poniedziałek, listopada 28, 2016

M·A·C Nutcracker Sweet Nude Lip Bag

14
M·A·C Nutcracker Sweet Nude Lip Bag

Tegoroczna świąteczna kolekcja M·A·C ma piękne opakowania i cudowną oprawę. Na szczęście dla mnie i mojego portfela skusiłam się raptem na trzy rzeczy. Czy to ja robię się bardziej wymagająca czy też M·A·C staje się coraz mniej zaskakujący? Trudno powiedzieć. Faktem jest, że za każdym razem serducho zabije mocniej na widok co najmniej kilku produktów. I tak co miesiąc :D  Kolekcja pomału znika ze sklepów, więc to będzie najlepsza pora na post! A dotyczył on będzie pewnej kosmetyczki, wraz z jej słodką zawartością. 

środa, listopada 23, 2016

NARS Orgasm

24
NARS Orgasm


Dzisiaj mierzę się z legendą, bo kto o nim nie słyszał? Jakiś czas temu marka NARS weszła do sprzedaży w polskich Sephorach. Niezbyt mnie do niej ciągnęło, więc i ta wiadomość nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Ostatnio będąc we Wrocławiu natknęłam się (naprawdę, zaklinam, przypadkiem) na szafę NARS w Sephorze w Magnolii. Pomacałam i stwierdziłam, że przy najbliższej promocji zaopatrzę się w dwie - trzy rzeczy na próbę. Kilka dni później nadarzyła się taka okazja i korzystając z promocji kliknęłam swoje pierwsze NARSy: korektor Creamy Radiant Concealer i właśnie róż Orgasm. Wczoraj doleciał do mnie jeszcze Albatros :D Co jak co, ale nazwy NARS ma świetne.

niedziela, października 16, 2016

M·A·C I'ts A Strike: Bowlrama, 300 Game & Bowl Me Over, Babes and Balls

M·A·C I'ts A Strike: Bowlrama, 300 Game & Bowl Me Over, Babes and Balls

M·A·C już kolejne nowości szturmem wprowadza do salonów, a ja jeszcze o "starej" limitce z zeszłego miesiąca. W sklepach są nadal do kupienia pojedyncze rzeczy z It's A Strike, na stronie również można je kliknąć, może kogoś jeszcze skuszę na zakupy last minute.

Nie będę się dużo rozwodzić nad motywem przewodnim kolekcji - jest nim gra w kręgle, u nas jeszcze nie aż tak popularna jak za Wielką Wodą. I o ile temat mnie nie zaintrygował, o tyle kolorystyka kosmetyków już owszem! To idealna jesienna kolekcja, zarówno cienie jak i szminki świetnie pasują do obecnej aury. 

wtorek, października 11, 2016

NOWOŚĆ: Kolekcja Pupa Velvet Garden

15
NOWOŚĆ: Kolekcja Pupa Velvet Garden

Jak już Wam pisałam w poprzednim poście, makijażowo kompletnie i absolutnie zanurzyłam się w jesieni! Ciemne szminki, przydymione oczy - czy ja już mówiłam jak bardzo lubię tę porę roku?

Kolekcja PUPA Velvet Garden została zaprojektowana chyba z myślą o mnie! Co od razu przyciągnęło moją uwagę? Oczywiście nasycone szminki i przepiękny róż - gwiazda kolekcji. Doskonale uzupełnia kolekcję paleta cieni - spokojna, stonowana. W tym mejkapie nie ma przesady, jest jesienny niewymuszony szyk. 

niedziela, października 02, 2016

Pachnąca Wanna: Zakończenie lata z zapachami Goose Creek

Pachnąca Wanna: Zakończenie lata z zapachami Goose Creek

Lato w tym roku wyjątkowo nie chce odejść :D Nie to, że go nie lubię (choć tym razem ostro dało mi popalić) ale mam taki moment, kiedy w powietrzu czuć zapach palonych liści i świeżości, że już tak bardzo nie mogę się doczekać jesieni! Ale nadal temperatury wysokie, słońce świeci i choć dni coraz krótsze i koty już moszczą się w kocykach, to nadal zapachowo jednak pozostaję w letnim klimacie. Makijażowo jestem już w pełni jesienna, ale na ciężkie aromaty przyjdzie jeszcze czas.

