2016/06/29

Secrets of Beauty - wiosenne rozmowy o urodzie w Warszawie 14.05.2016


Z powodu chronicznego braku czasu ostatnio, dopiero dzisiaj przybywam do Was z relacją z kolejnego wspaniałego spotkania, jakie zorganizował dla nas w maju Michał, charyzmatyczny autor bloga Twoje Źródło Urody. I powiem Wam szczerze, że mimo iż od spotkania minęło ponad półtora miesiąca to ja nadal mam w pamięci ciekawostki opowiadane przez naszych świetnych gości. 

Niestety, dzięki "cudownemu" PKP i ponad godzinnemu opóźnieniu straciłam początek spotkania. Jeśli ktoś tamtego dnia widział na peronie dziewczę ze łzami wściekłości w oczach to tak - to byłam ja. Tak czy inaczej, kiedy dojechałam na miejsce, było już po dwóch prezentacjach - Pana Jacka który nie pierwszy raz dba o oprawę świetlną i nastrój naszych spotkań wspólnie z hurtownią Polskie Świece oraz dżentelmenów reprezentujących markę Nasine. Szkoda, ale niestety, na pociąg nie miałam wpływu :( No i ominęły mnie tym razem pyszności Michała... ale mam nadzieję, że da mi jeszcze szansę na ich spróbowanie w przyszłości ;) 

Moja wizyta rozpoczęła się akurat w przerwie na posiłek, więc wstrzeliłam się idealnie :) Goszcząca nas kawiarnia NANA Cafe to przeurocze miejsce! Połączenie pysznej kuchni (zielona zupa!!!) z artystycznym klimatem i przesympatycznymi właścicielami to mieszanka bardzo udana! Furorę robiły też pierożki, kawa i świeże soki więc jeśli tylko zabłądzicie w rejony Saskiej Kępy - wpadnijcie tam!



Pierwsza prezentacja w jakiej miałam szczęście uczestniczyć to ta zorganizowana przez reprezentantki polskiej marki z wieloletnią tradycją (prawie 50 lat!). Z poprzednich spotkań z firmą Norel wywodzi się moja miłość do toniku łagodzącego (KLIK), niedawno rozkochał mnie w sobie ten witaminowy (KLIK) kupiony na targach w Poznaniu i kilka innych produktów, ale tu nie o tym. Prezentacja Pani Anny Lechowicz na temat najnowszej opracowanej w laboratoriach Norel technologii struktur lamelarnych była fascynująca. I mówię to z pełną odpowiedzialnością, bo biologia i chemia to były moje koniki w szkole średniej. Pokrótce - dzięki tym strukturom mniejsze stężenia kwasów wystarczą by zadziałały. Dlatego kremy nie drażnią skóry, nie występuje przerażające linienie ;) a skóra jest odżywiona, zregenerowana i złuszczona. Od paru tygodni stosuję krem z kwasem glikolowym i powiem Wam - jest moc!



Wszyscy zasłuchani i zahipnotyzowani! 


Kolejną kobietą zarażającą nas optymizmem i dzielącą się z nami ogromną wiedzą była Pani Aneta Oleszek - właścicielka i założycielka firmy Podopharm. Nogi i stopy, które noszą nas po świecie każdego dnia w różnych warunkach atmosferycznych, w różnym - czasem niewygodnym - obuwiu, zasługują na szczególne traktowanie. A podologia jest dziedziną, która w naszym kraju raczkuje, dlatego mam nadzieję, że dzięki Pani Anecie będzie się rozwijać! Pani Aneta opracowała również Podoklamrę czyli innowacyjną metodę która ratuje wrastające paznokcie. Marka nie ogranicza się jednak wyłącznie do tematyki stóp - Regenerujące serum do ciała (KLIK) zrobiło w trakcie prezentacji furorę! 




Pod nieobecność przedstawicieli marki DermoFuture Michał podjął się przekazania nam wiedzy o kompleksowej pielęgnacji włosów systemem DF5.  Jestem bardzo ciekawa wyników, jednak poczekam z tym do jesieni, kiedy to moje włosy będą potrzebowały jak zawsze wsparcia. 


