2016/05/27

M·A·C Vibe Tribe: zakupy


W tym roku kolekcja wakacyjna M·A·C inspirowana jest, według twórców marki, letnimi festiwalami pod chmurką, sztuką i kolorami pustyni. Kolorowe opakowania przyciągają wzrok, barwy ziemi i nieba kuszą. Dzisiaj kilka słów o moich zakupach. 



Od dawna planowałam zapoznać się z bronzerem Matte Bronze. Mój ukochany Refined Golden jak najbardziej nadal jest na topie, ale kto nie lubi od czasu do czasu urozmaicenia? ;) Matte Bronze ma szanse stać się drugim obok Refined ulubieńcem. Jak sugeruje nazwa, to produkt matowy, ale o delikatnie satynowym wykończeniu. Jego pigmentację określiłabym jako lekką, z możliwością nabudowania do średniej. Ta cecha sprawia, że jest idealnym bronzerem dla początkujących - ciężko z nim przesadzić. Na swatchach widzicie go w wersji naprawdę solidnie, kilkakrotnie wtartej w dłoń. Pięknie ociepla skórę, nie nadając jej pomarańczowych tonów. 


Po lewej stronie wersja na bladziocha, po drugiej delikatnie przybrązowiona. Prawda, że daje subtelny efekt? 
 





Jeśli chodzi o palety cieni (co do których mam słabość, podobnie jak do fluidline'ów) to Wild Horses jest moją faworytką. Call of the Canyon, mimo przepięknie wyglądających cieni jest sporo trudniejsza w obsłudze. 
 
 
W palecie Call of the Canyon zachwyca pomarańczowo-złoty cień Summer Sun (F) - jest pięknie napigmentowany, delikatnie satynowy - piękny! Kolejnym cieniem, z którego da się zrobić użytek jest Call of the Canyon (VXLP), który jest typową satynową bielą idealną do wewnętrznego kącika czy delikatnie podkreślającą łuk brwiowy. Thunderbolt (L) jest niby oznaczony jako Lustre ale dla mnie jest bardzo dobrze napigmentowany jak na lustrzaka. To dość ciemna, raczej ciepła szarość usłana oliwkowymi i złotymi drobinkami. Największym zdziwieniem jest dla mnie odcień Fool's Gold. Oznaczony jako Frost, który jest moim ulubionym chyba wykończeniem cieni obok Veluxe Pearl. Inne Frosty to między innymi Satin Taupe, Goldmine, Patina czy Deep Truth - to wszystko pięknie napigmentowane produkty. Fool's Gold jest słaby. Chociaż domyślam się, że osobom wolącym subtelne makijaże będzie pasował. To bardzo delikatne złoto z widocznymi maleńkimi drobinami. To może nawet nie chodzi o to, że on jest zły. Spodziewałam się po nim po prostu czegoś innego. 


Czwórka Wild Horses za to mnie zachwyciła. Mamy trzy wykończenia Satin: Brule, Wild Horses i Blue Mesa i jedno Matte czyli Charcoal Brown.  To już chyba moja trzecia sztuka Brule, ale o ile za Carbon w co drugiej palecie zawsze się obrażam, o tyle Brule to tak uniwersalny i często używany przeze mnie odcień, że wybaczam! Wszystkie cienie mają cudowną pigmentację, świetnie się nimi operuje i - co ważne - jest to paleta, którą wykonamy kompletny makijaż oka więc genialnie nada się na wyjazdy! W dodatku mało co tak do mnie krzyczy "LATO!" jak połączenie brązów z turkusem / niebieskim. Brule to delikatny satynowy beż idealny do każdej karnacji i do każdego makijażu oka! Charcoal Brown to średni brąz w pięknie nasyconym matowym finiszu. Jest idealnym przejściem między ciemniejszym Wild Horses, a jaśniutkim Brule. Brawo. Pytanie tylko czy obie te paletki nie mogłyby być takiej samej jakości... Zostawiam je jednak otwarte.



