wtorek, kwietnia 25, 2017

Norel Dr Wilsz: Krem wygładzający Anti-age z kwasami AHA i ekstraktem z irysa

Norel Dr Wilsz: Krem wygładzający Anti-age z kwasami AHA i ekstraktem z irysa

Rzadko piszę na blogu o pielęgnacji. Mam wrażenie, że takie posty nie są tu jakoś specjalnie wyczekiwane :) Co innego szminki ;) Ale czasem chcę się z Wami podzielić wyjątkowymi odkryciami i takim właśnie odkryciem jest ten krem, a w zasadzie cała marka Norel. Dawno nie zdarzyło mi się, żeby prawie każdy, ale to każdy kosmetyk danej marki, po który sięgam, był trafiony. 

Krem wygładzający Anti-age z kwasami AHA i ekstraktem z irysa dostałam po spotkaniu Secrets of Beauty wiosną. Mówię otwarcie - tamten słoiczek był tak zwanym giftem. Ten kolejny, którego używam i kolejny, który już jest zamówiony, giftami nie są. kupione za własne pieniądze i ani złotówki na nie nie pożałuję. To prawdobodobnie najfajniejszy krem, na jaki jak dotąd trafiłam. 

Moja skóra nie jest idealna. Na linii żuchwy co chwilę coś mi wyskakuje, co prawdopodobnie ma związek z moją gospodarką hormonalną, na policzkach zadomowiły się lekko rozszerzone pory, nos niemiłosiernie się przesusza na czubku, za to broda lubi się czasem lekko przetłuścić. No i przebarwienia oraz zaczerwienienia. Zmora.

Krem Norela kupimy w eleganckim, ale nie przekombinowanym słoiczku. Jest czytelnie oznaczony, nie bombarduje nas kolorową grafiką. Każda seria ma przypisaną literkę i kolor, żeby łatwo było się odnaleźć. V to seria witaminowa, A w połączeniu z fioletem to Anti-Age, a w połączeniu z turkusem to Acne. G jest zarezerwowane dla serii z kwasem glikolowym. Piszę "serii" bo mam cichą nadzieję na dodatkowe produkty pasujące do mojego ulubionego kremu, jak choćby tonik. 


To co urzekło mnie w nim najbardziej oprócz działania oczywiście to przepiękny zapach! Kwasy podobno nie pachną zbyt pięknie, ale ten krem pachnie tak, że mogłabym siedzieć i go wąchać*. Ta kompozycja zapachowa kojarzy mi się z luksusowym produktem. Czuć w nim kwiaty, nutę świeżości, coś nieuchwytnie ciepłego i kojącego. Chciałoby się by aplikacja kremu trwała jak najdłużej! Zapach nie jest nachalny, po nałożeniu szybko znika, ale znacznie uprzyjemnia stosowanie kremu. Krem jest treściwy, ale szybko się wchłania, nie zostawia tłustego filmu, wręcz mam wrażenie, że skóra jest lekko jakby zmatowiona? po jego użyciu. Jest natychmiast gładka, miękka i przyjemna w dotyku. Przez noc krem cudownie łagodzi skórę, drobne niedoskonałości praktycznie znikają, większe zmniejszają się. Aktualnie z bliżej nieznanego mi powodu wyskoczyły mi na twarzy trzy bolące gule, po dwóch nocach z kremem Glycolic Acid jedna z nich praktycznie zniknęła, dwie przestały boleć i zmniejszyły się o jakąś połowę. Mam wrażenie, że zwłaszcza w okresie regularnego stosowania tego kremu delikatnie zwęziły mi się pory skóry.



Słowo od producenta:

"Regenerująco – wygładzający krem na noc, dla każdego rodzaju cery dojrzałej. Przyjemny zapach relaksuje, a aksamitna, bogata konsystencja zapewnia nawet suchej skórze długotrwałe uczucie komfortu, miękkość i elastyczność. Regularnie stosowany delikatnie i precyzyjnie wygładza nierówności naskórka oraz wyrównuje koloryt cery. Zmarszczki i niedoskonałość już po miesiącu są zredukowane, a skóra staje się zauważalnie piękniejsza, niezwykle gładka i promienna.
Unikalna receptura kremu zawiera składniki cenione za swoje właściwości:
∙ 2% kwasy Skinperf LWG (LamellaWater Gel) – glikolowy, mlekowy, cytrynowy zamknięte w strukturach lamelarnych, które zapewniają ich stopniowe przenikanie do skóry przez wiele godzin. Taka forma uwalniania kwasów łagodnie złuszcza skórę na poziomie 8% czystych kwasów AHA. Kwasy powodują wygładzenie naskórka, wspomagają odnowę i regenerację skóry. Zapewniają skórze czystość, jedwabistość, zdrowy koloryt i blask;
∙ kompleks anti-age (ekstrakty  z  korzeni  irysa,  żeń-szenia  i  liści  winogron) – bogaty w antyoksydanty, izoflawony, witaminy i mikroelementy. Opóźnia procesy starzenia, uelastycznia, nawilża i rewitalizuje zmęczoną skórę;
∙ kwas hialuronowy – długotrwale nawilża i zatrzymuje wilgoć w wierzchnich warstwach skóry;
∙ olej arganowy, masło karite – zmiękczają, wygładzają i zapewniają skórze delikatny film ochronny.