Ostatnią marką jaką przedstawiła nam sympatyczna Pani Beata Wielgosik jest MELLI Care. Bardzo lubię producentów, którzy na hurra nie rzucają się na rynek, a każdy swój nowy produkt dokładnie sprawdzają i testują tak, by był w pełni satysfakcjonujący. Nie zawsze więcej znaczy lepiej! W przypadku MELLI Care mowa o trzech kosmetykach - kremie do rąk, kremie do stóp i peelingu. Myślę, że dokupię krem do stóp bo pięknie pachnie i bardzo szybko się wchłania, co w tego rodzaju produktach bardzo sobie cenię. Jeśli lubicie kadzidlane klimaty to przypadnie Wam z kolei do gustu krem do dłoni z paczuli i cytryną. Mi przyszło testować peelling i muszę przyznać, że jak na razie świetnie się spisuje! 





Tegoroczna edycja Secrets Of Beauty różniła się od poprzednich tym, że poznaliśmy blogi wyróżnione w plebiscycie Czytelników i zdobywców Złotych Jabłek 2016. Więcej o całej akcji możecie przeczytać u Michała KLIK. Ja od siebie dodam, że wszystkim serdecznie gratuluję takiego uznania! Nagrody i nominacje w pełni zasłużone, oby tak dalej! Listę wszystkich wygranych kradnę od Margarety, mam nadzieję, że wybaczysz! A Was zachęcam do odwiedzenia tych miejsc w sieci, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście!

Blog prowadzony merytorycznie: Arsenic.pl
Blog pisany lekkim piórem: Lifeincolour.pl
Blog zilustrowany bajecznymi zdjęciami: Kosmetyki bez tajemnic
Blogowy odkrywca:  Twoje Źródło Urody
Ulubione miejsce w sieci: Esy, floresy, fantasmagorie
Najlepszy vloger urodowy: Red Lipstick Monster

Pamiątkowe foto Laureatów! 


Nie obyło się bez świetnych kosmetyków do testów od sponsorów spotkania! 



Tak piszę i piszę o tych cudownościach, o wiedzy jaką za każdym razem na SoB zdobywam, o nowościach, o jedzeniu... Kompletnie natomiast pominęłam coś, co jest diabelnie ważne. LUDZI. Otwartych, przyjaznych, zabawnych. Ludzi, z którymi już tyle lat dzielę tę pasję, jaką są kosmetyki. Uściski na powitanie, lody w przerwie (Sylwia :*), plotki w trakcie spotkania... Tego nikt i nic nie zastąpi. Dzięki Michał za możliwość udziału! Dzięki NANA Cafe za gościnę! Dziękuję.

Bloguję już ponad 6 lat, właśnie kilka dni temu miałam szóstą rocznicę blogowania. 6 lat temu napisałam tu na tym blogu pierwszy post. Co sobie myślałam? Na co miałam nadzieję? Co chciałam osiągnąć? Tego sobie nie przypomnę. Ale życie prześcignęło oczekiwania! Jestem wzruszona pisząc to, bo dzięki blogowaniu poznałam naprawdę wspaniałych ludzi, takich, z którymi można przysłowiowe konie kraść. Jasne - były wzloty i upadki, mniej udane znajomości także. Ale zdecydowanie więcej jest pozytywów tego, że tu jestem. Dzięki moi Drodzy Czytelnicy! Dzięki! :)

Buziole dla Marysi!!!!!!!!!!! Wybaczam wszystko :)))))


2016/06/07

Pachnąca Wanna: The Secret Soap Store krem do rąk z masłem shea Passiflora


Już niedługo planuję poopowiadać Wam o kolejnych woskach Goose Creek - o marce mogliście poczytać TU. Jednak asortyment sklepu Pachnąca Wanna nie ogranicza się jedynie do wosków i świec. Znajdziecie tam wybór kosmetyków Biolaven, Sylveco, Vianek, Bomb Cosmetics czy właśnie The Secret Soap Store. To o kremie tej ostatniej marki będzie dzisiejszy post. 