Na koniec, jak zawsze, zostawiam sobie to co lubię najbardziej, czyli szminkę. Hot Chocolate to absolutnie przepiękna pomadka w wykończeniu Satin, w kolorze wpadającego w śliwkę brązu. O ile odcień ten nie do końca kojarzy mi się z latem (chociaż ostatnio w doborze kolorów zaskakuję sama siebie) to będzie po prostu IDEALNY na jesień. Hot Chocolate jest przyjemna w aplikacji, bardzo kremowa, miękko sunie po ustach. Na zdjęciach wystąpiła z konturówką Half-Red.




Makijaż paletą Wild Horses, z dodatkiem pomarańczowego cienia z Call Of The Canyon. Na policzkach Matte Bronze, na ustach Hot Chocolate.



Makijaż oka z użyciem wyłącznie palety Call Of The Canyon. 

 



Dawno żadna kolekcja M·A·C nie wzbudziła takich kontrowersji jak Vibe Tribe. Głównym zarzutem w stronę firmy jest fakt, że wykorzystała ona motywy ozdobne Indian (takich jak Navajo) na swoich opakowaniach, a dodatkowo idzie w zaparte nie chcąc się do tego przyznać. Nie mnie to oceniać, bo nigdy tak naprawdę nie dowiemy się co kierowało ludźmi w firmie, chociaż ciężko uwierzyć tu w zbieg okoliczności (KLIK). Gdzie zaczyna się inspiracja, a gdzie przywłaszczenie własności intelektualnych innej kultury? Granica jest bardzo cienka, trochę szkoda, że M·A·C nie wziął sprawy "na klatę". Bo sama kolekcja wyszła całkiem sympatyczna.

2016/05/17

Targi Look i BeautyVision 2016 - relacja z Beauty Blog Day


Oj działo się na tegorocznych targach w Poznaniu! Czwarta edycja zorganizowana została dla blogerów (i nie tylko) na medal! 

Mam wrażenie, że przeniesienie wydarzenia do hali numer 3 przysłużyło się jego jakości. Trzy hangary, każdy poświęcony innej tematyce w jakiś dużo bardziej logiczny niż rok temu sposób sprawiły, że nie było problemu by odnaleźć interesujące nas stoisko. Można więc było krążyć bez stresu, że gdzieś zgubimy nasz zakupowy wątek. ;) 

Ogromne brawa należą się organizującej Beauty Blog Day czyli sympatycznej Pani Hani (ukłony za zrozumienie naszych zakupowych potrzeb i trzymanie ręki na pulsie!). Bo w tym roku poczuliśmy się (i mam nadzieję, że to nie tylko moje wrażenie) ugoszczeni. Była krótka prelekcja o kolagenie norweskiej marki BioMed Pharma wygłoszona przez energicznego przedstawiciela marki, poczęstunek i pomocni młodzi ludzie, którzy prowadzili nasze grupy przez hale i stoiska! I w końcu - po trzech latach prób i błędów - organizowanym Beauty Blog Day zainteresowali się Wystawcy. Mogliśmy więc liczyć na prezentacje oferty, ciekawostki i konsultacje. 


Krótka prezentacja dotycząca suplementu diety Collagen Plus - norweskiej marki BioMed Pharma. Suplement, kierowany do kobiet w wieku 25+, to połączenie kolagenu, kwasów omega 3 i witaminy C, które doskonale mają wpływać na wygląd skóry, włosów i paznokci. 


Przepiękne od strony wizualnej - spójne, eleganckie, gustowne i bardzo kobiece - stoisko Hairvity. Polska marka, piękne kobiety będące jej wizytówką (nie wiedziałam, na której Pani włosy patrzeć!) - to trzeba wspierać! Dodatkowo hairvity zdobyło na targach Złoty Medal. Brawo! Zaczyna się od suplementu, ale już wiemy, że na tym się nie skończy!


