czwartek, marca 10, 2011

The Body Shop - masła do ciała / The Body Shop - body butters


Moimi ulubionymi produktami firmy The Body Shop są zdecydowanie masła do ciała. I od nich chciałabym zacząć opisywanie moich doświadczeń z tą marką :) 

Aktualnie mam na wykończeniu dwa duże opakowania (200ml) masełek w wersji zapachowej Brazil Nut (orzech brazylijski) i Blueberry (jagodowe) oraz jedną miniaturkę (50ml) Cranberry Joy (soczysta żurawinka). Poprzednie dwa które już miałam okazję używać to Almond (migdałowe) i miniaturka Coconut (kokosowe). W zasadzie za całą recenzję powinien wystarczyć sam fakt, że w mojej kosmetycznej skrytce w korytarzu czeka już 5 kolejnych masełek, z czego aż 4 będą dla mnie "powtórką z rozrywki" :) Zrobiłam sobie przy okazji wszelakich zniżek małe zapasy - zakupiłam ponownie wersję migdałową, jagodową, żurawinową i kokosową :) Nowością będzie dla mnie masełko o zapachu Passion Fruit (passiflora).
A więc zaczynajmy :)

My favorite The Body Shop products are definitely their body butters. That's why I'd like to tell you a bit about them at the very beginning. :)

Right now, I'm finishing two big (200ml) body butter jars: the Brazil Nut and Blueberry versions and one mini (50ml) - Cranberry Joy. I already had the Almond and Coconut ones as well. To be honest, the best review I could possibly write is this: I have a huge backup of these butters in my secret drawer, and I'm already familiar with 4 out of 5 of them. During all possible sales I've stocked up on the almond, blueberry, cranberry and coconut versions. The new one that joined this "family" is the Passion Fruit body butter.
So, let's move on to some details :)



Brazil Nut Body Butter - to masełko przeznaczone do skóry suchej. Bardzo lubię jego zapach, jest bardzo delikatny, przyjemny lekko słodki ale nie mdlący. Trudno mi go z czymś porównać wywołuje odległe skojarzenie z karmelem, na skórze robi się odrobinę bardziej orzechowy. Zdecydowanie nie jest to zapach mdlący ani drażniący. Bardzo podoba mi się konsystencja tego produktu: jest jakby zwarta, wygląda na dość toporną, typowo masełkową, mam nadzieję, że zobaczycie na fotce o co mi chodzi :) Jego aplikacja nie sprawia problemów, na skórze lekko się topi i rozsmarowywanie go to sama przyjemność:) 

Brazil Nut Body Butter -  for those of you with dry skin. I really enjoy the scent, it's very delicate, pleasant, slightly sweet but not sickening. It's difficult to describe, the closest similar thing that comes to my mind is caramel, which turns more nutty when applied onto the skin. It is not annoying! I like the texture of this product: it's sort of thick, looks like typical butter, hope you'll get what I mean from the swatches :) The application is flawless, it melts on the skin and it can easily be smeared all around. :) 

Blueberry Body Butter - to kolejny dobry wybór dla posiadaczy skóry suchej, tym razem o zapachu zdecydowanie świeżym, owocowym, wręcz musującym. Pamiętam że początkowo nie przypadł mi jakoś szczególnie do gustu, ale na szczęście po kilku aplikacjach zmieniłam o nim zdanie całkowicie :) Przypomina mi jagodowy jogurt, ma w sobie jakąś taką rześką nutę - bardzo apetyczny. Konsystencja tego masełka jest inna niż poprzedniego przeze mnie opisanego, co nie znaczy wcale, że gorsza! O ile w przypadku orzecha brazylijskiego mamy do czynienia z konsystencją a'la masło, tutaj wygląda to jak bardzo bogaty gęsty krem. 

Blueberry Body Butter - another good choice for the dry skin owners, this time in a very fresh, fruity almost fizzing version. I remember I did not quite like it the first time I sniffed it, but luckily I've changed my mind completely :) It reminds me of a blueberry joghurt, reviving and fresh - very yummy! The texture differs significantly from the brazil nut version, but this does not mean it's worse! The previously described product is rather butter-like, and this one resembles a very rich thick cream.