Dobry krem do rąk dla każdego znaczy coś innego. Dla mnie to produkt, który odżywi moją skórę i zlikwiduje jej szorstkość przy jednoczesnym szybkim wchłanianiu. Należę do osób z wiecznie zajętymi rękoma - klikanie w klawiaturę, wertowanie książek, malowanie, gotowanie. Ciągle coś. Nie  mogę mieć tłustych od kremu dłoni. Dobry produkt do ich pielęgnacji musi się dla mnie też wyróżniać zapachem - to motywuje mnie do częstszego regularnego stosowania. A jak wiadomo, w regularności leży pół sukcesu. ;)


Boję się trochę bogatych maślanych konsystencji kremów do rąk, jednak tego bałam się niepotrzebnie. Krem The Secret Soap Store jest dość zbity, ale łatwo rozsmarowuje się na skórze. Naprawdę dobrze się wchłania w bardzo szybkim tempie. Nie pozostawia uczucia lepkości, nawet zaraz po posmarowaniu.  Po około 3-5 minutach uczucie, że coś mamy na dłoniach znika całkowicie. Zostaje delikatny owocowo-kwiatowy minimalnie kwaskowy zapach, a skóra w dotyku jest miękka i przyjemna. Doskonale sprawdził się w chłodniejszych miesiącach, kiedy dłonie potrzebowały ekstra nawilżenia.

Krem kosztuje 22zł, czy to dużo czy mało za 70ml - nie oceniam. Dla mnie to cena absolutnie do zaakceptowania, zdarzało mi się kupować droższe kremy do rąk. Dodatkowo produkt ten jest wydajny bo ilość wielkości ziarenka groszku wystarczy na wysmarowanie obu łapek. Nie był on testowany na zwierzakach, za co dodatkowy plus. Nie zawiera parabenów, PEG, SLES, silikonów, ftalanów, olejów mineralnych i pochodnych ropy naftowej, a także substancji z upraw modyfikowanych genetycznie. 

Skład kremu i obietnice producenta możecie podpatrzeć poniżej. Zdjęcie kiepskie, ponieważ tuba jest średnio plastyczna i ciężko uchwycić całość składu na zdjęciu, ale chyba się udało
 
 
Czy ma jakieś minusy? Dla mnie jeden. Zbyt duże opakowanie względem pojemności. Po zgnieceniu go połowa tubki jest pusta, nie wiem w jakim celu producent zapakował go aż w tak wielką tubę, ale uważam, że to trochę marnowanie surowca. Chyba, że znacie się na tym i wiecie, dlaczego tak się dzieje. 

Podsumowując jednak, jest to dla mnie produkt, który ląduje w kategorii "do ponownego kupienia w przyszłości".  Kupicie go (i inne wersje zapachowe) TU. Mnie kusi wersja pomarańczowa. A Wy czujecie się skuszeni? :) 

2016/05/27

M·A·C Vibe Tribe: zakupy


W tym roku kolekcja wakacyjna M·A·C inspirowana jest, według twórców marki, letnimi festiwalami pod chmurką, sztuką i kolorami pustyni. Kolorowe opakowania przyciągają wzrok, barwy ziemi i nieba kuszą. Dzisiaj kilka słów o moich zakupach. 



Od dawna planowałam zapoznać się z bronzerem Matte Bronze. Mój ukochany Refined Golden jak najbardziej nadal jest na topie, ale kto nie lubi od czasu do czasu urozmaicenia? ;) Matte Bronze ma szanse stać się drugim obok Refined ulubieńcem. Jak sugeruje nazwa, to produkt matowy, ale o delikatnie satynowym wykończeniu. Jego pigmentację określiłabym jako lekką, z możliwością nabudowania do średniej. Ta cecha sprawia, że jest idealnym bronzerem dla początkujących - ciężko z nim przesadzić. Na swatchach widzicie go w wersji naprawdę solidnie, kilkakrotnie wtartej w dłoń. Pięknie ociepla skórę, nie nadając jej pomarańczowych tonów. 


Po lewej stronie wersja na bladziocha, po drugiej delikatnie przybrązowiona. Prawda, że daje subtelny efekt? 
 





