2016/09/15

MAC Viva Glamourous Lip Palette


O akcji M·A·C Viva Glam regularnie Wam wspominam. Więc pewnie już wiecie, o co w tym chodzi. Dla niewtajemniczonych w wielkim skrócie - kupując produkt z linii Viva Glam każda złotówka wyłączając podatek VAT zostaje przekazana na M·A·C AIDS FUND. Na stronie poświęconej akcji możecie poczytać, ile warta jest jedna szminka. Zatrważające obliczenia (KLIK!!). Dlatego kiedy tylko wychodzą nowe produkty, staram się robić wszystko, żeby wpadły w moje ręce (u dołu posta podlinkowałam dla Was ostatnie limitki). Ale linia ma też sześć regularnych odcieni, które zawsze w sklepie czekają na nas. I dzisiaj o tych odcieniach, bo M·A·C raz na jakiś czas zbiera je razem i wypuszcza w limitowanych edycjach w postaci palet. Najczęściej na święta, i taką właśnie paletę dorwałam dwa lata temu. Do dzisiaj ma się dobrze. 

Moja paleta mieści w sobie wszystkie 6 odcieni regularnych szminek Viva Glam. Nie jest spora pod względem pojemności, ale uważam, że jest to ŚWIETNY pomysł na prezent lub sposób, żeby bliżej poznać kolory i być może skusić się na któryś sztyft. Ja dzięki palecie skusiłam się na pełnowymiarową VG II, mam też VG I w edycji RuPaul (link niżej). W szminkach Viva Glam podoba mi się wybór odcieni i wykończeń bo uważam, że każda kobieta znajdzie tu coś dla siebie. 

Tak prezentują się odcienie na swatchach w kolejności według numerów



Viva Glam I 
Lubisz klasyczne czerwienie? Podkreślasz usta niczym prawdziwa gwiazda? Ten kolor pokochasz. Dla maniaczek czerwonych ust to prawdziwy rarytas. Kremowy niewysuszający ust mat nosi się świetnie i tak samo wygląda. 



Viva Glam II
Wolisz stonowane spokojne odcienie na ustach? Ten nude trafi na Twoją listę życzeń. Ma satynowe wykończenie, bez drobinek i innych bajerów. Jest niesamowicie elegancki i niewymuszony. Jeden z niewielu, w którym wyglądam dobrze. 


 

Viva Glam III 
Wyrafinowany matowy burgund wpadający nieco w brąz. Elegancki, ponadczasowy, kobiecy i na swój sposób odważny, bo nie każda kobieta lubi usta w tak zdecydowanym kolorze. Osobiście - uwielbiam :) 




Viva Glam IV
Jeśli opatrzyłaś się z matami - propozycje z drugiej kolumny palety są dla Ciebie! "Czwóreczka" ma wykończenie Frost i daje efekt pięknych pełnych ust. Odcień delikatnie wpada w malinową czerwień złamaną różem i fioletem. Można go stopniować. Ma delikatny shimmer.




Viva Glam V
Jeśli II jest dla Ciebie zbyt nudna - sięgnij po V. Ten nude ma zdecydowanie bardziej błyszczące, przejrzyste wykończenie Lustre. Jest połyskujący, przyjemny w noszeniu i łatwy w aplikacji.  




Viva Glam VI
Tu znów wykończenie Lustre i  bardzo ciekawy odcień. Mieszanka delikatnego fioletu, brązu i subtelnych złotych drobinek. Jeśli lubisz takie nietypowe połączenia, zerknij na ten odcień. 



Mamy więc przegląd przez wszystkie odcienie szminek Viva Glam dostępnych w regularnej sprzedaży. Jeśli któryś odcień przypadł Wam do gustu i wiecie, że czulibyście się w nim dobrze - zachęcam do zakupu i wsparcia inicjatywy M·A·C. 