 Brazil Nut Body Butter, Blueberry Body Butter

Cranberry Joy Body Butter - to jedna z trzech limitowanych Świątecznych wersji zapachowych, przeznaczona do każdego rodzaju skóry. Aromat jest ciekawy. Najpierw nasz nos zostaje zbombardowany soczystą, lekko kwaskową świeżością po to tylko by za chwilę poczuć przyjemną słodycz. Zdecydowanie najdłużej utrzymujący się na skórze zapach, choć, tak jak wszystkie, z czasem łagodnieje i nie jest z pewnością męczący dla nosa. Konsystencją zbliżony bardziej do wersji jagodowej. 

Cranberry Joy Body Butter - one of three limited edition Christmas lines, for all skin types. An interesting smell. At first, our nose is attacked by a juicy, slightly sour freshness only to be calmed down by a calming sweetness. The scent lingers on our skin for quite a while, though, as in the case of other butters, it gets toned down a bit. The texture is more similar to the one of the blueberry version.

Coconut Body Butter - o ile dobrze pamiętam, zaczęłam swoją przygodę z tymi masłami właśnie od miniaturki kokosowego, które jest przeznaczone do skóry normalnej/suchej. Jako miłośniczka kokosanek, Bounty i wszystkiego co ma w sobie kokosowe wiórki bądź aromat zachwyciłam się jego zapachem. Wiele kosmetyków na rynku tylko obiecuje kokosowy zapach a w rzeczywistości otrzymujemy mdły sztuczny aromat, często daleki od kokosa. Masełko TBS dość wiernie oddaje słodkość kokosa jednocześnie będąc na tyle delikatnym żeby nie zemdlić. Podobnie jak wersja Orzech Brazylijski tak i Kokos ma masłowatą konsystencję.

Coconut Body Butter - as far as I remember this was the first TBS butter that I've ever used, it is supposed to be used by those with normal to dry skin. I love coconut cookies, Bounty, and all that contains coconut or smells like it - that is why I'm head over heels in love with this body butter. A lot of products on the market offer coconut scents but what we receive instead is an artificial, often sickly smell. This butter is different - it is a true coconut aroma, yet delicate enough not to make you feel dizzy. It is similar in texture to the Brazil Nut version.

Almond Body Butter - również przeznaczone do skóry normalnej i suchej, tym razem o konsystencji kremowej podobnie jak masło jagodowe. Podobnie jak przepadam za zapachem kokosa, czy np. anyżu (TBS - zróbcie masełko anyżowe!!! :D ), lubię także wszystko, co migdałowe. Z jednym małym zastrzeżeniem. To musi być udany migdał, bo ten aromat niestety bardzo łatwo zepsuć i stworzyć zamiast niego słodki mdlący ulepek. Mam taki jeden balsam do ciała, z Farmony (link do KWC: http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=33537&next=1) i po prostu wymiękłam. Użyłam go raz i niestety wylądował głęboko w szafce. Uparłam się też, że dotrwam do końca żelu pod prysznic  Lirene (KWC: http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=31608&next=1) o zapachu migdałowym, choć jest to trudne zadanie. Dla mnie powyższe aromaty są dość sztuczne i zdecydowanie za słodkie. Masełko do ciała TBS może się na pierwszego niucha wydać podobne. Ale rozsmarowane na skórze staje się delikatne i na szczęście wcale nie czuć sztucznością. Zapach taki otulający, że spokojnie można po wchłonięciu się masełka pójść spać. Mój faworyt po zimowym wieczornym prysznicu. :)

Almond Body Butter - also for normal and dry skin, this time the texture is more like that of the blueberry version. As much as I love coconut or anise scented cosmetics (TBS please, please introduce anise version of this butter!!! :D), I also love everything that smells like almonds. With one condition: it has to be a nice smell, becuse this one can actually be easily changed into something unbearable. I have two products in my stash, a body lotion (used once and hidden deep in my drawer immediately) and a shower gel (somehow managed to almost finish it), whose smell could kill: too intense and way too sweet and artificial. The almond butter by TBS may seem a bit too much at the first sniff. Fortunately, when applied on the skin, it turns quite delicate and nose-friendly. It is a smell that makes me feel comfortable, relaxed, you can go straight to bed once it's absorbed. My favorite balm after a bath or shower in winter. :)


W zasadzie wszystkie masełka mają podobne właściwości więc mogę je opisać zbiorczo. :)
Actually, all of these body butters have similar properties so I can describe them as a whole :)

Działanie. Mam suchą skórę i do tego twardą wodę w domu... Te masełka doskonale odżywiają i nawilżają skórę, pozostawiając ją miękką na długo po prysznicu. Smaruję się nimi wieczorem i następnego dnia moja skóra nadal jest w dobrej kondycji. Niestety, nie mogę tego samego powiedzieć o np maśle z Yes To Carrots! Po pierwszych dwóch użyciach może jeszcze jakoś dawało radę, po czym przestało robić cokolwiek.

