6stka rządzi... :)))
      Pamiętam Twoją jasną karnację, którą do dzisiaj jestem zachwycona <3
      Fajnie by było gdyby jednak nam się tez na coś te próbki przydawały...

      Usuń
  24. Twój tekst powinien być wysyłany do większości firm :) Masz oczywiście 100 % racji w tym wszystkim. I przykre jest to, że firmy kosmetyczne się nie budzą z tego letargu...

    Zazwyczaj mam próbki z gazet i prawie zawsze jest radosny pomarańcz :-)

    Ja akurat nie jestem taka zupełnie jasna i zazwyczaj używam ''środkowych'' odcieni - jakbym to mogła określić. Zazwyczaj wszelkie kolory typu sand i nude są ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) powinien, tylko czy to by coś zmieniło?

      "radosny pomarańcz" padłam :D

      Zazdroszczę przynalezności do tej bardziej dostępnej na rynku gamy kolorystycznej!

      Usuń
  25. Też jeszcze nigdy nie udało mi się wypróbować podkładu z próbki. I nienawidzę za ciemnych podkładów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w ogóle nie byłabym w stanie wyjść z domu ze świadomością, że mam choć troche za ciemny podkład... mam wrażenie że wszyscy dookoła to widza i sie śmieją :D
      ale ja mam różne takie swoje dziwactwa ;)

      Usuń
  26. Niestety jeżeli chodzi o podkłady w gotowych próbkach to zazwyczaj je po prostu wyrzucam. To przykre, że firmy nie słuchają swoich klientek, bo gdyby zrobiły chociaż powierzchowny research w internecie na europejskich stronach to wiedziałyby, że te durne próbole są za ciemne.
    A co do stacjonarnych drogerii i perfumerii: Jeżeli dawanie próbek tak bardzo boli to myslę, że dobrym rozwiązaniem byłoby już sprzedawać te odlewki, próbki czy cokolwiek za jakieś grosze. Mi nigdy jeszcze nie udało się dostać próbki podkładu, słyszę tylko: "nie ma", "nie możemy dać" albo "niech pani kupi to się dowie czy jest dobry"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak mam wydać 150-200zl na podkład (te ceny u nas są w ogóle kosmiczne, to temat na inny post) to niestraszne byłoby mi wydać 1zł na 1-2ml wlane do słoiczka a wolałabym sprawdzić kolor, konsystencję, zachowanie podkładu niż kupić kota w worku :/
      "nie ma" też często słyszałam. Jakbym usłyszała "nie możemy dać" - poprosilabym kierowniczkę, podobnie gdybym usłyszała "niech pani kupi to się Pani dowie..." Po co są w takim razie testery? To tak jakby w obuwniczym zakazali przymierzania i kazali buty kupować w ciemno... "Niech Pani kupi, wtedy pani zobaczy czy wygodne" - kpina. Gdzie tak usłyszałaś? Aż jestem ciekawa!

      Usuń
  27. DOSKONALE Cie rozumiem. kupuje zawsze(prawie zawsze) najjasniejsze podklady z gamy. jeszcze nigdy w zycu nie uzylam podkladu z probki ktora gdzies dostalam, kupilam z gazeta etc. nigdy nie spotkalam w gazecie podkladu o odcieniu Ivory...

    Jak chce nowy podklad to musze isc do perfumerii i prosic o probki. a niestety z perfumeriami jest tak ze czasami panie wydaja sie byc obrazone ze ja chce probke! bo malo w testerze bo costam.. i jak mam przetestowac?
    chcialam w ciagu miesiaca zdecydowac sie tez na jakis nowy podklad i powiem Ci ze nie mam pojecia po co siegnac...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, szkoda że te wszystkie próbki lądują w koszach :/ marnuje się taki potencjał.

      W gazetach - za ciemne a w perfumerii foch. Nie ogarniam. To zależy im żeby sprzedać czy mają to gdzieś? :/

      A w jakim przedziale cenowym szukasz? Może coś podpowiem!

      Usuń
  28. nie dodam nic nowego, Ty i dziewczyny już wszystko napisałyście
    ja blada jestem strasznie, tyle podkładów co miałam ... to.. żadnego nie miałam dobrze dobranego
    do czas aż natrafiłam na minerały, tu już jest lepiej... no ale w drogeriach ich chyba nie dostaniemy (ew. pseudo minerały) :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alineczko - niestety z minerałami to sporo biegania, w drogerii nie przetestujesz (tych minerałó prawdziwych, EDM, Lucy, Blusche, Meow, itp.) - można jedynie posiłkować się netem i swatchami. Trochę siedzenia w temacie i nieźle można się z kolorem wstrzelić.

      Usuń
  29. Ja jakoś nie mam problemu z proszeniem o próbkę. Mam takie prawo, więc je wykorzystuje skoro mogę sobie najpierw przetestować produkt przed kupnem i zamierzam wydać na niego trochę więcej kasy. Dla mnie to naturalne, że mogę sobie zażyczyć aby mnie pomalowali tym bronzerem czy zrobili próbkę podkładu. Nie spotkałam się nigdy z odmową zrobienia próbki w Douglasie za to w Sepho często są chamscy wobec klienta chyba tylko jedną konsultantkę tam u siebie lubię. A odnośnie tych próbek i odcieni to masz rację ;) Ja nie jestem jakaś blada, ale zawsze jeśli jest w miarę znośna kolorystka to biorę zwykle 2, 3 odcień z kolei. A odnośnie próbek to póki co panie w Douglasie nie ładują mi kremów dla 60 i jeśli nie wiedzą co mi dać to zwykle dostaje próbki perfum.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, każdy z radością czytam i zapewniam, że na każdy postaram się odpowiedzieć najszybciej jak się da.

Bardzo Was proszę o niezostawianie w komentarzach bezpośrednich linków do blogów. Uwierzcie mi, ja też szukam fajnych blogów i jeśli zainteresuje mnie Wasz komentarz - poradzę sobie ze znalezieniem Waszego bloga.
Komentarze obraźliwe lub mające na celu wyłącznie autopromocję, a także wszelkiej maści spam będą od razu usuwane.

Copyright © 2014 Sweet & Punchy , Blogger