Tangle Angel czyli anielskie szczotki do włosów. Moją uwagę przykuła jednak ta pomarańczowa - i to ona trafiła do koszyka! Póki co mogę jedynie zdradzić, że Janusz polubił ją dużo bardziej, niż polecanego wszędzie furminatora. ;) Bo to szczotka dla naszych pupili - więc jeśli macie psa lub kota - warto nad nią pomyśleć!
 

Oczywiście spacerując po targach, nie można było przegapić pokazów i innych ciekawych stanowisk! Uwielbiam szalony klimat targów, ludzi niczym z przyszłości, ciekawie umalowanych i wystylizowanych. Szaleństwo!


Popularnym tematem - jakoś tak dopiero zauważonym przeze mnie w tym roku - była męska pielęgnacja i fryzjerstwo. Barberzy ze swoimi klimatycznymi eleganckimi stoiskami, firmy specjalizujące się w męskiej pielęgnacji jak choćby ZEW for men z węglem drzewnym z Bieszczad - panowie działo się! 
 

Kolejnym arcyciekawym punktem na naszej trasie było stoisko Tangle Teezer. Przyznam się Wam szczerze, że nigdy jakoś nie sięgałam po to cudeńko myśląc, że nie dla mnie taka szczotka. Przy moich krótkich włosach... Jednak energia, z jaką prezentował działanie swoich szczotek ich twórca Shaun P sprawiła, że zaraz po przyjeździe odpakowałam mojego TT i .... sięgam po niego co chwilę! 
Nawiasem mówiąc - Shaun jest niesamowity! NIE-SA-MO-WI-TY! Świetne poczucie humoru, radość no i przyprawiająca o zawrót głowy angielszczyzna - to wszystko sprawiło, że siedziałam jak oczarowana! No i ten wygląd, a'la Tim Roth! Ahhhhh..... 
Prezentował nam działanie nowej szczotki do prostowania włosów z użyciem jedynie ciepła suszarki! Bez prostownicy, bez spalania kosmyków... to naprawdę działa! 
 



Odwiedziliśmy również stoisko Professional Polska - Effective Nails, gdzie można było skonsultować się z wykwalifikowanymi przedstawicielkami.  Oraz Realeash - miło patrzeć jak marka rozwija się. Teraz ich gama liczy już kilka produktów, obok świetnej odżywki mamy również kredki do oczu, odżywkę do brwi czy najnowsze dziecko czyli serum pod oczy. Trzymam kciuki za dalszy rozwój!



Nie mogło zabraknąć także naszego Sylveco razem z Biolaven i Viankiem! Było wąchania co nie miara!  Ja mam już kilka swoich ulubionych produktów, mam nadzieję, że wkrótce Wam o nich opowiem! 


Na koniec odwiedziłam kobietę, która jest dla mnie ciągłą motywacją i niesamowitym wzorem - Karolinę, która wystawiała się ze swoim przepięknym stoiskiem KremDlaMnie.pl. Urocze mydełka, genialnej jakości olej, hialuron najlepszego gatunku i wszystko pachnące lawendą! Gorąco zachęcam do zakupów u Karoliny!


Siatek (zarówno tych od sponsorów blogowego spotkania, jak i tych z zakupami) było sporo! Co bardzo przypadło Mimi do gustu ;) 


W prezencie do testowania i opiniowania otrzymaliśmy m.in. szczotki Tangle Teezer i Tangle Angel - w życiu na raz nie miałam tylu szczotek, zestawy kosmetyków Sylveco, Vianek i Biolaven, nowość Realeash czyli ich serum pod oczy, odżywki do paznokci, suplementy diety czyli Collagen Plus i Hairvity. Wśród prezentów znalazło się sporo próbek, no i męskie mydełko do twarzy ZEW, które już wdrożyłam M. do pielęgnacji. Niech facet dba o siebie!