Stosowanie: nakładać codziennie na noc, omijając okolice oczu. Stosować minimum 4 tygodnie."

Dzięki zastosowaniu struktur lamelarnych, czyli bardzo nowoczesnej technologii, mimo niższej koncentracji kwasów, ich działanie jest nadal na wyższym poziomie. Dzięki temu zabiegowi krem jest bezpieczny do stosowania także latem. Sama używałam go całe lato i około 3 miesiące temu dobiłam końca. Nie zauważyłam żadnych nowych przebarwień, więc zakładam, że jest bezpieczny.

Tak naprawdę jest to pierwszy krem chyba, który zużywałam do ostatniego grama z ogromną przyjemnością. Mam tak z natury, że mniej więcej od połowy słoiczka nie mogę się już doczekać kolejnego produktu, stary krem nudzi mi się. Ale nie w tym przypadku! Rozpoczęłam już stosowanie kolejnego opakowania, a w drodze do mnie jest już zapas. Czasem próbuję czegoś innego, ale kiedy pojawiają się na skórze jakieś niespodzianki - sięgam po ten sprawdzony produkt.

Prawda jest taka, że nigdy jeszcze nie spotkałam w swojej pielęgnacji marki, która sprawiłaby, że mam ochotę rozdać wszystkie zapasy, które mam, i pozostać tylko przy produktach Norel. Mam jeszcze parę perełek, które chciałabym Wam opisać. Myślę, że te posty wkrótce się pojawią. 

* Ta sama kompozycja zapachowa jest również użyta w profesjonalnym Kremie-masce z 5% panthenolem i olejem tamanu

poniedziałek, marca 27, 2017

MAC Viva Glam Taraji P. Henson szminka + błyszczyk

MAC Viva Glam Taraji P. Henson szminka + błyszczyk

W salonach M·A·C jak co roku w lutym pojawiła się nowa linia Viva Glam. W 2017 to duet szminki i błyszczyka w soczyście różowym odcieniu, którego twarzą jest aktorka Taraji P. Henson a towarzyszy jej partner Jussie Smollett  z serialu Imperium, w którym wspólnie grają. Przyznam, że serialu nie widziałam, jednak kunszt aktorski Taraji miałam niedawno okazję podziwiać w nominowanym do Oscara filmie Hidden Figures (Ukryte Działania). Chodźcie poczytać, co powstało w wyniku tej współpracy - szminka z tej pary jest cudowna! I uwaga! ZUPEŁNIE INNA NIŻ W SZTYFCIE! :)

środa, marca 15, 2017

NABLA Dazzle Liner Eyeliner Klimt

NABLA Dazzle Liner Eyeliner Klimt

Włoska marka NABLA jest jeszcze dość mało znana w naszym kraju. A szkoda, bo i kosmetyki fajne, i firma cruelty free. Chciałam Wam pokazać dzisiaj jeden z moich pierwszych zakupów tej marki i odrobinę o nim poopowiadać. Czy przypadł mi do gustu? Zapraszam!

poniedziałek, marca 06, 2017

Czuję się brzydka

Czuję się brzydka


Od bardzo, bardzo dawna gryzie mnie ten temat. Niestety, nie powiem Wam jakie hasła dominują u mnie na blogu w wyszukiwaniach bo nie mam jak się okazuje tejże funkcji w Google Analytics aktywnej. Poczytajcie jakie uparcie przewijają się u Agaty i Marty. A mnie do wtrącenia swoich trzech groszy zmotywował ostatecznie tekst Mileny. Wszystkie piszą o tym, że czują się brzydkie. Cóż. Każda z Was pewnie ochoczo zaprzeczy, bo dziewczyny są piękne. Każda z nich jest inna, ale wszystkie śliczne. A co z nami samymi? Pozwólmy sobie na chwilę zapomnienia o czymś tak oczywistym jak to, że przecież w gruncie rzeczy liczy się nasz charakter, to co w środku. Zajmijmy się tym, co na wierzchu.

Dziewczyny wyżej wspomniane mają nade mną jedną przewagę. Są szczupłe. Po bardzo restrykcyjnej diecie też byłam. Niestety, po diecie kilogramy wróciły, a z nimi poczucie przegranej oraz ta nieznośna myśl, że jestem taka obleśna. Niezależnie jak bym o siebie dbała - waga pozostaje. Dodajmy do tego chorą tarczycę i tabletki anty - mieszanka wybuchowa. Zawsze z goryczą myślę o tej niesprawiedliwości. No wiecie, że kocham jeść i gotować. Staram się robić to z głową, a moją jedyną słabością (uzależnieniem? bolączką?) są słodycze. Ta spirala się nakręca, bo jedząc słodycze - tyję, a tyjąc popadam w ponure nastroje i jem słodycze. Huh. 