Pod linkami poniżej znajdziecie ostatnie wydania limitowane szminek i błyszczyków:
- Ariana Grande KLIK
- Miley Cyrus KLIK
- Rihanna KLIK
- RuPaul KLIK
- Niki KLIK (p.s. nie śmiejemy się ze starych makijaży!)

Jeszcze jeden szczegół. Jak wiecie, w M·A·C można wymieniać opakowania po kosmetykach (plastikowe) na dowolną szminkę ze stałej oferty. Nie można jednak wymienić opakowań na szminkę Viva Glam (ze względu na przekazywanie środków ze sprzedaży na fundację). Jeśli jednak skończycie szminkę Viva Glam, opakowanie po niej jak najbardziej możecie oddać w ramach Back2M·A·C. To tak dla ścisłości, bo często pojawiają się te pytania.
Pojedyncze szminki kosztują 86zł, nie wchodzą na zniżkę dla wizażystów. Paleta kosztowała około 170zł (nie pamiętam dokładnie, ale podobne palety są na stronie  M·A·C właśnie w cenie 165zł). 

2016/09/08

Kiko Neo Noir Enigma Lipstick 03 & Design Flower Enriched Highlighter


KIKO szaleje ostatnio z limitowanymi edycjami. Jeszcze nie przebrzmiały echa letnich kolorowych kolekcji, a już bardziej mroczne, jesienne klimaty wkraczają na salony. W takim duchu utrzymana jest kolekcja Neo Noir. A ja głodna jesieni nie mogłam nie kupić nic podczas mojej ostatniej wizyty w salonie we Wrocławiu :))) Stamtąd się niestety nie da wyjść z pustymi rękoma...

Kobieta Neo Noir jest elegancka, a jej makijaż wiąże odważne elementy graficzne i miękkość smokey eye. Jest romantyczna i nowoczesna. Uwielbia klasykę i docenia piękno specjalnie zaprojektowanych czarnych opakowań. Brzmi intrygująco? Odnajdujecie siebie w takim opisie? To dobrze! Ta kolekcja będzie dla Was idealna :) 

Spośród wszystkich kosmetyków z kolekcji wybrałam dla siebie cztery sztuki: rozświetlacz, szminkę oraz dwa lakiery. Dwóm pierwszym poświęcony jest ten wpis.


O tym, że jestem fanką rozświetlaczy nie muszę Wam mówić, moja kolekcja ciągle rośnie, ile ich jest dokładnie nie wiem, ale idzie to w dziesiątki. Absolutnie jednak nie przeszkadza mi to w nabywaniu kolejnych :)) Wiecie, że jednymi z moich ulubionych są właśnie wypiekane rozświetlacze z zeszłorocznej kolekcji On-The-Go minis (KLIK). Miałam nadzieję, że ten produkt im dorówna. Jest inny, zupełnie, co nie znaczy, że gorszy! Dużo delikatniej się błyszczy, daje satynowe, subtelne rozświetlenie. Będzie idealny dla fanek stonowanego błysku. Ma bardzo miłą w dotyku, miałką konsystencję, nie robi plam, nie podkreśla porów skóry. Dodatkową jego zaletą jest kolorystyka, mamy tu bowiem dwa odcienie - można stosować je osobno, można zmieszać. Tonacja rozświetlacza jest raczej ciepła choć nie przesadnie, nie ma większych drobin. Nie wiem tylko dlaczego Kiko opisuje go na stronie jako rozświetlacz kremowy? Jest bardzo miły w dotyku, jedwabisty, ale z pewnością jest to po prostu prasowany produkt, nie ma nawet formuły typu cream-to-powder. Myślę, że ten opis może być lekko mylący.



I swatche - części jasnej, ciemnej oraz zmieszanych obydwu. Myślę, że znajdzie swoje fanki! Tym bardziej, że na stronie Kiko jest już wyprzedany!


Czas na szminkę!