A co kupiłam? 
A sporo! :) Moim łupem padł zgodnie z planem szampon Moroccanoil, do którego dokupiłam nabłyszczający lakier do włosów. Przy stoisku z kosmetykami Bed Head natknęłam się na Candy Killer, którą gorąco pozdrawiam! Więc coś musiało wylądować w koszyku i padło na komplet dla blondynki - szampon i odżywkę. Ogromnie ucieszyłam się ze stoiska YOPE - mam ich miodowo-bergamotowe mydło w płynie i jestem nim zachwycona, więc do koszyka wpadły dwa kolejne i kilka próbek. Nie mogłam, po prostu nie mogłam nie kupić tych kolorowych mydeł u Karoliny - więc są! NYXową paletę jeszcze przed całym szałem kupiła dla mnie Ada (Złotowłosa, dzięki!), a liner odkupiłam od Doroty (Greatdee), która w zakupowym szaleństwie zdublowała kolory :D
 

Na stoisku Norel dorwałam witaminowy tonik w całkiem dobrej targowej cenie, przy czym jak zwykle zostałam zasypana próbkami. Z Bielendy do koszyka wpadł tylko peeling, reszta produktów ze zdjęcia to gratisy! Na bogato! Jeszcze tylko szybkie spojrzenie na Januszową szczotkę i maseczki skin79. Zgadniecie, która po całym ciężkim dniu wylądowała na buzi? Odpowiedź poniżej :)
 

To był bardzo wyczerpujący dzień! Ale wyczerpujący pozytywnie, bo mogłam spotkać się z dziewczynami, które widuję naprawdę rzadko! Pozdrawiam z tego miejsca Kaśkę z bloga Obsession, Agę aGwer, Alę, co ma kota (KLIK), Martę Yasinisi i Patrycję TBOF. I wszystkie dziewczyny, o których zapomniałam, a z którymi fajnie spędziłam czas na tych targach!

Całusy spod maski! :D 


P.S. No i czy muszę dodawać, komu najbardziej podobała się torba od Tangle Teezer??? :D 


2016/05/13

Nowości z Rossmannowych wyprzedaży i wyniki konkursu Wiosenne przebudzenie!

Jak wiecie, w tym sezonie darowałam sobie wpisy o tym, co warto kupić w Rossmannie na promocjach -49%. Moje koleżanki jednak nie zawiodły, a i zawsze możecie sprawdzić posty wstecz - wiele się w tej materii latami nie zmienia. Ale ponieważ ja bardzo lubię oglądać Wasze typy i Wasze zakupy, postanowiłam pokazać swoje. Na temat większości tych rzeczy się jeszcze nie wypowiem, bo czekają w kolejce, ale pokażę Wam co w niedługim czasie może pojawić się na blogu. 


 Na pierwszy ogień szły produkty do twarzy. Zaopatrzyłam się w zapas rozświetlaczy z Lovely, ostatnio w trakcie malowania mój Silver po bliskim spotkaniu z ziemią niestety roztrzaskał się w drobny mak, więc okazja uzupełnienia kufra pojawiła się w idealnym momencie. W koszyku wylądował w końcu korektor Borjois Healthy Mix, uzupełnienie korektora Affinitone Maybelline w ciemniejszym odcieniu, puder L'Oreal Infallible 24matte i nowy podkład z Manhattanu. Puder Affinitone i Rimmel Stay Matte kupiłam w nieco ciemniejszych odcieniach na potrzeby malowania innych.

Skusiłam się na dwa nowe odcienie róży Bourjois - jasny odcień 42 jest przepięknie usłany maleńkimi drobinkami, genialnie ożywia policzki. No i zaliczyłam wielki powrót do różu z L'Oreal. Ich róż był chyba jednym z pierwszych, jakiego w życiu użyłam, powrót do tego produktu, a przede wszystkim jego lekko malinowego słodkiego zapachu, to genialna podróż w przeszłość! Przypomina mi najlepsze lata młodości, czas liceum, pierwsze eksperymenty z makijażem... Odcień który kupiłam jest mocno rozświetlający, ale dzięki temu policzki są takie świeżutkie!