How it works. My skin is dry and the water in my house is very hard...These butters nourish and moisturize my skin, leaving it soft for a long time after the shower. I apply it in the evening, and on the next day my skin still feels comfortable. Unfortunately, I can't say the same about for example Yes To Carrots! body butter. It worked for one-two applications and did nothing later on.

Zapach. Pachną intensywnie w momencie otwarcia pudełeczka.  Kiedy wmasujemy masełko w skórę, zapach nie przytłacza, jest delikatny ale wyczuwalny.

The smell. The smell is intense the moment you open the jar. Once we pat it onto the skin the smell is no longer so strong, it's delicate but still lingers on.

Wchłanianie. Chwilę zajmuje zanim się wchłonie, ale nie oszukujmy się: nie można oczekiwać od masła żeby jednocześnie łatwo się nakładało, błyskawicznie wchłaniało, długotrwale nawilżało, odżywiało itd. A przynajmniej ja nie znalazłam takiego ideału - jeśli macie takowy to proszę o namiary ;) Ja smaruję nim głównie łydki, dekolt i ręce, gdyż głównie te partie mojego ciała wymagają solidnego nawilżenia. Po czym przechodzę do rytuałów demakijażowo-pielęgnacyjnych, mycia zębów itp. Przez ten czas, czyli jakieś 10 minut masełko ładnie się wchłania, pozostawiając skórę miękką i odżywioną.
Testowałam dość popularne u nas masła Mineral Care SPA w dwóch wersjach zapachowych. Powiem tylko tyle: rozsmarowywanie ich na skórze tych maseł to katorga, zostawia biały trudny do wmasowania ślad.

How it absorbs. It takes a while, but let's be clear, you can't have it all: easy application, quick absorption, long lasting moisturizing and nourishing effect... Do such products exist? Let me know! ;) I use this butter mainly on my calves, decolette and hands - these are the parts of my body that require most attention. Once the cream is on, I move on to my makeup-removing and skin care routine etc. This leaves around 10 minutes for the body butter to soak in completely, leaving the skin soft and nice. It is superb in comparison to other butters, like the popular Mineral Care SPA body butter,(which is horribly hard to massage in evenly).

Cena. Masła te kosztują 65zł za 200ml.Występują też w innych pojemnościach: 50ml kosztuje bodajże 20zł, 400ml - 90zł. Ale jeszcze to sprawdzę. :) Zdaję sobie sprawę z faktu, że 65zł to sporo na nasze polskie warunki. Zwłaszcza, że dosyć dobrej jakości balsam do ciała Nivea kosztuje około 14-15zł. Cóż. Bez masełka The Body Shopu zdecydowanie można przeżyć :) Ale co to za życie. ;) Żartuję. Dla fanek ciekawych zapachów i naprawdę porządnego nawilżenia masełko może być fajnym prezentem. Można też poczekać trochę, zwykle w okresie po Świętach Bożego Narodzenia są na nie promocje i można dostać opakowanie 200ml w cenie 33zł. O ile 65zł może być sporym obciążeniem dla budżetu, o tyle raz w roku można sobie pozwolić na odrobinę luksusu za 33zł :) W sklepie są testery, można masełka nałożyć na skórę, przejść się i sprawdzić jak będą się zachowywały na skórze. W ten sposób ograniczymy możliwość kupna zapachu, który nie będzie nas satysfakcjonował. :)

The price. These are 12,50 GBP per 200ml.They also come in smaller (50ml / 5 GBP) and bigger (400ml / no price visible online so far) packaging.12.50 GBP is not super cheap, I know. You can definitely live without these butters :) But what kind of life is it? :) Joking. It can be a nice gift for someone who likes nice smells and great nourishing. You can also wait until the post-Christmas time and get them at half the price. 12,50 GBP can be a lot, but then half of it is not that much and one can afford some luxury from time to time, right? There are testers available in the shops, so you can apply the butters, see how they work, smell etc.

 Porównanie wielkości opakowania: 200ml vs. 50ml
Packaging comparison: 200ml vs. 50ml 

Opakowanie. W mojej opinii bardzo wygodne, poręczne i praktyczne. Jesteśmy w stanie zużyć produkt do samego końca. 