Jeśli chodzi o palety cieni (co do których mam słabość, podobnie jak do fluidline'ów) to Wild Horses jest moją faworytką. Call of the Canyon, mimo przepięknie wyglądających cieni jest sporo trudniejsza w obsłudze. 
 
 
W palecie Call of the Canyon zachwyca pomarańczowo-złoty cień Summer Sun (F) - jest pięknie napigmentowany, delikatnie satynowy - piękny! Kolejnym cieniem, z którego da się zrobić użytek jest Call of the Canyon (VXLP), który jest typową satynową bielą idealną do wewnętrznego kącika czy delikatnie podkreślającą łuk brwiowy. Thunderbolt (L) jest niby oznaczony jako Lustre ale dla mnie jest bardzo dobrze napigmentowany jak na lustrzaka. To dość ciemna, raczej ciepła szarość usłana oliwkowymi i złotymi drobinkami. Największym zdziwieniem jest dla mnie odcień Fool's Gold. Oznaczony jako Frost, który jest moim ulubionym chyba wykończeniem cieni obok Veluxe Pearl. Inne Frosty to między innymi Satin Taupe, Goldmine, Patina czy Deep Truth - to wszystko pięknie napigmentowane produkty. Fool's Gold jest słaby. Chociaż domyślam się, że osobom wolącym subtelne makijaże będzie pasował. To bardzo delikatne złoto z widocznymi maleńkimi drobinami. To może nawet nie chodzi o to, że on jest zły. Spodziewałam się po nim po prostu czegoś innego. 


Czwórka Wild Horses za to mnie zachwyciła. Mamy trzy wykończenia Satin: Brule, Wild Horses i Blue Mesa i jedno Matte czyli Charcoal Brown.  To już chyba moja trzecia sztuka Brule, ale o ile za Carbon w co drugiej palecie zawsze się obrażam, o tyle Brule to tak uniwersalny i często używany przeze mnie odcień, że wybaczam! Wszystkie cienie mają cudowną pigmentację, świetnie się nimi operuje i - co ważne - jest to paleta, którą wykonamy kompletny makijaż oka więc genialnie nada się na wyjazdy! W dodatku mało co tak do mnie krzyczy "LATO!" jak połączenie brązów z turkusem / niebieskim. Brule to delikatny satynowy beż idealny do każdej karnacji i do każdego makijażu oka! Charcoal Brown to średni brąz w pięknie nasyconym matowym finiszu. Jest idealnym przejściem między ciemniejszym Wild Horses, a jaśniutkim Brule. Brawo. Pytanie tylko czy obie te paletki nie mogłyby być takiej samej jakości... Zostawiam je jednak otwarte.



Na koniec, jak zawsze, zostawiam sobie to co lubię najbardziej, czyli szminkę. Hot Chocolate to absolutnie przepiękna pomadka w wykończeniu Satin, w kolorze wpadającego w śliwkę brązu. O ile odcień ten nie do końca kojarzy mi się z latem (chociaż ostatnio w doborze kolorów zaskakuję sama siebie) to będzie po prostu IDEALNY na jesień. Hot Chocolate jest przyjemna w aplikacji, bardzo kremowa, miękko sunie po ustach. Na zdjęciach wystąpiła z konturówką Half-Red.




Makijaż paletą Wild Horses, z dodatkiem pomarańczowego cienia z Call Of The Canyon. Na policzkach Matte Bronze, na ustach Hot Chocolate.



Makijaż oka z użyciem wyłącznie palety Call Of The Canyon. 

 



Dawno żadna kolekcja M·A·C nie wzbudziła takich kontrowersji jak Vibe Tribe. Głównym zarzutem w stronę firmy jest fakt, że wykorzystała ona motywy ozdobne Indian (takich jak Navajo) na swoich opakowaniach, a dodatkowo idzie w zaparte nie chcąc się do tego przyznać. Nie mnie to oceniać, bo nigdy tak naprawdę nie dowiemy się co kierowało ludźmi w firmie, chociaż ciężko uwierzyć tu w zbieg okoliczności (KLIK). Gdzie zaczyna się inspiracja, a gdzie przywłaszczenie własności intelektualnych innej kultury? Granica jest bardzo cienka, trochę szkoda, że M·A·C nie wziął sprawy "na klatę". Bo sama kolekcja wyszła całkiem sympatyczna.