Szminka Enigma Lipstick ma bardzo atrakcyjne opakowanie! Jest to co prawda lekki plastik, ale wizualnie bardzo ładnie wykonany. Zamyka się na magnes, zdecydowanie wolę tego typu zamknięcia niż popularną w Kiko metodę na klik. Szminka zgodnie z zapowiedziami jest bardzo kremowa, ma bardzo błyszczące wykończenie, jest niesamowicie przyjemna w aplikacji i komfortowa w noszeniu. Mam wrażenie, że w ostrym świetle widać momentami subtelny shimmer, ale jest on tak delikatny, że sama nie wiem czy tam jest czy ona tak po prostu błyszczy, dając takie złudzenie. Niemniej sądzę, że ma to wpływ na optyczne wypełnienie i powiększenie ust. Jest przyzwoicie trwała, ale wiadomo - to nie matowa szminka w płynie! Wytrzyma lekki posiłek, lunch albo kawę, schodzi z ust ładnie równo, nie wysusza ich więc ponowna aplikacja nie jest problemem. Ma delikatny zapach, który baaaardzo ciężko wyczuć. Mój odcień 03 to bardzo jesienny ciepły zgaszony fiolet. Na zdjęciach wychodzi ciut chłodniejszy, niż w rzeczywistości.




Szminka na ustach prezentuje się tak:


A tak po 2 godzinach, dużej kawie i przekąsce :) Nieźle! 


 I makijaż z użyciem obu produktów. 


Co sądzicie o tej kolekcji? Mi bardzo podobają się opakowania, są zgrabne i eleganckie. Same produkty - może i nie zaskakują efektem WOW, ale są bardzo dobre jakościowo, a to w połączeniu z przystępnymi cenami może kusić :)

2016/09/04

NOWOŚĆ: Sephora Colorful eyeliner


Z czym lepiej wrócić do Czytelników po dwóch miesiącach nieobecności, jeśli nie z nowością na rynku? W dodatku z nowością udaną, taką na piątkę z plusem? Mam jeszcze jeden pomysł, ale zobaczymy jak temat się rozwinie... ;) Dlatego dzisiaj przed Wami post o nowych linerach Sephora.

Jakiś czas temu przeglądając stronę Sephory natknęłam się na nowość w postaci odświeżonej gamy linerów Colorful. Wzrok przykuło opakowanie i obietnica długotrwałości. Dlatego przy wizycie w tej perfumerii przyznam szczerze - po prostu się na nie rzuciłam! Moim łupem padło aż 6 kolorów i dzisiaj - po tygodniu testowania - chciałabym Wam je pokazać i trochę o nich opowiedzieć. 



Sephora obiecuje: "Jednym gestem narysujesz precyzyjną i ekstra intensywną kreskę trzymającą się na powiece przez cały dzień." Co do tego jednego gestu - tej sztuki malowania kreski mimo tylu lat praktykowania jeszcze nie opanowałam :D Mi więc precyzyjna krecha zabiera trochę więcej czasu i wymaga zdecydowanie większej ilości gestów, jednak nie o indywidualnych preferencjach czy umiejętnościach tutaj mamy dyskutować. 
Kreski namalowane tymi linerami mają urzekające barwy i świetną intensywność. Jest jednak jeden warunek. SHAKE IT, BABY! Tak! Trzeba je porządnie wstrząsnąć przed użyciem. Jeśli tego nie zrobimy to tak jak mnie czeka Was niemiła niespodzianka przy pierwszej próbie czyli wodnista kreska bez koloru czy opalizacji. Ale nie zrażajcie się! Wytrząśnijcie je porządnie i wtedy kuleczki znajdujące się w opakowaniu zrobią swoje, a Wy odkryjecie pełen potencjał tego produktu. 


Linery występują w dwóch wykończeniach - matowym i opalizującym. Obie wersje są świetne i wiem, że teraz gdy poznałam produkt, chętnie wrócę po jeszcze kilka innych kolorów jak cementowa szarość czy marynarski granat. Mam jednak wrażenie, że o ile drobiny kuszą i mienią się cudownie na swatchach na dłoni, to na oku trochę giną. Jest to jednocześnie plus i minus. Jeśli nie lubicie mocnego efektu i błysku - będzie się Wam ta cecha podobać. Jeśli tak jak ja lubicie wszelkie błyskotki - możecie się troszeczkę zdziwić. Ale tak troszeczkę, bo nadal uważam, że ładnie prezentują się na powiece. 