Nie pomagają sklepy z odzieżą. Na tę chwilę idąc do galerii mam dwie opcje, z czego jedna jest przeciętna jakościowo, a druga nieprzeciętna cenowo. A przecież to, że jestem duża nie znaczy, że nie chcę ubrać ładnej sukienki czy ekstra koszuli... I wiecie co? Przykro mi, kiedy pod kolejnym postem na FB z modą dla puszystych, albo z informacją, że gdzieś tam ktoś tam był tak odważny i sfotografował panie w rozmiarach 50 plus czytam: "Jak można się tak zaniedbać", "To jest obleśne", "leniwe krowy", "jak ktoś tak wygląda to nie powinien chodzić na plażę, albo iść w ciuchach bo razi moje poczucie estetyki" (SIC!). To, że mam więcej kilo nie znaczy, że nie jestem człowiekiem. HALO! Zanim napiszesz coś takiego w necie pomyśl, że po drugiej stronie jest istota, która czuje, którą boli ta nieznośna myśl, że już nie jest rozmiaru 40, tylko 44. Albo, o zgrozo, 46. A jeszcze bardziej boli fakt, że komuś, kto mnie nie zna tak bardzo przeszkadza moja waga.

Pozostawmy jednak to, co oczywiste. Nie znoszę swoich oczu. Wiecie, że uwielbiam się malować, jednak jestem posiadaczką tak opadającej powieki, że już bardziej się nie da. Moja powieka nieruchoma dosłownie leży na moich rzęsach. "Dzięki" niej nie mogę teoretycznie zrobić: cut crease, jaskółki ani w sumie jakiejkolwiek fajnej kreski, banana, i wielu innych typów makijażu. Nie mogę zrobić i ćwiczyć tego, co kocham. Tak. Powieka to jest zdecydowanie coś, co z chęcią poprawiłabym sobie chirurgicznie. Ale nie dla innych. Nie dla męża. Koleżanki. Itp. Dla siebie. Żebym w końcu mogła szaleć. Inna sprawa, że nauczyłam się z nią żyć i nauczyłam ją malować. Dzięki temu mogę też pomóc innym paniom z tym samym problemem. Chociaż jeden plus.

Nigdy nikomu o tym nie wspominałam, ale mój mąż nie mówi mi, że jestem piękna (bo nie jestem, myślicie, że to dlatego? ;) ). Nie powiedział chyba nigdy, tak sam z siebie. Czy to boli? Trochę tak, bo kto nie lubi usłyszeć od naszego kochanego komplementu? A oni działają trochę inaczej niż my. Przynajmniej mój mąż, ale znam jeszcze kilka podobnych przypadków. "Jestem z Tobą, wybrałem Cię, jestem z Tobą szczęśliwy - to wszystko po prostu znaczy, że mi się podobasz, nie byłbym z Tobą, gdyby było inaczej." A ja bym chciała usłyszeć "Kochanie, pięknie wyglądasz dzisiaj!" "Ślicznie Ci w tej sukience!" "Wow, ale super Ci w takich mocnych ustach!". Proste zdania. Czy naprawdę są niezbędne, by żyć w szczęśliwym związku? Absolutnie nie! Mojego M. kocham nad życie, jest cudownym człowiekiem, dobrym, wrażliwym, ciepłym, wspaniałym kocioojcem, wspierającym partnerem... To mi czegoś brakuje. Takiego maleńkiego elementu... I wiem, że on nie czuje potrzeby, ale niestety, ja czasem trochę czuję.

Coś Wam powiem. Ostatnio w trakcie zajęć z angielskiego rozmawiałyśmy z moją uczennicą o wyglądzie zewnętrznym i pytaniem na rozgrzewkę było "What do you like best about the way you look?" (Co najbardziej podoba Ci się w Twoim wyglądzie?"). Proste pytanie. Przede mną siedziała piękna kobieta po trzydziestce: śliczna charakterna fryzurka, piękny nos, duże oczy, kształtne usta, kości policzkowe, o jakiej marzy niejedna z nas. Uwierzcie mi - zacięła się. Po prostu się zacięła. Byłam w szoku, że nie umie nazwać jednej rzeczy (a gdzie tu cztery!) która jej się w sobie podoba. Że kiedy nas się spyta, czego w sobie nie lubimy, potrafimy wystartować z litanią, ale gdy pada pytanie o to, co się nam podoba z naszego wyglądu - nagle otwieramy w zdziwieniu usta i nie wiemy, co powiedzieć. W końcu wspólnymi siłami udało nam się dojść do kilku budujących stwierdzeń. Za długo to jednak trwało! 