2016/05/17

Targi Look i BeautyVision 2016 - relacja z Beauty Blog Day


Oj działo się na tegorocznych targach w Poznaniu! Czwarta edycja zorganizowana została dla blogerów (i nie tylko) na medal! 

Mam wrażenie, że przeniesienie wydarzenia do hali numer 3 przysłużyło się jego jakości. Trzy hangary, każdy poświęcony innej tematyce w jakiś dużo bardziej logiczny niż rok temu sposób sprawiły, że nie było problemu by odnaleźć interesujące nas stoisko. Można więc było krążyć bez stresu, że gdzieś zgubimy nasz zakupowy wątek. ;) 

Ogromne brawa należą się organizującej Beauty Blog Day czyli sympatycznej Pani Hani (ukłony za zrozumienie naszych zakupowych potrzeb i trzymanie ręki na pulsie!). Bo w tym roku poczuliśmy się (i mam nadzieję, że to nie tylko moje wrażenie) ugoszczeni. Była krótka prelekcja o kolagenie norweskiej marki BioMed Pharma wygłoszona przez energicznego przedstawiciela marki, poczęstunek i pomocni młodzi ludzie, którzy prowadzili nasze grupy przez hale i stoiska! I w końcu - po trzech latach prób i błędów - organizowanym Beauty Blog Day zainteresowali się Wystawcy. Mogliśmy więc liczyć na prezentacje oferty, ciekawostki i konsultacje. 


Krótka prezentacja dotycząca suplementu diety Collagen Plus - norweskiej marki BioMed Pharma. Suplement, kierowany do kobiet w wieku 25+, to połączenie kolagenu, kwasów omega 3 i witaminy C, które doskonale mają wpływać na wygląd skóry, włosów i paznokci. 


Przepiękne od strony wizualnej - spójne, eleganckie, gustowne i bardzo kobiece - stoisko Hairvity. Polska marka, piękne kobiety będące jej wizytówką (nie wiedziałam, na której Pani włosy patrzeć!) - to trzeba wspierać! Dodatkowo hairvity zdobyło na targach Złoty Medal. Brawo! Zaczyna się od suplementu, ale już wiemy, że na tym się nie skończy!


Tangle Angel czyli anielskie szczotki do włosów. Moją uwagę przykuła jednak ta pomarańczowa - i to ona trafiła do koszyka! Póki co mogę jedynie zdradzić, że Janusz polubił ją dużo bardziej, niż polecanego wszędzie furminatora. ;) Bo to szczotka dla naszych pupili - więc jeśli macie psa lub kota - warto nad nią pomyśleć!
 

Oczywiście spacerując po targach, nie można było przegapić pokazów i innych ciekawych stanowisk! Uwielbiam szalony klimat targów, ludzi niczym z przyszłości, ciekawie umalowanych i wystylizowanych. Szaleństwo!


Popularnym tematem - jakoś tak dopiero zauważonym przeze mnie w tym roku - była męska pielęgnacja i fryzjerstwo. Barberzy ze swoimi klimatycznymi eleganckimi stoiskami, firmy specjalizujące się w męskiej pielęgnacji jak choćby ZEW for men z węglem drzewnym z Bieszczad - panowie działo się! 
 

Kolejnym arcyciekawym punktem na naszej trasie było stoisko Tangle Teezer. Przyznam się Wam szczerze, że nigdy jakoś nie sięgałam po to cudeńko myśląc, że nie dla mnie taka szczotka. Przy moich krótkich włosach... Jednak energia, z jaką prezentował działanie swoich szczotek ich twórca Shaun P sprawiła, że zaraz po przyjeździe odpakowałam mojego TT i .... sięgam po niego co chwilę! 
Nawiasem mówiąc - Shaun jest niesamowity! NIE-SA-MO-WI-TY! Świetne poczucie humoru, radość no i przyprawiająca o zawrót głowy angielszczyzna - to wszystko sprawiło, że siedziałam jak oczarowana! No i ten wygląd, a'la Tim Roth! Ahhhhh..... 
Prezentował nam działanie nowej szczotki do prostowania włosów z użyciem jedynie ciepła suszarki! Bez prostownicy, bez spalania kosmyków... to naprawdę działa! 
 