czwartek, września 15, 2016

MAC Viva Glamourous Lip Palette

10
MAC Viva Glamourous Lip Palette

O akcji M·A·C Viva Glam regularnie Wam wspominam. Więc pewnie już wiecie, o co w tym chodzi. Dla niewtajemniczonych w wielkim skrócie - kupując produkt z linii Viva Glam każda złotówka wyłączając podatek VAT zostaje przekazana na M·A·C AIDS FUND. Na stronie poświęconej akcji możecie poczytać, ile warta jest jedna szminka. Zatrważające obliczenia (KLIK!!). Dlatego kiedy tylko wychodzą nowe produkty, staram się robić wszystko, żeby wpadły w moje ręce (u dołu posta podlinkowałam dla Was ostatnie limitki). Ale linia ma też sześć regularnych odcieni, które zawsze w sklepie czekają na nas. I dzisiaj o tych odcieniach, bo M·A·C raz na jakiś czas zbiera je razem i wypuszcza w limitowanych edycjach w postaci palet. Najczęściej na święta, i taką właśnie paletę dorwałam dwa lata temu. Do dzisiaj ma się dobrze. 

Moja paleta mieści w sobie wszystkie 6 odcieni regularnych szminek Viva Glam. Nie jest spora pod względem pojemności, ale uważam, że jest to ŚWIETNY pomysł na prezent lub sposób, żeby bliżej poznać kolory i być może skusić się na któryś sztyft. Ja dzięki palecie skusiłam się na pełnowymiarową VG II, mam też VG I w edycji RuPaul (link niżej). W szminkach Viva Glam podoba mi się wybór odcieni i wykończeń bo uważam, że każda kobieta znajdzie tu coś dla siebie. 

Tak prezentują się odcienie na swatchach w kolejności według numerów



Viva Glam I 
Lubisz klasyczne czerwienie? Podkreślasz usta niczym prawdziwa gwiazda? Ten kolor pokochasz. Dla maniaczek czerwonych ust to prawdziwy rarytas. Kremowy niewysuszający ust mat nosi się świetnie i tak samo wygląda. 



Viva Glam II
Wolisz stonowane spokojne odcienie na ustach? Ten nude trafi na Twoją listę życzeń. Ma satynowe wykończenie, bez drobinek i innych bajerów. Jest niesamowicie elegancki i niewymuszony. Jeden z niewielu, w którym wyglądam dobrze. 


 

Viva Glam III 
Wyrafinowany matowy burgund wpadający nieco w brąz. Elegancki, ponadczasowy, kobiecy i na swój sposób odważny, bo nie każda kobieta lubi usta w tak zdecydowanym kolorze. Osobiście - uwielbiam :) 




Viva Glam IV
Jeśli opatrzyłaś się z matami - propozycje z drugiej kolumny palety są dla Ciebie! "Czwóreczka" ma wykończenie Frost i daje efekt pięknych pełnych ust. Odcień delikatnie wpada w malinową czerwień złamaną różem i fioletem. Można go stopniować. Ma delikatny shimmer.




Viva Glam V
Jeśli II jest dla Ciebie zbyt nudna - sięgnij po V. Ten nude ma zdecydowanie bardziej błyszczące, przejrzyste wykończenie Lustre. Jest połyskujący, przyjemny w noszeniu i łatwy w aplikacji.  




Viva Glam VI
Tu znów wykończenie Lustre i  bardzo ciekawy odcień. Mieszanka delikatnego fioletu, brązu i subtelnych złotych drobinek. Jeśli lubisz takie nietypowe połączenia, zerknij na ten odcień. 



Mamy więc przegląd przez wszystkie odcienie szminek Viva Glam dostępnych w regularnej sprzedaży. Jeśli któryś odcień przypadł Wam do gustu i wiecie, że czulibyście się w nim dobrze - zachęcam do zakupu i wsparcia inicjatywy M·A·C. 

Pod linkami poniżej znajdziecie ostatnie wydania limitowane szminek i błyszczyków:
- Ariana Grande KLIK
- Miley Cyrus KLIK
- Rihanna KLIK
- RuPaul KLIK
- Niki KLIK (p.s. nie śmiejemy się ze starych makijaży!)