Jak pewnie niektórzy wiedzą, trochę maluję inne kobiety. Jakieś sesje, okazje. Uwierzycie mi, jak powiem, że prawie ŻADNA dziewczyna, kobieta, nie jest z siebie do końca zadowolona? Jak to jest, że faceci, nawet mocno średni z wyglądu, stają przed lustrem i widzą Adonisa... A my stajemy, patrzymy, i jęk niezadowolenia wydobywa się z naszych trzewi??? W każdym jednym przypadku! Ludzie, te wory pod oczami (często nawiasem mówiąc mylone z po prostu cieniami!)! Nie ten nos! Zdecydowanie za małe usta! Okropny kształt twarzy. To tylko kropla w morzu zarzutów, jakie wobec siebie mamy. A tymczasem, obiektywnie, czy naprawdę jest tak źle? 



Blogowanie, wbrew pozorom, pomogło mi zaakceptować siebie i pogodzić się trochę z tym, jaka jestem. I chociaż to, co widzimy na blogach to jakiegoś rodzaju kreacja, pokazujemy się od "tej lepszej" strony, z tego lepszego profilu... to jednak odwagi wymaga wrzucenie w sieć swojego wizerunku. Zwłaszcza dzisiaj. W tych czasach. 

Blogowanie nauczyło mnie dostrzegać w sobie także dobre strony... Jednak przy okazji takich postów i takich dyskusji w sieci zastanawiam się. Co sprawia, że kobiety są tak niepewne siebie i przekonane o tym, że są po prostu... brzydkie, nieładne, nieurodziwe? Czemu kiedy ktoś mówi mi, pisze, że jestem śliczna, że zrobiłam piękny makijaż, to zamiast zarumienić się i podziękować - oponuję? "Zwariowałaś? Ja? Ty to i owszem, ale ja???". Kto jest tu winien? Z pewnością częściową winą obarczam kulturę masową, pokazującą tylko jeden konkretny typ urody / figury jako ideał. Chudsze, grubsze, bardziej piegowate, mniej piegowate, z cienkimi brwiami, z grubymi brwiami, z wielkimi oczami, z małymi oczami... nie wpasowujące się w "jedyny słuszny" schemat czują się z tym źle. I ta teoria trzymałaby się kupy, gdyby nie fakt, że te pasujące do tego ideału także zadowolone z siebie do końca nie są. Więc czemu?

Czy widzę w sobie zatem jakieś plusy? Staram się. Lubię swoje usta - same często piszecie, że fajnie się na nich prezentują kosmetyki i ja to jakoś instynktownie od zawsze czułam. Posty o produktach do ust to jedne z moich ulubionych. Lubię moje włosy i one też mnie lubią, odwdzięczając mi się nienaganną kondycją nawet mimo eksperymentów :) Lubię swoje tatuaże, wyrażają to kim jestem, i bardzo siebie z nimi lubię. To tyle.

W ogóle nie chciałabym być piękna dla kogoś. Chciałabym być piękna dla siebie. Spojrzeć w lustro i pomyśleć: "Kaśka. Jest dobrze!". Staram się to czasem afirmować, ale kończy się zazwyczaj ze łzami w oczach. A potem ta straszna myśl. Czuję się brzydka.

piątek, marca 03, 2017

Artdeco Strobing Powder nr 4

Artdeco Strobing Powder nr 4


I znowu o rozświetlaczu :) Wybaczcie, że jestem tak monotematyczna, ale trend skupiający się  na mocno rozświetlonej skórze nie słabnie, więc w sklepach pełno tego rodzaju specyfików. 

środa, marca 01, 2017

WRACAM!

WRACAM!
Czuję, że wiszę Wam, moi drodzy Czytelnicy, wyjaśnienia! Problem polega na tym, że prócz małych zmian na blogu (jak Wam się tu podoba?!) tak naprawdę nie mam nic na swoje usprawiedliwienie :( Wciągnęło mnie życie, po prostu. Praca, hobby, pasja. Trochę grypy, święta, i tak w kółko. A jak raz się przestanie, to potem ciężko ruszyć. 

Poza tym, czasem mam wrażenie, że jestem dinozaurem. Że 32 lata to sporo, żeby "być na czasie", żeby nadążyć za urodową blogosferą. Staram się jednak te myśli odganiać pamiętając, że jeśli coś robimy z pasją, to nie liczy się metryka.

Nagromadziło mi się kosmetyków do recenzji, ze wszystkim zalegam, nie wiem od czego zacząć... Tyle jest produktów, które chciałabym Wam pokazać!!! Mam nadzieję, że jeszcze tu jesteście! Bo ja mam TYLE dla Was! Konkursy, nagrody, tyle dobra. No i opinie, recenzje, makijaże. To wszystko i mam nadzieję, że jeszcze dużo dużo więcej. 

Dajcie znać w komentarzu - co sądzicie o nowym szablonie, czy jesteście, czy mam dla kogo pisać, czy zatoczyłam koło i znowu, jak na początku, będę pisać dla siebie... Ale nawet jeśli - pisać będę!