Odwiedziliśmy również stoisko Professional Polska - Effective Nails, gdzie można było skonsultować się z wykwalifikowanymi przedstawicielkami.  Oraz Realeash - miło patrzeć jak marka rozwija się. Teraz ich gama liczy już kilka produktów, obok świetnej odżywki mamy również kredki do oczu, odżywkę do brwi czy najnowsze dziecko czyli serum pod oczy. Trzymam kciuki za dalszy rozwój!



Nie mogło zabraknąć także naszego Sylveco razem z Biolaven i Viankiem! Było wąchania co nie miara!  Ja mam już kilka swoich ulubionych produktów, mam nadzieję, że wkrótce Wam o nich opowiem! 


Na koniec odwiedziłam kobietę, która jest dla mnie ciągłą motywacją i niesamowitym wzorem - Karolinę, która wystawiała się ze swoim przepięknym stoiskiem KremDlaMnie.pl. Urocze mydełka, genialnej jakości olej, hialuron najlepszego gatunku i wszystko pachnące lawendą! Gorąco zachęcam do zakupów u Karoliny!


Siatek (zarówno tych od sponsorów blogowego spotkania, jak i tych z zakupami) było sporo! Co bardzo przypadło Mimi do gustu ;) 


W prezencie do testowania i opiniowania otrzymaliśmy m.in. szczotki Tangle Teezer i Tangle Angel - w życiu na raz nie miałam tylu szczotek, zestawy kosmetyków Sylveco, Vianek i Biolaven, nowość Realeash czyli ich serum pod oczy, odżywki do paznokci, suplementy diety czyli Collagen Plus i Hairvity. Wśród prezentów znalazło się sporo próbek, no i męskie mydełko do twarzy ZEW, które już wdrożyłam M. do pielęgnacji. Niech facet dba o siebie!



A co kupiłam? 
A sporo! :) Moim łupem padł zgodnie z planem szampon Moroccanoil, do którego dokupiłam nabłyszczający lakier do włosów. Przy stoisku z kosmetykami Bed Head natknęłam się na Candy Killer, którą gorąco pozdrawiam! Więc coś musiało wylądować w koszyku i padło na komplet dla blondynki - szampon i odżywkę. Ogromnie ucieszyłam się ze stoiska YOPE - mam ich miodowo-bergamotowe mydło w płynie i jestem nim zachwycona, więc do koszyka wpadły dwa kolejne i kilka próbek. Nie mogłam, po prostu nie mogłam nie kupić tych kolorowych mydeł u Karoliny - więc są! NYXową paletę jeszcze przed całym szałem kupiła dla mnie Ada (Złotowłosa, dzięki!), a liner odkupiłam od Doroty (Greatdee), która w zakupowym szaleństwie zdublowała kolory :D
 

Na stoisku Norel dorwałam witaminowy tonik w całkiem dobrej targowej cenie, przy czym jak zwykle zostałam zasypana próbkami. Z Bielendy do koszyka wpadł tylko peeling, reszta produktów ze zdjęcia to gratisy! Na bogato! Jeszcze tylko szybkie spojrzenie na Januszową szczotkę i maseczki skin79. Zgadniecie, która po całym ciężkim dniu wylądowała na buzi? Odpowiedź poniżej :)
 

To był bardzo wyczerpujący dzień! Ale wyczerpujący pozytywnie, bo mogłam spotkać się z dziewczynami, które widuję naprawdę rzadko! Pozdrawiam z tego miejsca Kaśkę z bloga Obsession, Agę aGwer, Alę, co ma kota (KLIK), Martę Yasinisi i Patrycję TBOF. I wszystkie dziewczyny, o których zapomniałam, a z którymi fajnie spędziłam czas na tych targach!