Posiadam, jak już wspomniałam, 6 odcieni:
- 02 Midnight Madness - przepiękny grafit, roziskrzony kolorowymi drobinami w odcieniach zieleni, fioletu, różu, złota. CUDO.
- 06 Pool Party - matowy odcień indygo. Można w nim dostrzec delikatniutki shimmer, ale generalnie zastyga na mat. Miałam cichą nadzieję, że będzie następcą UD Radium, ale jest bardziej stonowany i dużo ciemniejszy. Niemniej piękny.
- 11 Firework - odcień, który jako pierwszy przykuł moją uwagę. Atramentowo-śliwkowa baza z niebieskimi i różowymi drobinami. Cud, miód i orzeszki.
- 12 Animal Instinct - to chyba mój ulubiony odcień. Brąz, okraszony złotymi, srebrnymi, zielonymi i pomarańczowymi drobinami.
- 13 Jungle Fantasy - butelkowa zieleń usłana zielonymi drobinami. Trochę żuczek, trochę szmaragd. Piękny jesienny kolor.
- 14 It Bag - miedź. Po prostu! Metaliczna, intensywna, pięknie podbija niebieską czy zieloną tęczówkę.


Oto, jak przedstawiają się na dłoni: 

14 It Bag - 12 Animal Instinct - 11 Firework - 06 Pool Party - 13 Jungle Fantasy - 02 Midnight Madness


I najważniejsza sprawa czyli moja opadająca powieka. Nie każdy liner się jej trzyma, niektóre lubią się odbić czy to od razu, czy pod koniec dnia. Linery Colorful już na wstępie mnie uspokoiły, bo przy swatchowaniu po chwili praktycznie nie dało się ich zetrzeć, zastygają na amen. Nawet tarcie z dość mocnym naciskiem ich nie rusza, oczywiście pod warunkiem, że damy im zaschnąć. Z moich obserwacji wynika, że schną dość szybko - w trakcie robienia drugiego oka, na pierwszym liner ładnie zastyga. A kiedy już zaschną - trzymają się do zmycia. Bez efektu ksero, bez wykruszania, bez rozmazywania.

Kilka szybkich makijaży z ich użyciem. 

Tu na oku wylądował Midnight Madness
 

Firework w towarzystwie fioletowych cieni.


Zielony Jungle Fantasy, tu z całkiem solidnymi wypiekanymi cieniami z Kiko.


Animal Instinct i wachlarz rzęs :)))


Pool Party w moim ulubionym zestawieniu czyli ze złotymi cieniami.


I ostatni odcień z posiadanych przeze mnie - It Bag




Bardzo się polubiliśmy. Kosztują 49zł, przy ciągłych promocjach w Sephorze można je dostać taniej. Uważam, że warto się z nimi zapoznać, jeśli szukacie dobrej jakości produktu w przystępnej cenie. Macie któryś kolor? Co o nich sądzicie?

2016/07/08

M·A·C x Chris Chang


Dawno w M·A·C nie było tak kolorowo, ale czy współpraca z Chris Chang mogła wyglądać inaczej!?

Chris Chang, absolwentka prestiżowej szkoły Parson School of Design i managerka Prady Taiwan z wieloletnim stażem, zaprojektowała w 2006 roku kolekcję designerskich ubrań dla dzieci Poesia. Przeznaczona dla szykownych mam, które miały problem z odpowiednio ekskluzywnym ubieraniem swoich pociech ;) kolekcja zyskała niemały rozgłos i niebawem, wskutek licznych próśb, wzbogaciła się o rozmiary dla dorosłych już kobiet. Tak powstała kolekcja Poesia by Chris Chang. Po dużo więcej informacji zapraszam na Poesiaworld.com. Jest kolorowo i wesoło! I pięknie!