Stęskniłam się. 


poniedziałek, listopada 28, 2016

M·A·C Nutcracker Sweet Nude Lip Bag

14
M·A·C Nutcracker Sweet Nude Lip Bag

Tegoroczna świąteczna kolekcja M·A·C ma piękne opakowania i cudowną oprawę. Na szczęście dla mnie i mojego portfela skusiłam się raptem na trzy rzeczy. Czy to ja robię się bardziej wymagająca czy też M·A·C staje się coraz mniej zaskakujący? Trudno powiedzieć. Faktem jest, że za każdym razem serducho zabije mocniej na widok co najmniej kilku produktów. I tak co miesiąc :D  Kolekcja pomału znika ze sklepów, więc to będzie najlepsza pora na post! A dotyczył on będzie pewnej kosmetyczki, wraz z jej słodką zawartością. 

środa, listopada 23, 2016

NARS Orgasm

24
NARS Orgasm


Dzisiaj mierzę się z legendą, bo kto o nim nie słyszał? Jakiś czas temu marka NARS weszła do sprzedaży w polskich Sephorach. Niezbyt mnie do niej ciągnęło, więc i ta wiadomość nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Ostatnio będąc we Wrocławiu natknęłam się (naprawdę, zaklinam, przypadkiem) na szafę NARS w Sephorze w Magnolii. Pomacałam i stwierdziłam, że przy najbliższej promocji zaopatrzę się w dwie - trzy rzeczy na próbę. Kilka dni później nadarzyła się taka okazja i korzystając z promocji kliknęłam swoje pierwsze NARSy: korektor Creamy Radiant Concealer i właśnie róż Orgasm. Wczoraj doleciał do mnie jeszcze Albatros :D Co jak co, ale nazwy NARS ma świetne.

niedziela, października 16, 2016

M·A·C It's A Strike: Bowlrama, 300 Game & Bowl Me Over, Babes and Balls

M·A·C It's A Strike: Bowlrama, 300 Game & Bowl Me Over, Babes and Balls

M·A·C już kolejne nowości szturmem wprowadza do salonów, a ja jeszcze o "starej" limitce z zeszłego miesiąca. W sklepach są nadal do kupienia pojedyncze rzeczy z It's A Strike, na stronie również można je kliknąć, może kogoś jeszcze skuszę na zakupy last minute.

Nie będę się dużo rozwodzić nad motywem przewodnim kolekcji - jest nim gra w kręgle, u nas jeszcze nie aż tak popularna jak za Wielką Wodą. I o ile temat mnie nie zaintrygował, o tyle kolorystyka kosmetyków już owszem! To idealna jesienna kolekcja, zarówno cienie jak i szminki świetnie pasują do obecnej aury. 

wtorek, października 11, 2016

NOWOŚĆ: Kolekcja Pupa Velvet Garden

15
NOWOŚĆ: Kolekcja Pupa Velvet Garden

Jak już Wam pisałam w poprzednim poście, makijażowo kompletnie i absolutnie zanurzyłam się w jesieni! Ciemne szminki, przydymione oczy - czy ja już mówiłam jak bardzo lubię tę porę roku?

Kolekcja PUPA Velvet Garden została zaprojektowana chyba z myślą o mnie! Co od razu przyciągnęło moją uwagę? Oczywiście nasycone szminki i przepiękny róż - gwiazda kolekcji. Doskonale uzupełnia kolekcję paleta cieni - spokojna, stonowana. W tym mejkapie nie ma przesady, jest jesienny niewymuszony szyk. 

niedziela, października 02, 2016

Pachnąca Wanna: Zakończenie lata z zapachami Goose Creek

Pachnąca Wanna: Zakończenie lata z zapachami Goose Creek

Lato w tym roku wyjątkowo nie chce odejść :D Nie to, że go nie lubię (choć tym razem ostro dało mi popalić) ale mam taki moment, kiedy w powietrzu czuć zapach palonych liści i świeżości, że już tak bardzo nie mogę się doczekać jesieni! Ale nadal temperatury wysokie, słońce świeci i choć dni coraz krótsze i koty już moszczą się w kocykach, to nadal zapachowo jednak pozostaję w letnim klimacie. Makijażowo jestem już w pełni jesienna, ale na ciężkie aromaty przyjdzie jeszcze czas.

czwartek, września 15, 2016

MAC Viva Glamourous Lip Palette

10
MAC Viva Glamourous Lip Palette

O akcji M·A·C Viva Glam regularnie Wam wspominam. Więc pewnie już wiecie, o co w tym chodzi. Dla niewtajemniczonych w wielkim skrócie - kupując produkt z linii Viva Glam każda złotówka wyłączając podatek VAT zostaje przekazana na M·A·C AIDS FUND. Na stronie poświęconej akcji możecie poczytać, ile warta jest jedna szminka. Zatrważające obliczenia (KLIK!!). Dlatego kiedy tylko wychodzą nowe produkty, staram się robić wszystko, żeby wpadły w moje ręce (u dołu posta podlinkowałam dla Was ostatnie limitki). Ale linia ma też sześć regularnych odcieni, które zawsze w sklepie czekają na nas. I dzisiaj o tych odcieniach, bo M·A·C raz na jakiś czas zbiera je razem i wypuszcza w limitowanych edycjach w postaci palet. Najczęściej na święta, i taką właśnie paletę dorwałam dwa lata temu. Do dzisiaj ma się dobrze. 