Jeszcze jeden szczegół. Jak wiecie, w M·A·C można wymieniać opakowania po kosmetykach (plastikowe) na dowolną szminkę ze stałej oferty. Nie można jednak wymienić opakowań na szminkę Viva Glam (ze względu na przekazywanie środków ze sprzedaży na fundację). Jeśli jednak skończycie szminkę Viva Glam, opakowanie po niej jak najbardziej możecie oddać w ramach Back2M·A·C. To tak dla ścisłości, bo często pojawiają się te pytania.
Pojedyncze szminki kosztują 86zł, nie wchodzą na zniżkę dla wizażystów. Paleta kosztowała około 170zł (nie pamiętam dokładnie, ale podobne palety są na stronie  M·A·C właśnie w cenie 165zł). 

czwartek, września 08, 2016

Kiko Neo Noir Enigma Lipstick 03 & Design Flower Enriched Highlighter

19
Kiko Neo Noir Enigma Lipstick 03 & Design Flower Enriched Highlighter

KIKO szaleje ostatnio z limitowanymi edycjami. Jeszcze nie przebrzmiały echa letnich kolorowych kolekcji, a już bardziej mroczne, jesienne klimaty wkraczają na salony. W takim duchu utrzymana jest kolekcja Neo Noir. A ja głodna jesieni nie mogłam nie kupić nic podczas mojej ostatniej wizyty w salonie we Wrocławiu :))) Stamtąd się niestety nie da wyjść z pustymi rękoma...

Kobieta Neo Noir jest elegancka, a jej makijaż wiąże odważne elementy graficzne i miękkość smokey eye. Jest romantyczna i nowoczesna. Uwielbia klasykę i docenia piękno specjalnie zaprojektowanych czarnych opakowań. Brzmi intrygująco? Odnajdujecie siebie w takim opisie? To dobrze! Ta kolekcja będzie dla Was idealna :) 

Spośród wszystkich kosmetyków z kolekcji wybrałam dla siebie cztery sztuki: rozświetlacz, szminkę oraz dwa lakiery. Dwóm pierwszym poświęcony jest ten wpis.


O tym, że jestem fanką rozświetlaczy nie muszę Wam mówić, moja kolekcja ciągle rośnie, ile ich jest dokładnie nie wiem, ale idzie to w dziesiątki. Absolutnie jednak nie przeszkadza mi to w nabywaniu kolejnych :)) Wiecie, że jednymi z moich ulubionych są właśnie wypiekane rozświetlacze z zeszłorocznej kolekcji On-The-Go minis (KLIK). Miałam nadzieję, że ten produkt im dorówna. Jest inny, zupełnie, co nie znaczy, że gorszy! Dużo delikatniej się błyszczy, daje satynowe, subtelne rozświetlenie. Będzie idealny dla fanek stonowanego błysku. Ma bardzo miłą w dotyku, miałką konsystencję, nie robi plam, nie podkreśla porów skóry. Dodatkową jego zaletą jest kolorystyka, mamy tu bowiem dwa odcienie - można stosować je osobno, można zmieszać. Tonacja rozświetlacza jest raczej ciepła choć nie przesadnie, nie ma większych drobin. Nie wiem tylko dlaczego Kiko opisuje go na stronie jako rozświetlacz kremowy? Jest bardzo miły w dotyku, jedwabisty, ale z pewnością jest to po prostu prasowany produkt, nie ma nawet formuły typu cream-to-powder. Myślę, że ten opis może być lekko mylący.



I swatche - części jasnej, ciemnej oraz zmieszanych obydwu. Myślę, że znajdzie swoje fanki! Tym bardziej, że na stronie Kiko jest już wyprzedany!


Czas na szminkę!