The packaging: In my opinion it's very comfortable and handy.  We can use every gram of the product, till the very end. 

 Tym samym dziękuję za uwagę każdemu, kto przetrwał i przeczytał moją przydługawą recenzję do ostatniej linijki :))) 

Big thanks to all of you who mede it till the end and read the whole review :)))  

29 komentarzy:

  1. "Apetycznie" Wyglądają ;D
    Jeśli chcesz dostawać kosmetyki Maybelline BY za free to zapraszam do czytania mojej notki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kokos i orzech brazylijski to takie moje zapachy;) przyjrzę się im podczas wizyty w TBS;) Używałam masełka o zapachu mango i tez był całkiem przyjemny;)

    OdpowiedzUsuń
  3. czytając Twoje posty prawie zawsze czuję się rozgrzeszona;) bo myślałam, że tylko ja mam takie zapasy;) passiflora jest obłedna - mam znów, bo zapach bardzo lubię. Poza tym mamy te same masła - w końcu grezechem byłoby nie korzystać z takich promocji... no i jeszcze mam miniaturki moringi i truskawki (cytryna wydana), a ze świątecznych wanilię w zestawie

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też mam trzy masełka z TBSa - orzech, shea i mango... Bardzo lubię orzecha i mango, nie testowałam jeszcze shea (mam 9 balsamów do ciała :o)
    Niedługo będzie i u mnie recenzja, więc zapraszam serdecznie do siebie ;)

    http://blackandredcosmeticsmaniac.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Masełka wyglądają fajnie, mają zachęcające opakowania i zapachy, uwielbiam masła i tak jak Ty stosuje je na najbardziej wysuszone partie ciała, cena promocyjna bardzo przyzwoita. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja polecam Mango, jest świetne :) Super nawilża i na długo!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam masła do ciała z TBS, szkoda że mam ograniczony dostęp do nich :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Agniecha4791--Doskonale Cię rozumiem. Miałam już mango a teraz używam Satsumę.......

    OdpowiedzUsuń
  9. cookie: ano, wyglądają :) i co tu poradzić :)) od czasu do czasu jakieś warto kupić :)

    ewwwa, greatdee: mango też mnie kusi :D ale póki co na wishliście na pierwszym miejscu widnieje brzoskwinka ;)

    barwy.wojenne: to miło mi to słyszeć, bo to rozgrzesza tez mnie ;) bałam się że tylko ja tak namiętnie pewne rzeczy chomikuję ;) zdradzę w sekrecie, że następny post o TBSie będzie dotyczył żeli pod prysznic ;) moringa jakoś raczej do mnie nie przemawia, ciut za hmmm duszna... a teraz mówię, jeszcze brzoskwinia, satsuma na pewno i może malinka ;) jak widać wiosna i lato idzie bo bierze mnie na bardziej owocowe, lekkie aromaty ;)

    Veronico: dzięki za zaproszenie :) miło wiedzieć że kolejna fanka masełek się melduje :))

    nurka: opakowanie to duży plus :) a co do partii ciała, ja inne nawilżam innymi lżejszymi kosmetykami, lub co tu dużo gadać, wcale ;) bo w innych miejscach sucha skóra jakoś tak nie dokucza... ale oczywiście wszystko wedle aktualnej potrzeby...

    Ale się cieszę Dziewczyny, że tak nas - fanek tych masełek - dużo :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam aktualnie Żurawinkę, którą absolutnie ubóstwiam! :) Myślę że dokupię jej do towarzystwa kokoska, magno.. i może polecanego migdałka? :) Polubiłam ten zapach :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ewesko: ja czasem bywam we Wrocku, jak nie masz do nich dojścia to służę pomocą w zdobyciu :)

    Aga: satsuma jest świetna też, tzn nie miałam masła ale mam mini komplecik żel pod prysznic i balsam do ciała, taki żelowy szybko wchłaniający się, super po siłce jak się kąpię rano, takiego kopa daje pozytywnego :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Aliss: Żurawinka genialna :) cieszę się że upolowałam ją dużą :) kokosek jest świetny!