Moja paleta mieści w sobie wszystkie 6 odcieni regularnych szminek Viva Glam. Nie jest spora pod względem pojemności, ale uważam, że jest to ŚWIETNY pomysł na prezent lub sposób, żeby bliżej poznać kolory i być może skusić się na któryś sztyft. Ja dzięki palecie skusiłam się na pełnowymiarową VG II, mam też VG I w edycji RuPaul (link niżej). W szminkach Viva Glam podoba mi się wybór odcieni i wykończeń bo uważam, że każda kobieta znajdzie tu coś dla siebie. 

Tak prezentują się odcienie na swatchach w kolejności według numerów



Viva Glam I 
Lubisz klasyczne czerwienie? Podkreślasz usta niczym prawdziwa gwiazda? Ten kolor pokochasz. Dla maniaczek czerwonych ust to prawdziwy rarytas. Kremowy niewysuszający ust mat nosi się świetnie i tak samo wygląda. 



Viva Glam II
Wolisz stonowane spokojne odcienie na ustach? Ten nude trafi na Twoją listę życzeń. Ma satynowe wykończenie, bez drobinek i innych bajerów. Jest niesamowicie elegancki i niewymuszony. Jeden z niewielu, w którym wyglądam dobrze. 


 

Viva Glam III 
Wyrafinowany matowy burgund wpadający nieco w brąz. Elegancki, ponadczasowy, kobiecy i na swój sposób odważny, bo nie każda kobieta lubi usta w tak zdecydowanym kolorze. Osobiście - uwielbiam :) 




Viva Glam IV
Jeśli opatrzyłaś się z matami - propozycje z drugiej kolumny palety są dla Ciebie! "Czwóreczka" ma wykończenie Frost i daje efekt pięknych pełnych ust. Odcień delikatnie wpada w malinową czerwień złamaną różem i fioletem. Można go stopniować. Ma delikatny shimmer.




Viva Glam V
Jeśli II jest dla Ciebie zbyt nudna - sięgnij po V. Ten nude ma zdecydowanie bardziej błyszczące, przejrzyste wykończenie Lustre. Jest połyskujący, przyjemny w noszeniu i łatwy w aplikacji.  




Viva Glam VI
Tu znów wykończenie Lustre i  bardzo ciekawy odcień. Mieszanka delikatnego fioletu, brązu i subtelnych złotych drobinek. Jeśli lubisz takie nietypowe połączenia, zerknij na ten odcień. 



Mamy więc przegląd przez wszystkie odcienie szminek Viva Glam dostępnych w regularnej sprzedaży. Jeśli któryś odcień przypadł Wam do gustu i wiecie, że czulibyście się w nim dobrze - zachęcam do zakupu i wsparcia inicjatywy M·A·C. 

Pod linkami poniżej znajdziecie ostatnie wydania limitowane szminek i błyszczyków:
- Ariana Grande KLIK
- Miley Cyrus KLIK
- Rihanna KLIK
- RuPaul KLIK
- Niki KLIK (p.s. nie śmiejemy się ze starych makijaży!)

Jeszcze jeden szczegół. Jak wiecie, w M·A·C można wymieniać opakowania po kosmetykach (plastikowe) na dowolną szminkę ze stałej oferty. Nie można jednak wymienić opakowań na szminkę Viva Glam (ze względu na przekazywanie środków ze sprzedaży na fundację). Jeśli jednak skończycie szminkę Viva Glam, opakowanie po niej jak najbardziej możecie oddać w ramach Back2M·A·C. To tak dla ścisłości, bo często pojawiają się te pytania.
Pojedyncze szminki kosztują 86zł, nie wchodzą na zniżkę dla wizażystów. Paleta kosztowała około 170zł (nie pamiętam dokładnie, ale podobne palety są na stronie  M·A·C właśnie w cenie 165zł). 

czwartek, września 08, 2016

Kiko Neo Noir Enigma Lipstick 03 & Design Flower Enriched Highlighter

19
Kiko Neo Noir Enigma Lipstick 03 & Design Flower Enriched Highlighter

KIKO szaleje ostatnio z limitowanymi edycjami. Jeszcze nie przebrzmiały echa letnich kolorowych kolekcji, a już bardziej mroczne, jesienne klimaty wkraczają na salony. W takim duchu utrzymana jest kolekcja Neo Noir. A ja głodna jesieni nie mogłam nie kupić nic podczas mojej ostatniej wizyty w salonie we Wrocławiu :))) Stamtąd się niestety nie da wyjść z pustymi rękoma...