Na sam koniec tej części promocji dokupiłam jeszcze wypiekany puder z Lovely, skusiłam się po recenzji dziewczyn z Bless The Mess. Muszę przyznać, że mile mnie zaskoczył.




Część doustna może niektórych wprawić w osłupienie. Z tych trzynastu konturówek Lovely tylko dwie są dla mnie. Reszta trafi do dziewczyn, które często zjawiają się u mnie na makijażu, jako mały dodatek, gratis. Kupiłam całą serię Juicy Color Lipstick. Szkoda trochę, że dopiero po fakcie przeczytałam, że większość Wibo jest produkowana w Chinach... No już trudno - jest to zużyję. Tym bardziej, że jakościowo źle nie jest. Błyszczyki z Miss Sporty również trafią do swoich właścicielek jako produkty do poprawek. Ze mną zostaną za to trzy szminki, które widzicie po lewej: Astor Perfect Stay, Max Factor Lipfinity i matowy L'Oreal.




Najbardziej chyba ciekawa jestem jednak nowości tuszowych. Jak widzicie, znalazły się u mnie uzupełnienia już ulubionych tuszy czyli kolejne dwa Volume Million Lashes So Couture i Lash Sensational. Tym razem popełniłam eksperyment. Capnęłam dwa tusze Max Factor (kompletnie niemal bez przygotowania, znacie je?) i trzy z pięciu nowych tuszy z Revlonu. Nigdy nie miałam żadnej maskary tej ostatniej marki więc jestem ich ogromnie ciekawa. 

A teraz, dla wytrwałych, szybki wynik konkursu! 

Poproszę o kontakt: 

Zębowa Wróżka - Twój patent z kroplami do oczu koniecznie muszę wypróbować! Gratuluję pierwszego miejsca!

oraz 

Klaudia She-wolf

Jeszcze raz gratuluję! Mam nadzieję, że kosmetyki przypadną Wam do gustu!

:)

2016/05/03

Targi LOOK i beautyVision


 W tym roku już po raz czwarty poddam się żywiołowi szalonych zakupów na poznańskich Targach LOOK i beautyVision. 
 Mam nadzieję, że spotkam się tam i z Wami! 

W tym roku w stolicy Wielkopolski targi odbywają się już w ten weekend czyli 7 i 8 maja. A czwarty Beauty Blog Day będzie organizowany w sobotę, 7 maja. 
Poza spotkaniami i zakupami, na Targach zawsze jest co robić: szkolenia, pokazy makijażu, zdobienia paznokci, stylizacji włosów. W tym roku to także Kongres Podologiczny i Kongres makijażu permanentnego.  
Można więc nie tylko zakupić i zobaczyć na żywo nowości na rynku kosmetycznym, ale też wzbogacić swoją wiedzę z interesujących nas dziedzin.

Zakupy? Proszę bardzo! 
Jak za każdym razem obiecuję sobie, że kupię tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ale jak to się kończy - wszyscy wiedzą ;) 
Co mam w planach? Na pewno odwiedzenie stoiska Moroccanoil - nie umiem oprzeć się temu piżmowemu aromatowi ich produktów, maska działa świetnie, chcę dokupić szampon. 
Jeśli nie będzie takich kolejek jak w Stolicy, planuję mały napad na NYXa. Może W KOŃCU uda mi się coś od nich kupić. 
Mam też w planach kupno kilku masek czy peelingu do stóp w skarpetkach, w końcu należy się przygotować do lata! 
Na pewno pobuszuję wśród lakierowych stoisk, być może zerknę też na kolorówkę, choć aktualnie mam chyba zaopatrzony kufer na sezon.

Jeśli planujecie targi jedynie zwiedzać i zrobić zakupy, TU znajdziecie kilka przydatnych porad. Fajną nowością jest możliwość skorzystania z usługi Paczka w Ruchu - nie wiem jak Wy ale ja nie znoszę dźwigać zakupów, a wiele osób jedzie pociągiem itp - nie ma za bardzo możliwości taszczenia tych kilogramów... Bardzo miły ukłon w stronę osób spoza Poznania. 