Szminka Enigma Lipstick ma bardzo atrakcyjne opakowanie! Jest to co prawda lekki plastik, ale wizualnie bardzo ładnie wykonany. Zamyka się na magnes, zdecydowanie wolę tego typu zamknięcia niż popularną w Kiko metodę na klik. Szminka zgodnie z zapowiedziami jest bardzo kremowa, ma bardzo błyszczące wykończenie, jest niesamowicie przyjemna w aplikacji i komfortowa w noszeniu. Mam wrażenie, że w ostrym świetle widać momentami subtelny shimmer, ale jest on tak delikatny, że sama nie wiem czy tam jest czy ona tak po prostu błyszczy, dając takie złudzenie. Niemniej sądzę, że ma to wpływ na optyczne wypełnienie i powiększenie ust. Jest przyzwoicie trwała, ale wiadomo - to nie matowa szminka w płynie! Wytrzyma lekki posiłek, lunch albo kawę, schodzi z ust ładnie równo, nie wysusza ich więc ponowna aplikacja nie jest problemem. Ma delikatny zapach, który baaaardzo ciężko wyczuć. Mój odcień 03 to bardzo jesienny ciepły zgaszony fiolet. Na zdjęciach wychodzi ciut chłodniejszy, niż w rzeczywistości.




Szminka na ustach prezentuje się tak:


A tak po 2 godzinach, dużej kawie i przekąsce :) Nieźle! 


 I makijaż z użyciem obu produktów. 


Co sądzicie o tej kolekcji? Mi bardzo podobają się opakowania, są zgrabne i eleganckie. Same produkty - może i nie zaskakują efektem WOW, ale są bardzo dobre jakościowo, a to w połączeniu z przystępnymi cenami może kusić :)

niedziela, września 04, 2016

NOWOŚĆ: Sephora Colorful eyeliner

16
NOWOŚĆ: Sephora Colorful eyeliner

Z czym lepiej wrócić do Czytelników po dwóch miesiącach nieobecności, jeśli nie z nowością na rynku? W dodatku z nowością udaną, taką na piątkę z plusem? Mam jeszcze jeden pomysł, ale zobaczymy jak temat się rozwinie... ;) Dlatego dzisiaj przed Wami post o nowych linerach Sephora.

Jakiś czas temu przeglądając stronę Sephory natknęłam się na nowość w postaci odświeżonej gamy linerów Colorful. Wzrok przykuło opakowanie i obietnica długotrwałości. Dlatego przy wizycie w tej perfumerii przyznam szczerze - po prostu się na nie rzuciłam! Moim łupem padło aż 6 kolorów i dzisiaj - po tygodniu testowania - chciałabym Wam je pokazać i trochę o nich opowiedzieć. 



Sephora obiecuje: "Jednym gestem narysujesz precyzyjną i ekstra intensywną kreskę trzymającą się na powiece przez cały dzień." Co do tego jednego gestu - tej sztuki malowania kreski mimo tylu lat praktykowania jeszcze nie opanowałam :D Mi więc precyzyjna krecha zabiera trochę więcej czasu i wymaga zdecydowanie większej ilości gestów, jednak nie o indywidualnych preferencjach czy umiejętnościach tutaj mamy dyskutować. 
Kreski namalowane tymi linerami mają urzekające barwy i świetną intensywność. Jest jednak jeden warunek. SHAKE IT, BABY! Tak! Trzeba je porządnie wstrząsnąć przed użyciem. Jeśli tego nie zrobimy to tak jak mnie czeka Was niemiła niespodzianka przy pierwszej próbie czyli wodnista kreska bez koloru czy opalizacji. Ale nie zrażajcie się! Wytrząśnijcie je porządnie i wtedy kuleczki znajdujące się w opakowaniu zrobią swoje, a Wy odkryjecie pełen potencjał tego produktu. 


Linery występują w dwóch wykończeniach - matowym i opalizującym. Obie wersje są świetne i wiem, że teraz gdy poznałam produkt, chętnie wrócę po jeszcze kilka innych kolorów jak cementowa szarość czy marynarski granat. Mam jednak wrażenie, że o ile drobiny kuszą i mienią się cudownie na swatchach na dłoni, to na oku trochę giną. Jest to jednocześnie plus i minus. Jeśli nie lubicie mocnego efektu i błysku - będzie się Wam ta cecha podobać. Jeśli tak jak ja lubicie wszelkie błyskotki - możecie się troszeczkę zdziwić. Ale tak troszeczkę, bo nadal uważam, że ładnie prezentują się na powiece. 