W tym roku Chris Chang postanowiła podbić rynek kosmetyczny i we współpracy z firmą M·A·C stworzyła kolekcję BARDZO kolorowych kosmetyków! Pięć szminek w szalonych barwach, cztery świetne matowe cienie, trzy kremowe uniwersalne Cream Color Base, puder i liner - a wszystko w przepięknych kolorowych opakowaniach! Muszę przyznać, że na żywo są... przecudne. Nie da się tego powiedzieć inaczej. To będą moje pierwsze cienie do powiek, których nie zdepotuję! NIE. :D 





Od początku wiedziałam, że szminkę w tym opakowaniu muszę mieć, choćby jedną! To jest małe arcydzieło! Musiałam wybrać jeden odcień. Z początku myślałam nad różami, ale w sumie mam ich sporo w kolekcji. Potem rozważałam żółty odcień - tak tak, to całkiem niezły patent na ocieplenie każdej szminki > KLIK. W końcu jednak nałożyłam Plum Princess i przepadłam. Ja wiem, że ona na zdjęciach wygląda średnio. W rzeczywistości jest kapkę mniej chłodna, co sprawia, że idealnie leży. To jest odcień, który przyciąga wzrok i w którym nie każda będzie się czuła komfortowo. Ja czułam się w niej dobrze i to chyba też miało wpływ na odbiór przez innych. Tylko w dniu zakupów kiedy chodziłam w niej po galeriach dostałam trzy komplementy od kobiet (!) dotyczące właśnie koloru na ustach :) Coś więc jest na rzeczy. Szminka ma wykończenie Matte i jest to ten dużo bardziej kremowy i miły w użyciu mat. Bardzo długo siedzi na ustach, nawet mimo jedzenia. 



Odcień według strony producenta to "pastelowa śliwkowa lawenda" i w sumie to się zgadza! Dodałabym jeszcze, że lekko przyszarzała i przybrudzona. Dziwaczek.
 


Cienie to z kolei petardy jeśli chodzi o kolor. To maty, więc wiadomo wymagają sprawnej ręki, ale nie miałam u siebie ani problemu z ich nabudowaniem, ani z pigmentacją, ani z roztarciem. Dwa odcienie - Electric Mandarin i Mu Mu Bloom mają bardzo delikatne drobinki, widoczne praktycznie jedynie w słońcu



Pale Pipa to blady, stonowany, wpadający lekko w zieleń i turkus niebieski cień. Wymaga odrobiny nabudowania, ale pigmentacyjnie jest dobrze. Kolor świetnie nadaje się jako kolorowy akcent na powiece dolnej :) 

Electric Mandarin to ciepły słoneczny pomarańczowy odcień. Daje raczej satynowe niż matowe wykończenie, ale absolutnie mi to w nim nie przeszkadza. Muszę go kiedyś wypróbować na policzkach bo mam wrażenie, że sprawdzi się idealnie w roli różu. 

Mu Mu Bloom jest pięknym różem, wykończeniem bardziej przypomina satynę niż mat podobnie jak Electric Mandarin.  Odcień jest raczej chłodny, fajnie sprawdził się na policzkach. 

Royal Woo to kurczaczkowy żółtek. Jak na mat ma całkiem niezłą pigmentację. Tu już wykończenie nie przypomina satyny, jest troszeczkę bardziej kredowe, ale nie przysporzyło mi problemów przy aplikacji. 


Wszystkie kolory w jednym makijażu :D 




I jeszcze trochę zabawy cieniami :) Wszystkie cztery odcienie, połączone złotym linerem Superslick Pure Show.




Ta kolekcja nie jest wielka w sensie ilości kosmetyków, ale z pewnością jest jedną z piękniejszych jeśli chodzi o opakowania. Ja jestem zachwycona, ale cieszy mnie również to, że poza opakowaniami to naprawdę fajne produkty! Dałyście się nieco skusić? Czy raczej wolicie standardowe czarne proste opakowania?