Kobieta Neo Noir jest elegancka, a jej makijaż wiąże odważne elementy graficzne i miękkość smokey eye. Jest romantyczna i nowoczesna. Uwielbia klasykę i docenia piękno specjalnie zaprojektowanych czarnych opakowań. Brzmi intrygująco? Odnajdujecie siebie w takim opisie? To dobrze! Ta kolekcja będzie dla Was idealna :) 

Spośród wszystkich kosmetyków z kolekcji wybrałam dla siebie cztery sztuki: rozświetlacz, szminkę oraz dwa lakiery. Dwóm pierwszym poświęcony jest ten wpis.


O tym, że jestem fanką rozświetlaczy nie muszę Wam mówić, moja kolekcja ciągle rośnie, ile ich jest dokładnie nie wiem, ale idzie to w dziesiątki. Absolutnie jednak nie przeszkadza mi to w nabywaniu kolejnych :)) Wiecie, że jednymi z moich ulubionych są właśnie wypiekane rozświetlacze z zeszłorocznej kolekcji On-The-Go minis (KLIK). Miałam nadzieję, że ten produkt im dorówna. Jest inny, zupełnie, co nie znaczy, że gorszy! Dużo delikatniej się błyszczy, daje satynowe, subtelne rozświetlenie. Będzie idealny dla fanek stonowanego błysku. Ma bardzo miłą w dotyku, miałką konsystencję, nie robi plam, nie podkreśla porów skóry. Dodatkową jego zaletą jest kolorystyka, mamy tu bowiem dwa odcienie - można stosować je osobno, można zmieszać. Tonacja rozświetlacza jest raczej ciepła choć nie przesadnie, nie ma większych drobin. Nie wiem tylko dlaczego Kiko opisuje go na stronie jako rozświetlacz kremowy? Jest bardzo miły w dotyku, jedwabisty, ale z pewnością jest to po prostu prasowany produkt, nie ma nawet formuły typu cream-to-powder. Myślę, że ten opis może być lekko mylący.



I swatche - części jasnej, ciemnej oraz zmieszanych obydwu. Myślę, że znajdzie swoje fanki! Tym bardziej, że na stronie Kiko jest już wyprzedany!


Czas na szminkę!


Szminka Enigma Lipstick ma bardzo atrakcyjne opakowanie! Jest to co prawda lekki plastik, ale wizualnie bardzo ładnie wykonany. Zamyka się na magnes, zdecydowanie wolę tego typu zamknięcia niż popularną w Kiko metodę na klik. Szminka zgodnie z zapowiedziami jest bardzo kremowa, ma bardzo błyszczące wykończenie, jest niesamowicie przyjemna w aplikacji i komfortowa w noszeniu. Mam wrażenie, że w ostrym świetle widać momentami subtelny shimmer, ale jest on tak delikatny, że sama nie wiem czy tam jest czy ona tak po prostu błyszczy, dając takie złudzenie. Niemniej sądzę, że ma to wpływ na optyczne wypełnienie i powiększenie ust. Jest przyzwoicie trwała, ale wiadomo - to nie matowa szminka w płynie! Wytrzyma lekki posiłek, lunch albo kawę, schodzi z ust ładnie równo, nie wysusza ich więc ponowna aplikacja nie jest problemem. Ma delikatny zapach, który baaaardzo ciężko wyczuć. Mój odcień 03 to bardzo jesienny ciepły zgaszony fiolet. Na zdjęciach wychodzi ciut chłodniejszy, niż w rzeczywistości.




Szminka na ustach prezentuje się tak:


A tak po 2 godzinach, dużej kawie i przekąsce :) Nieźle! 


 I makijaż z użyciem obu produktów. 


Co sądzicie o tej kolekcji? Mi bardzo podobają się opakowania, są zgrabne i eleganckie. Same produkty - może i nie zaskakują efektem WOW, ale są bardzo dobre jakościowo, a to w połączeniu z przystępnymi cenami może kusić :)

niedziela, września 04, 2016

NOWOŚĆ: Sephora Colorful eyeliner

16
NOWOŚĆ: Sephora Colorful eyeliner

Z czym lepiej wrócić do Czytelników po dwóch miesiącach nieobecności, jeśli nie z nowością na rynku? W dodatku z nowością udaną, taką na piątkę z plusem? Mam jeszcze jeden pomysł, ale zobaczymy jak temat się rozwinie... ;) Dlatego dzisiaj przed Wami post o nowych linerach Sephora.

Jakiś czas temu przeglądając stronę Sephory natknęłam się na nowość w postaci odświeżonej gamy linerów Colorful. Wzrok przykuło opakowanie i obietnica długotrwałości. Dlatego przy wizycie w tej perfumerii przyznam szczerze - po prostu się na nie rzuciłam! Moim łupem padło aż 6 kolorów i dzisiaj - po tygodniu testowania - chciałabym Wam je pokazać i trochę o nich opowiedzieć. 