Posiadam, jak już wspomniałam, 6 odcieni:
- 02 Midnight Madness - przepiękny grafit, roziskrzony kolorowymi drobinami w odcieniach zieleni, fioletu, różu, złota. CUDO.
- 06 Pool Party - matowy odcień indygo. Można w nim dostrzec delikatniutki shimmer, ale generalnie zastyga na mat. Miałam cichą nadzieję, że będzie następcą UD Radium, ale jest bardziej stonowany i dużo ciemniejszy. Niemniej piękny.
- 11 Firework - odcień, który jako pierwszy przykuł moją uwagę. Atramentowo-śliwkowa baza z niebieskimi i różowymi drobinami. Cud, miód i orzeszki.
- 12 Animal Instinct - to chyba mój ulubiony odcień. Brąz, okraszony złotymi, srebrnymi, zielonymi i pomarańczowymi drobinami.
- 13 Jungle Fantasy - butelkowa zieleń usłana zielonymi drobinami. Trochę żuczek, trochę szmaragd. Piękny jesienny kolor.
- 14 It Bag - miedź. Po prostu! Metaliczna, intensywna, pięknie podbija niebieską czy zieloną tęczówkę.


Oto, jak przedstawiają się na dłoni: 

14 It Bag - 12 Animal Instinct - 11 Firework - 06 Pool Party - 13 Jungle Fantasy - 02 Midnight Madness


I najważniejsza sprawa czyli moja opadająca powieka. Nie każdy liner się jej trzyma, niektóre lubią się odbić czy to od razu, czy pod koniec dnia. Linery Colorful już na wstępie mnie uspokoiły, bo przy swatchowaniu po chwili praktycznie nie dało się ich zetrzeć, zastygają na amen. Nawet tarcie z dość mocnym naciskiem ich nie rusza, oczywiście pod warunkiem, że damy im zaschnąć. Z moich obserwacji wynika, że schną dość szybko - w trakcie robienia drugiego oka, na pierwszym liner ładnie zastyga. A kiedy już zaschną - trzymają się do zmycia. Bez efektu ksero, bez wykruszania, bez rozmazywania.

Kilka szybkich makijaży z ich użyciem. 

Tu na oku wylądował Midnight Madness
 

Firework w towarzystwie fioletowych cieni.


Zielony Jungle Fantasy, tu z całkiem solidnymi wypiekanymi cieniami z Kiko.


Animal Instinct i wachlarz rzęs :)))


Pool Party w moim ulubionym zestawieniu czyli ze złotymi cieniami.


I ostatni odcień z posiadanych przeze mnie - It Bag




Bardzo się polubiliśmy. Kosztują 49zł, przy ciągłych promocjach w Sephorze można je dostać taniej. Uważam, że warto się z nimi zapoznać, jeśli szukacie dobrej jakości produktu w przystępnej cenie. Macie któryś kolor? Co o nich sądzicie?

piątek, lipca 08, 2016

M·A·C x Chris Chang

12
M·A·C x Chris Chang

Dawno w M·A·C nie było tak kolorowo, ale czy współpraca z Chris Chang mogła wyglądać inaczej!?

Chris Chang, absolwentka prestiżowej szkoły Parson School of Design i managerka Prady Taiwan z wieloletnim stażem, zaprojektowała w 2006 roku kolekcję designerskich ubrań dla dzieci Poesia. Przeznaczona dla szykownych mam, które miały problem z odpowiednio ekskluzywnym ubieraniem swoich pociech ;) kolekcja zyskała niemały rozgłos i niebawem, wskutek licznych próśb, wzbogaciła się o rozmiary dla dorosłych już kobiet. Tak powstała kolekcja Poesia by Chris Chang. Po dużo więcej informacji zapraszam na Poesiaworld.com. Jest kolorowo i wesoło! I pięknie!

środa, czerwca 29, 2016

Secrets of Beauty - wiosenne rozmowy o urodzie w Warszawie 14.05.2016

Secrets of Beauty - wiosenne rozmowy o urodzie w Warszawie 14.05.2016

Z powodu chronicznego braku czasu ostatnio, dopiero dzisiaj przybywam do Was z relacją z kolejnego wspaniałego spotkania, jakie zorganizował dla nas w maju Michał, charyzmatyczny autor bloga Twoje Źródło Urody. I powiem Wam szczerze, że mimo iż od spotkania minęło ponad półtora miesiąca to ja nadal mam w pamięci ciekawostki opowiadane przez naszych świetnych gości. 