Od siebie chciałabym jeszcze dodać, że z roku na rok zwiększa się ilość stoisk, na których można płacić kartą, ale nadal warto mieć przy sobie trochę gotówki, w zeszłym roku gnałam przez cały teren targów w niewygodnych butach do bankomatu na Głogowskiej - niemiłe doświadczenie. 

Gotowi na weekendowe szaleństwo???

2016/04/12

NOWOŚĆ: M·A·C Versicolour Stain Last Minute


M·A·C zaskakuje co chwilę nowymi formułami i produktami. Za większością limitowanek nie płaczę wiedząc, że za chwilę na otarcie łez pojawią się kolejne ciekawe produkty. Jednak czy tak będzie w przypadku Versicolour Stain? 


Kiedy usłyszałam o hybrydzie błyszczyka i szminki pomyślałam - znamy. Weźmy choćby Vernis à Lèvres od YSL czy L'Oreal Shine Caresse (KLIK). Lekka błyszczykowa konsystencja i trwałość na ustach cechowały tamte produkty. 

Powiem Wam, że Versicolour rzeczywiście jest bardzo podobny. Przede wszystkim jednak - i to odróżnia go od produktu z L'Oreal - ma niesamowicie bogatą gamę kolorystyczną - aż 16 odcieni do wyboru. Kolory są napigmentowane, soczyste. Oczywiście błyszczyk charakteryzuje także dość specyficzny dla tego rodzaju produktów zapach. Połączenie wanilii z owocową nutą, okraszone odrobiną syropu na kaszel. Nie jest nieprzyjemny i dość szybko znika, jednak jeśli jesteście jakoś ekstremalnie wrażliwe na zapachy - warto powąchać przed zakupem. Jeśli jednak zapach wyżej wspomnianych produktów Wam nie przeszkadzał - śmiało sięgnijcie po Versicolour


Trwałość oceniam jako dobrą biorąc pod uwagę fakt, że przetrzymuje dwa lekkie posiłki - śniadanie i kawę z przekąską. Po tych dwóch nadaje się do poprawki, jednak dzięki właściwościom lekko barwiącym usta nawet kiedy się zje, nie wygląda to źle. Za to bardzo in plus jest to, że póki jej nie zjemy ładnie trzyma się ust, nie rozmazuje, nie wypływa poza kontur. Owszem, zostawia ślady na kubku, to nie matowa szminka zastygająca. Ale jak na błyszczyk i tak sprawuje się na piątkę.

Odcień jaki kupiłam to Last Minute i o ile nie skupiam się na nazwach za bardzo kupując czy recenzując kosmetyki, to chciałabym tylko o czymś wspomnieć. Ten odcień jest tak wakacyjny, tak letni, tak soczysty, że nazwa Last Minute jest trafiona w samo sedno. Myślę, że gdybym wybierała się w podróż last minute, w pośpiechu pakując walizki, to na pewno ten błyszczyk wylądowałby w kosmetyczce! To piękna wibrująca fuksja, o dość chłodnym odcieniu. Oczywiście totalnie inaczej wygląda w opakowaniu, aparat zwariował. Na ustach wygląda obłędnie. Daje piękne, równe krycie, nie tworząc smug. Pędzelek nie należy do najzgrabniejszych (tu zdecydowanie wygrywają u mnie aplikatory jak w YSL czy L'Oreal) ale nakłada produkt dobrze i równo. 


Tak wygląda parę minut po aplikacji:



A tak po śniadaniu:


I w pełnym makijażu:


Odpowiadając na pytanie czy będę tęsknić za tym produktem sama będąc lekko zdziwioną odpowiadam: tak. Na pewno zaopatrzę się w jeszcze jeden - dwa odcienie, jeśli do czasu mojej wizyty się nie wyprzedadzą. Polecam przyjrzeć się tej ciekawostce. Może też Was zaskoczy? :)