Całusy spod maski! :D 


P.S. No i czy muszę dodawać, komu najbardziej podobała się torba od Tangle Teezer??? :D 


2016/05/13

Nowości z Rossmannowych wyprzedaży i wyniki konkursu Wiosenne przebudzenie!

Jak wiecie, w tym sezonie darowałam sobie wpisy o tym, co warto kupić w Rossmannie na promocjach -49%. Moje koleżanki jednak nie zawiodły, a i zawsze możecie sprawdzić posty wstecz - wiele się w tej materii latami nie zmienia. Ale ponieważ ja bardzo lubię oglądać Wasze typy i Wasze zakupy, postanowiłam pokazać swoje. Na temat większości tych rzeczy się jeszcze nie wypowiem, bo czekają w kolejce, ale pokażę Wam co w niedługim czasie może pojawić się na blogu. 


 Na pierwszy ogień szły produkty do twarzy. Zaopatrzyłam się w zapas rozświetlaczy z Lovely, ostatnio w trakcie malowania mój Silver po bliskim spotkaniu z ziemią niestety roztrzaskał się w drobny mak, więc okazja uzupełnienia kufra pojawiła się w idealnym momencie. W koszyku wylądował w końcu korektor Borjois Healthy Mix, uzupełnienie korektora Affinitone Maybelline w ciemniejszym odcieniu, puder L'Oreal Infallible 24matte i nowy podkład z Manhattanu. Puder Affinitone i Rimmel Stay Matte kupiłam w nieco ciemniejszych odcieniach na potrzeby malowania innych.

Skusiłam się na dwa nowe odcienie róży Bourjois - jasny odcień 42 jest przepięknie usłany maleńkimi drobinkami, genialnie ożywia policzki. No i zaliczyłam wielki powrót do różu z L'Oreal. Ich róż był chyba jednym z pierwszych, jakiego w życiu użyłam, powrót do tego produktu, a przede wszystkim jego lekko malinowego słodkiego zapachu, to genialna podróż w przeszłość! Przypomina mi najlepsze lata młodości, czas liceum, pierwsze eksperymenty z makijażem... Odcień który kupiłam jest mocno rozświetlający, ale dzięki temu policzki są takie świeżutkie!


Na sam koniec tej części promocji dokupiłam jeszcze wypiekany puder z Lovely, skusiłam się po recenzji dziewczyn z Bless The Mess. Muszę przyznać, że mile mnie zaskoczył.




Część doustna może niektórych wprawić w osłupienie. Z tych trzynastu konturówek Lovely tylko dwie są dla mnie. Reszta trafi do dziewczyn, które często zjawiają się u mnie na makijażu, jako mały dodatek, gratis. Kupiłam całą serię Juicy Color Lipstick. Szkoda trochę, że dopiero po fakcie przeczytałam, że większość Wibo jest produkowana w Chinach... No już trudno - jest to zużyję. Tym bardziej, że jakościowo źle nie jest. Błyszczyki z Miss Sporty również trafią do swoich właścicielek jako produkty do poprawek. Ze mną zostaną za to trzy szminki, które widzicie po lewej: Astor Perfect Stay, Max Factor Lipfinity i matowy L'Oreal.




Najbardziej chyba ciekawa jestem jednak nowości tuszowych. Jak widzicie, znalazły się u mnie uzupełnienia już ulubionych tuszy czyli kolejne dwa Volume Million Lashes So Couture i Lash Sensational. Tym razem popełniłam eksperyment. Capnęłam dwa tusze Max Factor (kompletnie niemal bez przygotowania, znacie je?) i trzy z pięciu nowych tuszy z Revlonu. Nigdy nie miałam żadnej maskary tej ostatniej marki więc jestem ich ogromnie ciekawa. 

A teraz, dla wytrwałych, szybki wynik konkursu! 

Poproszę o kontakt: 

Zębowa Wróżka - Twój patent z kroplami do oczu koniecznie muszę wypróbować! Gratuluję pierwszego miejsca!

oraz 

Klaudia She-wolf

Jeszcze raz gratuluję! Mam nadzieję, że kosmetyki przypadną Wam do gustu!

:)