wtorek, czerwca 07, 2016

Pachnąca Wanna: The Secret Soap Store krem do rąk z masłem shea Passiflora

17
Pachnąca Wanna: The Secret Soap Store krem do rąk z masłem shea Passiflora

Już niedługo planuję poopowiadać Wam o kolejnych woskach Goose Creek - o marce mogliście poczytać TU. Jednak asortyment sklepu Pachnąca Wanna nie ogranicza się jedynie do wosków i świec. Znajdziecie tam wybór kosmetyków Biolaven, Sylveco, Vianek, Bomb Cosmetics czy właśnie The Secret Soap Store. To o kremie tej ostatniej marki będzie dzisiejszy post. 

Dobry krem do rąk dla każdego znaczy coś innego. Dla mnie to produkt, który odżywi moją skórę i zlikwiduje jej szorstkość przy jednoczesnym szybkim wchłanianiu. Należę do osób z wiecznie zajętymi rękoma - klikanie w klawiaturę, wertowanie książek, malowanie, gotowanie. Ciągle coś. Nie  mogę mieć tłustych od kremu dłoni. Dobry produkt do ich pielęgnacji musi się dla mnie też wyróżniać zapachem - to motywuje mnie do częstszego regularnego stosowania. A jak wiadomo, w regularności leży pół sukcesu. ;)


Boję się trochę bogatych maślanych konsystencji kremów do rąk, jednak tego bałam się niepotrzebnie. Krem The Secret Soap Store jest dość zbity, ale łatwo rozsmarowuje się na skórze. Naprawdę dobrze się wchłania w bardzo szybkim tempie. Nie pozostawia uczucia lepkości, nawet zaraz po posmarowaniu.  Po około 3-5 minutach uczucie, że coś mamy na dłoniach znika całkowicie. Zostaje delikatny owocowo-kwiatowy minimalnie kwaskowy zapach, a skóra w dotyku jest miękka i przyjemna. Doskonale sprawdził się w chłodniejszych miesiącach, kiedy dłonie potrzebowały ekstra nawilżenia.

Krem kosztuje 22zł, czy to dużo czy mało za 70ml - nie oceniam. Dla mnie to cena absolutnie do zaakceptowania, zdarzało mi się kupować droższe kremy do rąk. Dodatkowo produkt ten jest wydajny bo ilość wielkości ziarenka groszku wystarczy na wysmarowanie obu łapek. Nie był on testowany na zwierzakach, za co dodatkowy plus. Nie zawiera parabenów, PEG, SLES, silikonów, ftalanów, olejów mineralnych i pochodnych ropy naftowej, a także substancji z upraw modyfikowanych genetycznie. 

Skład kremu i obietnice producenta możecie podpatrzeć poniżej. Zdjęcie kiepskie, ponieważ tuba jest średnio plastyczna i ciężko uchwycić całość składu na zdjęciu, ale chyba się udało
 
 
Czy ma jakieś minusy? Dla mnie jeden. Zbyt duże opakowanie względem pojemności. Po zgnieceniu go połowa tubki jest pusta, nie wiem w jakim celu producent zapakował go aż w tak wielką tubę, ale uważam, że to trochę marnowanie surowca. Chyba, że znacie się na tym i wiecie, dlaczego tak się dzieje. 

Podsumowując jednak, jest to dla mnie produkt, który ląduje w kategorii "do ponownego kupienia w przyszłości".  Kupicie go (i inne wersje zapachowe) TU. Mnie kusi wersja pomarańczowa. A Wy czujecie się skuszeni? :) 

piątek, maja 27, 2016

M·A·C Vibe Tribe: zakupy

42
M·A·C Vibe Tribe: zakupy

W tym roku kolekcja wakacyjna M·A·C inspirowana jest, według twórców marki, letnimi festiwalami pod chmurką, sztuką i kolorami pustyni. Kolorowe opakowania przyciągają wzrok, barwy ziemi i nieba kuszą. Dzisiaj kilka słów o moich zakupach. 

wtorek, maja 17, 2016

Targi Look i BeautyVision 2016 - relacja z Beauty Blog Day

18
Targi Look i BeautyVision 2016 - relacja z Beauty Blog Day

Oj działo się na tegorocznych targach w Poznaniu! Czwarta edycja zorganizowana została dla blogerów (i nie tylko) na medal! 

piątek, maja 13, 2016

Nowości z Rossmannowych wyprzedaży i wyniki konkursu Wiosenne przebudzenie!