    OdpowiedzUsuń
  13. kusisz Kasiu :) chyba będę musiała wypróbować jakieś masełko :)

    OdpowiedzUsuń
  14. No nie! :)
    Kusisz tylko! :)
    Właśnie ostatni kręcę się koło tych masełek i coś mi nie idzie, bo w portfelu pusto, ale jak tylko będzie mały przypływ pieniędzy, to polecę i kupię miniaturkę.
    Myślisz, że nadają się na lato?
    P.S.: Miałaś może jakieś doświadczenia z masełkiem do ust? ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Witaj Kasiu, mam nadzieję,że nie sprawię kłopotu zadając pytanie nie związane z notką. Chciałam się zapytać jak sprawuje się Chez Chez Lame? Czy też masz wrażenie, że drobinki po kilku użyciach się powiększyły? Na początku był super taflowy prawie w typie frost, a teraz przy ostrzejszym świetle 'migocze' dosyć intensywnie hmm... zastanawiam się czy może nie składa się z różnych warstw?

    OdpowiedzUsuń
  16. Agniecha4791- latem Satsuma orzeźwia i zimową porą dodaje otuchy, że wiosna już tuż tuż...

    pommette - też odnoszę wrażenie ,że Chez chez Lame trochę za bardzo się "zdrobiniło" po dłuższym użytkowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  17. Marti: koniecznie wypróbuj :)

    Skondundowana Panno: (ale masz długiego nicka :)) ) Polecam, moim zdaniem to dobra inwestycja, także na lato, bo stosuję je już ponad rok, właściwie bez przerwy :) Na lato tylko poleciłabym jakiś świeższy zapach, typu malinowe albo jagodowe, i właśnie te mają tą inną bardziej gęsto-kremową niż masłowatą konsystencję. Masełko do ust muszę zrecenzować. Mam wersję Papaya (były kiedyś w promocji przy kasie za 10zł) i bardzo je lubię bo fajnie pachnie i bardzo przyzwoicie nawilża usta - to z tej serii: http://www.thebodyshop.co.uk/_en/_gb/catalog/product.aspx?ParentCatCode=C_SkinCare&CatCode=C_SkinCare_LipCare&prdcode=29902m (Ja osobiście nie polecam tylko takich masełek z innej serii, mam właśnie żurawinowe takie: http://4.bp.blogspot.com/_lHECU9qpCfY/S9GJSJWUtYI/AAAAAAAABJo/GpsYj70LIKQ/s1600/body+shop+cranberry+lip+balm.jpg i strasznie wysuszyło mi usta, ale czytałam gdzieś, że one były kiepskie. Także te co wyglądają tak jak małe masełka do ciała - to jak najbardziej polecam. Moja Mama ma wersję orzech brazylijski i też jest zadowolona.

    pommette: użyłam go dopiero kilka razy i szczerze mówiąc nie zwróciłam uwagi, choć sądzę, że gdyby coś się zmieniło to blink blink jakieś bym zauważyła... aczkolwiek dzięki za zwrócenie mi uwagi na to zjawisko, będę mu się bacznie przypatrywać i jak coś w ten deseń zauważę to zamelduję! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. oj Aga, pommette, nie dołujcie mnie Chez to taki piękny rozświetlacz.... będzie mi niezmiernie smutno jak się z nim stanie to co piszecie...

    OdpowiedzUsuń
  19. lubie maselka TBS ale nie zawsze przekonuja mnie zapachy...

    Zapraszam po odbiór wyróżnienia :))
    http://cosrocewokowpadnie.blogspot.com/2011/03/sunshine-award.html

    OdpowiedzUsuń
  20. Zgłasza się kolejna wielbicielka masełek TBS. Póki co przerobiłam żurawinę (wersja zima'08), marakuję/passiflorę (zwał jak zwał) i malinę, ale i tak moim ulubieńcem jest, a raczej był imbir (bodajże lato'09). Co prawda to nie było stricte body butter, a whipped body souffle, ale w zasadzie też jest gęste i masełkowate. Właśnie zużywam ostatnią zachomikowaną sztukę :(

    A powiedz mi czy brazil nut da się używać wiosną czy mimo wszystko nawet dla suchej skóry będzie za ciężkie? Bo czeka na mnie do odbioru u siostry i się zastanawiam czy będę mogła go od razu w kwietniu otworzyć czy jednak sobie odpuścić i odłożyć je co najmniej do jesieni, a póki co dokupić np. gejpfrucika ;)

    Z tym anyżem też popieram!