Sephora obiecuje: "Jednym gestem narysujesz precyzyjną i ekstra intensywną kreskę trzymającą się na powiece przez cały dzień." Co do tego jednego gestu - tej sztuki malowania kreski mimo tylu lat praktykowania jeszcze nie opanowałam :D Mi więc precyzyjna krecha zabiera trochę więcej czasu i wymaga zdecydowanie większej ilości gestów, jednak nie o indywidualnych preferencjach czy umiejętnościach tutaj mamy dyskutować. 
Kreski namalowane tymi linerami mają urzekające barwy i świetną intensywność. Jest jednak jeden warunek. SHAKE IT, BABY! Tak! Trzeba je porządnie wstrząsnąć przed użyciem. Jeśli tego nie zrobimy to tak jak mnie czeka Was niemiła niespodzianka przy pierwszej próbie czyli wodnista kreska bez koloru czy opalizacji. Ale nie zrażajcie się! Wytrząśnijcie je porządnie i wtedy kuleczki znajdujące się w opakowaniu zrobią swoje, a Wy odkryjecie pełen potencjał tego produktu. 


Linery występują w dwóch wykończeniach - matowym i opalizującym. Obie wersje są świetne i wiem, że teraz gdy poznałam produkt, chętnie wrócę po jeszcze kilka innych kolorów jak cementowa szarość czy marynarski granat. Mam jednak wrażenie, że o ile drobiny kuszą i mienią się cudownie na swatchach na dłoni, to na oku trochę giną. Jest to jednocześnie plus i minus. Jeśli nie lubicie mocnego efektu i błysku - będzie się Wam ta cecha podobać. Jeśli tak jak ja lubicie wszelkie błyskotki - możecie się troszeczkę zdziwić. Ale tak troszeczkę, bo nadal uważam, że ładnie prezentują się na powiece. 

Posiadam, jak już wspomniałam, 6 odcieni:
- 02 Midnight Madness - przepiękny grafit, roziskrzony kolorowymi drobinami w odcieniach zieleni, fioletu, różu, złota. CUDO.
- 06 Pool Party - matowy odcień indygo. Można w nim dostrzec delikatniutki shimmer, ale generalnie zastyga na mat. Miałam cichą nadzieję, że będzie następcą UD Radium, ale jest bardziej stonowany i dużo ciemniejszy. Niemniej piękny.
- 11 Firework - odcień, który jako pierwszy przykuł moją uwagę. Atramentowo-śliwkowa baza z niebieskimi i różowymi drobinami. Cud, miód i orzeszki.
- 12 Animal Instinct - to chyba mój ulubiony odcień. Brąz, okraszony złotymi, srebrnymi, zielonymi i pomarańczowymi drobinami.
- 13 Jungle Fantasy - butelkowa zieleń usłana zielonymi drobinami. Trochę żuczek, trochę szmaragd. Piękny jesienny kolor.
- 14 It Bag - miedź. Po prostu! Metaliczna, intensywna, pięknie podbija niebieską czy zieloną tęczówkę.


Oto, jak przedstawiają się na dłoni: 

14 It Bag - 12 Animal Instinct - 11 Firework - 06 Pool Party - 13 Jungle Fantasy - 02 Midnight Madness


I najważniejsza sprawa czyli moja opadająca powieka. Nie każdy liner się jej trzyma, niektóre lubią się odbić czy to od razu, czy pod koniec dnia. Linery Colorful już na wstępie mnie uspokoiły, bo przy swatchowaniu po chwili praktycznie nie dało się ich zetrzeć, zastygają na amen. Nawet tarcie z dość mocnym naciskiem ich nie rusza, oczywiście pod warunkiem, że damy im zaschnąć. Z moich obserwacji wynika, że schną dość szybko - w trakcie robienia drugiego oka, na pierwszym liner ładnie zastyga. A kiedy już zaschną - trzymają się do zmycia. Bez efektu ksero, bez wykruszania, bez rozmazywania.

Kilka szybkich makijaży z ich użyciem. 

Tu na oku wylądował Midnight Madness
 

Firework w towarzystwie fioletowych cieni.


Zielony Jungle Fantasy, tu z całkiem solidnymi wypiekanymi cieniami z Kiko.


Animal Instinct i wachlarz rzęs :)))


Pool Party w moim ulubionym zestawieniu czyli ze złotymi cieniami.


I ostatni odcień z posiadanych przeze mnie - It Bag




Bardzo się polubiliśmy. Kosztują 49zł, przy ciągłych promocjach w Sephorze można je dostać taniej. Uważam, że warto się z nimi zapoznać, jeśli szukacie dobrej jakości produktu w przystępnej cenie. Macie któryś kolor? Co o nich sądzicie?

Copyright © 2014 Sweet & Punchy , Blogger