28
Nowości z Rossmannowych wyprzedaży i wyniki konkursu Wiosenne przebudzenie!
Jak wiecie, w tym sezonie darowałam sobie wpisy o tym, co warto kupić w Rossmannie na promocjach -49%. Moje koleżanki jednak nie zawiodły, a i zawsze możecie sprawdzić posty wstecz - wiele się w tej materii latami nie zmienia. Ale ponieważ ja bardzo lubię oglądać Wasze typy i Wasze zakupy, postanowiłam pokazać swoje. Na temat większości tych rzeczy się jeszcze nie wypowiem, bo czekają w kolejce, ale pokażę Wam co w niedługim czasie może pojawić się na blogu. 


 Na pierwszy ogień szły produkty do twarzy. Zaopatrzyłam się w zapas rozświetlaczy z Lovely, ostatnio w trakcie malowania mój Silver po bliskim spotkaniu z ziemią niestety roztrzaskał się w drobny mak, więc okazja uzupełnienia kufra pojawiła się w idealnym momencie. W koszyku wylądował w końcu korektor Borjois Healthy Mix, uzupełnienie korektora Affinitone Maybelline w ciemniejszym odcieniu, puder L'Oreal Infallible 24matte i nowy podkład z Manhattanu. Puder Affinitone i Rimmel Stay Matte kupiłam w nieco ciemniejszych odcieniach na potrzeby malowania innych.

Skusiłam się na dwa nowe odcienie róży Bourjois - jasny odcień 42 jest przepięknie usłany maleńkimi drobinkami, genialnie ożywia policzki. No i zaliczyłam wielki powrót do różu z L'Oreal. Ich róż był chyba jednym z pierwszych, jakiego w życiu użyłam, powrót do tego produktu, a przede wszystkim jego lekko malinowego słodkiego zapachu, to genialna podróż w przeszłość! Przypomina mi najlepsze lata młodości, czas liceum, pierwsze eksperymenty z makijażem... Odcień który kupiłam jest mocno rozświetlający, ale dzięki temu policzki są takie świeżutkie!


Na sam koniec tej części promocji dokupiłam jeszcze wypiekany puder z Lovely, skusiłam się po recenzji dziewczyn z Bless The Mess. Muszę przyznać, że mile mnie zaskoczył.




Część doustna może niektórych wprawić w osłupienie. Z tych trzynastu konturówek Lovely tylko dwie są dla mnie. Reszta trafi do dziewczyn, które często zjawiają się u mnie na makijażu, jako mały dodatek, gratis. Kupiłam całą serię Juicy Color Lipstick. Szkoda trochę, że dopiero po fakcie przeczytałam, że większość Wibo jest produkowana w Chinach... No już trudno - jest to zużyję. Tym bardziej, że jakościowo źle nie jest. Błyszczyki z Miss Sporty również trafią do swoich właścicielek jako produkty do poprawek. Ze mną zostaną za to trzy szminki, które widzicie po lewej: Astor Perfect Stay, Max Factor Lipfinity i matowy L'Oreal.




Najbardziej chyba ciekawa jestem jednak nowości tuszowych. Jak widzicie, znalazły się u mnie uzupełnienia już ulubionych tuszy czyli kolejne dwa Volume Million Lashes So Couture i Lash Sensational. Tym razem popełniłam eksperyment. Capnęłam dwa tusze Max Factor (kompletnie niemal bez przygotowania, znacie je?) i trzy z pięciu nowych tuszy z Revlonu. Nigdy nie miałam żadnej maskary tej ostatniej marki więc jestem ich ogromnie ciekawa. 

A teraz, dla wytrwałych, szybki wynik konkursu! 

Poproszę o kontakt: 

Zębowa Wróżka - Twój patent z kroplami do oczu koniecznie muszę wypróbować! Gratuluję pierwszego miejsca!

oraz 

Klaudia She-wolf

Jeszcze raz gratuluję! Mam nadzieję, że kosmetyki przypadną Wam do gustu!

:)

Copyright © 2014 Sweet & Punchy , Blogger