    A tak poza tym, to zapraszam do mnie http://duperelles.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. no to chyba wstyd, ze ja jeszcze zadnego nie mialam! musze to nadrobic skoro Ty ich uzywasz hurtowo:D

    zapraszam po odbior wyroznienia:)

    http://shpcdream.blogspot.com/2011/03/tag-sunshine-award.html

    OdpowiedzUsuń
  22. ja równiez mam skóre sucha i chyba sie na nie skusze ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. wyróżniłam cię w tagu :) http://mymakeupmoments.blogspot.com/2011/03/tag-sunshine-award.html

    OdpowiedzUsuń
  24. dziękuje dziewczyny za wyróżnienia! :* kolejny tag! się namnożyło :) podejmę pewnie udział w zabawie tylko czas goni a mam Wam trochę do pokazania znów :)

    maus: a które wersje zapachowe Cię rozczarowały?

    mag: a imbir to był taki imbir, prawdziwy? znaczy, surowy? :)) lubię! co do brazil nut: ja nie odczuwam ciężkości konsystencji na skórze bo one się dość dobrze na mnie wchłaniają, natomiast mój nos jest dość wrażliwy na zapachy i mam tak jakoś dziwnie, że jak tylko zrobi się cieplej, od razu jest żądny świeżych, kwaśnych, owocowo-cytrusowych zapachów. Podczas gdy zimą lubię się otulać zapachami ciepłymi, słodkimi, mogą być cięższe. Także ja akurat nie na konsystencję patrzę a bardziej na aromat :) tym bardziej jeśli masz suchą skórę to kieruj się raczej nosem a nie ciężkością, bo Ci się wchłonie każdy :)

    dimku: no koniecznie wypróbuj! tak, myślę że to już można nazwać hurtem :D

    Kate6924: polecam, zwłaszcza te z serii specjalnie dla takiej skóry przeznaczonej.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ano taki prawdziwy, bez dodatków, ale lekko cytrusową nutkę w sobie ma. Zresztą poczytaj sobie sama - tu masz masło http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=22691&next=1 (widzę, że zapomniałam ocenić :o ), a tu scrub, który też był świetny http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=22691&next=1
    Co do zapachów i pór roku mam dokładnie tak samo, dlatego tym bardziej skłaniam się ku schowaniu duetu brazil nut w zapasach, a dokupienia wspomnianego grejpfurta.
    No a ta moja skóra taka znów ekstremalnie sucha nie jest, ale w sumie tylko w upały miałam problemy z wchłanialnością maliny. Tyle tylko, że ona w ogóle średnia była :/

    OdpowiedzUsuń
  26. Ulala Kasiaj ty to masz masełek :) ale dzięki Tobie i ja skusiłam się w okresie promocji na migdała i nie żałuję bo to masełko zapachem i właściwościami mnie uwiodło :)zapewne jeszcze na nie się skuszę - w okresie promocji! :D

    OdpowiedzUsuń
  27. mag: dzięki za linki :) coś jest w tych zapachach na konkretne pory roku, naprawdę. Więc jeśli masz tak samo to rzeczywiście lepiej kupić coś świeżego :) u mnie to będzie jeszcze chyba ta satsuma, tylko przy ostatniej wizycie we Wro MAC mnie tak zaabsorbował, że zapomniałam wejść do TBSu :) o dobrze wiedzieć o tej malinie. :)

    Shpilko: bo ja tak kuszę w ogóle ;) sorry :) haha. Ale cieszę się że migdał podpasował :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Blueberry,Brazil Nut i Moringa rzadza:) moze nie jest to szczyt pielegnacji bo nie do konca zaspokokajaja moje potrzeby ale zapachy mnie uwodza:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Hexx: to kurczę aż dziwne... Dla mnie nie ma lepiej nawilażających kosmetyków, ale przecież nie od dzisiaj wiemy, że co jednemu pasuje to niekoniecznie podpasuje innemu :) to mogę spytać co zaspokaja Twoje potrzeby nawilżenia skóry? :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, każdy z radością czytam i zapewniam, że na każdy postaram się odpowiedzieć najszybciej jak się da.

Bardzo Was proszę o niezostawianie w komentarzach bezpośrednich linków do blogów. Uwierzcie mi, ja też szukam fajnych blogów i jeśli zainteresuje mnie Wasz komentarz - poradzę sobie ze znalezieniem Waszego bloga.
Komentarze obraźliwe lub mające na celu wyłącznie autopromocję, a także wszelkiej maści spam będą od razu usuwane.

Copyright © 2014 Sweet & Punchy , Blogger